Oszczędnicka poleca – Matka feministka

Bez nazwy-1

Sprawy finansowe można przedstawiać w różny sposób. Również w taki, który na pozór nie ma nic wspólnego z tematem. Bo czy pozycja kobiety, a właściwie ściślej Matki w społeczeństwie ma jakiś związek z pieniędzmi? Według mnie ma i to bardzo wiele… Z okazji zbliżającego się Dnia Matki przedstawiam Wam świetną książkę Agnieszki Graff „Matka feministka”. Temat dla mnie bardzo ważny, dlatego dzisiaj będzie dużo inspirujących myśli!

[Przypomnę tylko, że w serii „Oszczędnicka poleca” nie przedstawiam Wam klasycznych recenzji książek, a moje subiektywne przemyślenia i fragmenty, które uważam za wyjątkowo ciekawe i inspirujące.]

Zanim zostałam mamą, nie przykładałm wielkiej wagi do wielu zagadnień, które Agnieszka Graff porusza w swojej książce. Co więcej uważałam, że dziecko wcale nie ogranicza i wszystko (albo duża część) zależy od dobrej organizacji czasu… Teraz mając Juniora, wiem, że posiadanie dziecka jednak ogranicza, pod wieloma względami (co wcale nie znaczy, że to negatywne w każdym calu zjawisko! no i ograniczenie w pewiem sposób na własne życzenie :)). To niezaprzeczalny fakt, że posiadanie dziecka zmienia podejście do życia, ale też naszą sytuację życiową. Zmiany te są dużo bardziej znaczące dla Mam niż dla Tatów (wiem, to dziwnie brzmi, ale jest poprawnie:P)…

Inspirujące myśli:

1. Żyjemy w społeczeństwie, które nieustannie deklaruje szacunek dla rodziny i macierzyństwa, ale jednocześnie organizuje ludziom życie zgodne z indywidualistycznym założeniem, że jednostki są bytami odrębnymi, autonomicznymi i w pełni odpowiedzialnymi za siebie. Te byty mają zarabiać kasę, płacić podatki, odkładać na emerytury, oczywiście każdy na swoją. […] Relacja całkowitej zależności, sytuacja więzi totalnej jest w tym neoliberalnym społeczeństwie anomalią, skandalem. To dlatego matka małego dziecka, zwłaszcza matka samotna, staje się społecznie niewidzialna.

2. Macierzyństwo jest w Polsce „świętością”, a o świętościach rozmawia się ogólnikowo i z namaszczeniem, bez wdawania sie w taki szczegóły, jak ściąglaność alimentów czy podajzdy dla wózków.

3. Opieka nad małym dzieckiem pochłania ogromne ilości czasu, energii, funduszy, a także emocjonalnego zaangażowania. Tak dużo, że na niewiele innych spraw tych zasobów starcza. Wszystko dzieje się w kulturze, która ten gigantyczny wysiłek matki lekceważy, traktując opiekę nie jako pracę, ale jako „naturalne kobiece zajęcie”, nieistotną krzątaninę.

4. Nie da się dylematów związanych z macierzyństwem sprowadzić do zgrabnego hasła: „dajmy kobietom wybór”. Cóż to za wybór: urodzić, albo poczekać do trzydziestki, a może czterdziestki, ryzykując kłopoty z płodnością? Albo taki: zostać w domu z maluchem i nie mieć co włożyć do garnka, czy może oddać do żłobka i umierać z niepokoju i tęsknoty?

5. Fakt zostania matką bardziej niż cokolwiek innego w życiu kobiety powoduje, że staje się ona ofiarą dyskryminacji. Kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni […], Ale też matki zarabiają znacząco mniej niż kobiety bezdzietne. Jednocześnie z badań jasno wynika, że matki pracują wydajniej i intensywniej niż kobiety bezdzietne.

6. Wartość nieodpłatnej pracy kobiet oszacowano na 30% PKB. Gdyby kobiety zrzuciły nieodpłatną pracę ze swoich barków na barki mężczyzn lub państwa, wiele postulatów środowisk kobiecych, powtarzanych od dziesiątków lat w kolejnych raportach i manifestach, zostałoby spełnionych – i to natychmiast. ONZ szacuje roczną wartość bezpłatnej pracy kobiet na 11 blionów dolarów.

7. Niepłatna praca związana z opieką albo szerzej, z reprodukcją społeczną. Z jednej strony mamy rynki finansowe i polityków powtarzających nam, że w czasie kryzysy zwyczajnie nie stać nas na utrzymanie całego systyemu świadczeń socjalnych i opiekuńczych, z drugiej strony kobiety są zewsząd zachęcane do wchodzenia na rynek pracy. Zestawienie tych dwóch tendencji grozi kryzysem reprodukcji społecznej właśnie.

8. Paradoks sytuacji współczesnych polskich kobiet – i właściwa przyczyna „reprodukcyjnego strajku” – polega na pozornej emancypacji […] na otwarciu nowych możliwości przy jednoczesnym radykalnym ograniczeniu możliwości ich wykorzystania.

9.W dyskursie publicznym dominuje obraz rodzicielstwa jako wspaniałego doświadczenia ze sfery prywatnej i intymnej. Posiadanie lub nieposiadanie dzieci przedstawia się jako efekt jednostkowych wyborów dotyczących prokreacji i koncepcji życia. Świadomie wybieramy, czy i kiedy chcemy mieć dzieci, by następnie wybrać wózek, kolor ścian w sypialni, formę porodu it. Rzecz jednak w tym, że polskie państwo nie wytworzyło po 1989 roku warunków do podejmowania takich wyborów, wycofało się bowiem niemal zupełnie ze sfery opiekuńczej.

10. 3/5 matek małych dzieci w naszym kraju rezygnuje (na jakiś czas) z pracy zawodowej. (Dane z 2007) W jakim stopniu jest to wybór samych kobiet, a w jakim pochodna społecznych oczekiwań i braku alternatyw?

11. O powrocie młodej matki do pracy decyduje jeden postawowy czynnik: gotowa do opieki nad wnukiem babcia. Brak babci chętnej do przejęcia opieki wyklucza kobietę z rynku pracy. Dlaczego? Bo żłobków w Polsce właściwie nie ma, a z usług opiekunej korzysta co setna rodzina.

12. Opieka to praca niedoceniania, nieodpłatna i niewidzialna. I wykonywana niemal wyłącznie przez kobiety. Rzecz w tym, że tej pracy nie traktuje się jak pracy. To co robi opiekun – a de facto – opiekunka – nazywa się na przykład  s i e d z e n i e m   z   d z i e c k i e m   w   d o m u. Tymczasem każdy i każda, kto to robił, wie, że wśród miliona czynności, które trzeba wykonać, akurat siedzenie zajmuje ostatnie miejsce.

13. „Siedzenie z dzieckiem w domu” – cierpi na tym praca kobiet, ich aspiracje, także polityczne. Sztywny podział ról jest sprzeczny z wymogami nowoczesnych rynków pracy. Trudno się dziwić, że pracodawcy uważają kobiety za uciążliwych pracowników, skoro tylko my korzystamy w urlopów wychowawczych czy wolnych dni na opiekę nad chorym dzieckiem.

14. Kobiety poświęcają na prace domowe ponad dwukrotnie więcej czasu niż mężczyźni – średnio 36,6 godzin tygodniowo. Praca domowa zajmuje kobietom 4 godziny 54 minuty dziennie, podczas gdy ich partnerom o połowę mniej, bo 2 godziny 33 minuty. (GUS)

15. Opieka jest pracą, a nie emanacją kobiecej duszy. I musimy zacząć się tą pracą uczciwie dzielić. My, czyli nie tylko mama z tatą i babcią. Po pierwsze państwo. Musi się w dużo większym niż obecnie stopniu zaangażować w sferę opieki […]. Podstawą są dobre i tanie usługi opiekuńcze […] pilnowanie by prawo powrotu do pracy po urlopie wychowaczym nie było fikcją […] Więcej urlopów ojcowskich, mniej gadania o szczególnej roli Matki Polki. Po drugie, pracodawcy muszą przyjąć do wiadomości, że opieka jest częścią życia pracowników, a nie cechą szczególną kobiet, które z tego powodu można gorzej traktować.

16. Wycofując się ze swoich zobowiązań, państwo zrzuciło niemal całą pracę opiekuńczą na barki kobiet. Nie zrobiono nic, by ta strefa przestała być strefą czysto kobiecą, a jednocześnie przestano w nią inwestować. To między innymi dlatego bieda w Polsce jest w większym stopniu udziałem kobiet niż mężczyzn. Nic tak nie degraduje społecznie i ekonomicznie jak samotne macierzyństwo, długotrwała opieka nad osobą chorą lub niepełnosprawną.

17. Przestańmy na siłę „urynkawiać” matki, wzywając je, by „wzięły się w garść”, ogarnęły, zorganizowały i ruszyły „robić kariery”. Spróbujmy choć trochę „umatczynić” rynek pracy, czyli wymusić na nim, by liczył się z istnienim sfery opiekuńczej jako czegoś, co nieuchronnie zajmuje czas i energię zatrudnionych osób, nie tylko kobiet.

18. Nie ma dwóch gatunków matek. Jest pęknięcie w świecie, który się z macierzyństwem nie liczy. Przepaść między prywatnościa i pracą. I rozdarcie matek: być nie tam, gdzie się akurat jest. Być tu i tam jednocześnie. Poczucie, że coś ucieka, coś przegrałaś, na coś się nieodwołanie spóźniasz. Tu i tam.

 

Jestem ciekawa czy zgadzacie się z tymi przemyśleniami? A może macie inne zdanie?

 

Projekt książkowy:

1/52 Marta Sapała „Mniej. Intymny portret zakupowy polaków”
2/52 Suze Orman „Kobiety i finanse”
3/52 Gary Keller „Jedna rzecz”
4/52 Marcin Iwuć „Jak zadbać o własne finanse”
5/52 Maciej Samcik „Jak pomnażać oszczędności?”
6/52 William D. Danko, Thomas J. Stanley „Sekrety amerykańskich milionerów”
7/52 Maciej Dutko „Efekt tygrysa – puść swoją osobistą markę w ruch!”
8/52 Cathie Black „Zasady Cathie Black”
9/52 Sheryl Sandberg „Lean in. Włącz się do gry”
10/52 Joanna Malinowska-Parzydło „Jesteś marką”
11/52 John Amstrong „Jak myśleć mniej o pieniądzach”
12/52 Barbara Ehrenreich „Za grosze pracować i (nie)przeżyć”

Oszczędnicka

  • Ruda

    Ciekawe spostrzeżenia, niby oczywiste (szczególnie dla młodej matki, które jest w insajdzie), ale dobrze, że ktoś to zebrał razem.
    – pkt. 2 – „o świętości Matki Polki” – to naprawdę archetyp, i to taki, który może zaszkodzić normalnej matce polce. Wystarczy, że nie jest się w stanie stać się tym wyobrażeniem – to spadają na biedną kobietę gromy ze wszystkich stron – tych stron, które akurat mają inne poglądy. Kobieta powinna to, powinna tamto, mieć tyle dzieci i tak dalej…. W takich dyskusjach zawsze myślę sobie o tym, że łatwo jest nakładać na innych obowiązki, które samemu nie trzeba znosić. I dotyczy to zarówno zaleceń co do ilości posiadania dzieci, jak również bardzo trudnej kwestii posiadania dziecka niepełnosprawnego. Ja w tych dyskusjach nie uczestniczę, bo decyzje dotyczące wychowywania dzieci (szczególnie chorych) to dla mnie decyzje z gatunku heroicznych. A czy można zmuszać do heroizmu? Niektórzy nie mają z tym problemu, szczególnie, gdy sami nie ponoszą odpowiedzialności za swoje poglądy.
    – pkt 3 i 12 – „o siedzeniu w domu z dzieckiem, bo to takie naturalne”. Siedziałam 11 miesięcy i była to dla mnie ciężka praca – niesamowita samotność i ogromne obciążenie. Do tego milion rzeczy robiłam źle i ludzie (raczej znajomi i obcy niż przyjaciele) nie mieli problemu z uświadomieniem mi tego. Przykład: gdy noworodek spał rano po śniadanku, a ja chciałam coś zjeść i okazywało się, że np. nie mam chleba to wychodziłam na ulicę, przechodziłam przez uliczkę osiedlową i kupowałam chleb. Oczywiście byłam wyrodną matką, bo mogłoby mi się coś stać i co wtedy z dzieckiem… Prawda? Oczywiście prawdopodobieństwo wypadku jest jak możliwość wygrania w totka, poza tym miałam przy sobie tel. i zawsze mogłabym przed omdleniem zadzwonić do męża, więc pewnie dziecko by przeżyło to 1 godzinę beze mnie. A gdybym zginęła na miejscu, to: 1. mąż i tak by się dowiedział i pewnie przypomniał sobie o istnieniu dziecka, 2. fakt, że przez 1-2 godziny dziecko byłoby bez opieki byłoby chyba jego najmniejszym problemem w kontekście bycia pół-sierotą.
    – pkt 14 – to czysty wyzysk, który jest również moim udziałem. Jest usankcjonowany nie tylko przez społeczeństwo, ale nawet język. Kiedyś już o tym pisałam na innym blogu, ale denerwuje mnie to, że kobieta pracuje w domu, a mężczyzna pomaga. „czy twój mąż pomaga Ci w domu?” „o tak, wynosi śmieci itd”- „czy twoja żona pomaga Ci w domu?” „Ale w czym?”. Prawda, że nikt nie zdałby tego drugiego pytania – jest wewnętrznie sprzeczne, nielogiczne i w ogóle bez sensu. Od razu widać, czyj obowiązek, a czyja dobra wola.
    – 15 urlopy ojcowskie i w ogóle urlopy macierzyńskie i wychowawcze. Na początku zastrzegam, że jestem za tym, żeby urlopy macierzyńskie były długie – czyli takie jak teraz. Mnie to ominęło i brałam bezpłatny urlop wychowawczy.
    A teraz o możliwych minusach – tak długie urlopy macierzyńskie powodują, że opieka nad dzieckiem i domem jest TYM BARDZIEJ TYLKO DOMENĄ KOBIETY. Po prostu tak jest – jest to przyzwyczajenie siebie i drugiej strony do takiej sytuacji. Oczywiście mogą być wyjątki, ale fakt, że kobieta „siedzi w domu z dzieckiem” oznacza właśnie to: to jest czas, żeby siedziała w domu i zajmowała się dzieckiem. A potem, skoro ma już w tym doświadczenie to też będzie o wiele bardziej zaangażowana w zajmowanie się dzieckiem.

    • Odnośnie punktu 2. – nie masz wrażenia, że to właśnie kobiety sobie nawzajem narzucają takie role? Przed kim chcemy pokazać, jak świetnie łączymy macierzyństwo, dbanie o dom i karierę zawodową? Wydaje mi się, że najczęściej przed kobietami właśnie. Nie mówimy wprost, że wychowywanie dziecka to ciężka praca (chociaż to się na szczęście zmienia) czy że ciąża nie jest tak cudownym stanem, jak wszyscy twierdzą. Nie mówimy, bo boimy się oceny innych kobiet, które tak świetnie sobie ze wszystkim radzą. Nie mówiąc o tym, że to kobiety wychowują tych mężczyzn, którzy na sprzątanie poświęcają dwa razy mnie czasu niż ich partnerki 😉

      • Ruda

        Pewnie tak, choć nigdy nie zwracałam uwagi na to, kto krzyczy głośniej. Jestem za to pod wrażeniem tego, jak kobiety krytycznie (nieraz są to wypowiedzi pełne jadu i nienawiści) wypowiadają się o innych kobietach w trudnych, typowo kobiecych sytuacjach, np. gdy ktoś jest na zwolnieniu lekarskim w czasie ciąży, to pewnie symuluje, gdy dziecko jest chore i kobieta musi brać „opiekę” – to pewnie sama zaraża dziecko, żeby mieć wolne. i tak dalej… aż ręce opadają.

        • Kiedyś pracowałam w szkole i wiem, co to znaczy, kiedy ktoś wylewa na Ciebie swoje frustracje, szczególnie na forach internetowych 😉 Aż się krew gotuje. Ludzie tak po prostu mają, zawsze będą gadać. Obrywa się nie tylko kobietom w ciąży. I trzeba przyznać – tak samo, jak istnieją kiepscy nauczyciele, tak samo są kobiety, które szukają pracy tylko po to, żeby za chwilę pójść na macierzyński. One nam nie robią dobrego PR-u 😉

          • No właśnie! L4 w ciąży to ciężki temat. Bo z jednej strony, wiadomo, że jak coś się dzieje, to trzeba iść i nie oglądać się wtedy na innych (lepiej tak, niż później mieć sobie za złe, że się np. straciło ciążę), ale….
            naprawdę spotkałam się z wieloma dziewczynami, które były na L4, ale na aerobik (dla kobiet w ciąży) spokojnie chodziły… i otwarcie mówiły, że się świetnie czują, no ale po co mają pracować, skoro mogą mieć 100% płatne zwolnienie…

    • „fakt, że przez 1-2 godziny dziecko byłoby bez opieki byłoby chyba jego najmniejszym problemem w kontekście bycia pół-sierotą” <3 jak widać nie dla wszystkich to takie oczywiste 😛

  • Zuza

    Baaaaardzo wartościowy wpis i bardzo się cieszę, że go tutaj zamieszczasz. Kobiecość to siła i konkretne wartość, a macierzyństwo nie jest kaprysem kobiety, czy realizacją jej naturalnych potrzeb. To kulturowe nadużycie. Kobieta rodząc dziecko nie spełnia się jako matka, ale przede wszystkim wnosi ogromny wkład w rozwój całego społeczeństwa – zwyczajnie dokłada kolejnego obywatela, który dołoży swoją cegiełkę w rozwój społeczności/państwa. Myślę, że czas najwyższy odwrócić pewne błędne myślenie które sprawia, że pewne grupy społeczne czują się niepotrzebne, gorsze, czy – chcąc jakiejkolwiek pomocy – roszczeniowe. W przypadku kobiet jest to nasz wkład w postaci nowych obywateli. Zabawne, że w państwie, w którym co rusz odbiera nam się prawo do decydowania o tym, czy rodzić chcemy czy nie, owa zdolność do wydawania nowego życia na świat jest tak umniejszana. Ale bez dzieci (a więc tej podstawowej „pracy” kobiet) państwo nie przetrwa. To jest nasza siła, z której powinnyśmy zacząć korzystać. Przykre jest to, że macierzyństwo traktowane jest albo jako kara (bo rozłożyła nogi), albo kaprys (ten kobiecy instynkt i natura), ale nigdy jako wartość (oficjalnie, bo widzimy przecież, jaka panika powstaje w każdym państwie, w którym pojawia się niż demograficzny). Państwo, inwestując w opiekę medyczną, socjalną, edukacje (mimo, iż na każdym polu pomoc ta jest w PL często b symboliczna) nie robi nikomu łaski. Państwo na każdym takim dziecku ZARABIA. I pomijając to, że każdy nowy obywatel jest pożądany ze względu na rozwój/podrzymanie tego tworu, to przede wszystkim taki obywatel odda zainwestowaną w niego kasę z nawiązką. To będzie 40%(?) pensji uiszczanej w postaci podatków, to będą podatki pośrednie, to będzie w ostateczności mięso armatnie w przypadku jakiegoś konfliktu. Boli fakt, że kobiety z jednej strony przymuszane są do macierzyństwa za wszelką cenę (patrz nowa propozycja ustawy antyaborcyjnej), z drugiej macierzyństwo traktowane jest jak widzimisię kobiety, z którym w każdej chwili może zostać sama. Czytuję literaturę feministyczną ale często jest ona dla mnie zbyt pesymistyczna, za bardzo skupia się na brakach. A to demotywuje. I dlatego uważam, że walcząc o swoje prawa powinnyśmy przede wszystkim wiedzieć, że jako kobiety wnosimy do społeczeństwa konkretną wartość, że zdolność rodzenia dzieci to nasza siła – i na tym opierać nasze działania. Niedawno jakaś znana aktorka powiedziała, że gdyby kobiety odmówiły rodzenia dzieci, rządziłyby światem. Chciałabym, żeby więcej z nas patrzyło na różne sprawy w ten sposób, bo być może wówczas łatwiej by nam było dochodzić własnych praw i wpływać na porządek świata.

    • Ruda

      W kontekście ekonomicznego wkładu wynikającego z nowych obywateli dla tego kraju – największą klęską jest to, ile osób czuje się tu niepotrzebnych i niedocenionych. To ci, którzy wyjeżdżają z kraju i już tu raczej nie wrócą. Patrząc ekonomiczne – co za marnotrawstwo.

    • Powinnam z Waszych komentarzy stworzyć kolejne „inspirujące myśli” 🙂

  • Poważny temat i bardzo potrzebny, bo rzeczywiście w naszym społeczeństwie nierówności na tle płci są ogromne. Mam czasami wrażenie, że bardziej przypominamy pierwotne, patriarchalne społeczności niż cywilizowany kraj. To powiedziawszy, będę jednak polemizować z punktem 5., narażając się na wściekłość mam 😉 Otóż sama matką nie jestem, a w ostatnim czasie zbiegły się w mojej pracy dwie ciąże. Matki wróciły już z macierzyńskiego i oczywiście pracują najlepiej, jak mogą, ale przyznam, że w tej sytuacji, to ja czuję się dyskryminowana. Delegacje – jadę ja, bo mamy mają prawo do niewyjeżdżania; urlop – nie mogę wziąć, bo po rocznej przerwie trzeba nadrobić i na nowo się wdrożyć, a ja jestem na bieżąco. Nie mam wymówki, że dziecko nie dało mi się wyspać, nie mogę pracować godzinę krócej jako karmiąca mama. Kiedy chcę wyjść wcześniej, żeby zdążyć do lekarza, szef kręci nosem, bo leczę siebie, nie swoje dziecko. I nie zarabiam lepiej niż mamy, co wynika z krótszego stażu, który jednak nadrobiłam nie idąc na roczne zwolnienie… I niestety na omawianym przykładzie nie powiem, że matki pracują intensywniej. Mają poczucie, że wracają do domu do czegoś ważniejszego niż praca. Ja tego nie mam, dlatego większy ciężar mojego życia spoczywa właśnie na pracy i w nią wkładam dużo wysiłku i zaangażowania. Nie gniewajcie się na mnie, drogie Mamy, bardzo Was cenię, a moją kocham nad życie, ale podobne stwierdzenia budzą mój sprzeciw, bo moje doświadczenia są kompletnie inne. Co więcej, starając się o nową pracę, pracodawca będzie podchodził do mnie sceptycznie. Nie ma znaczenia, kiedy i czy w ogóle chcę założyć rodzinę. W oczach rekrutujących jestem w grupie ryzyka, związanego z ciążą i urlopem macierzyńskim… Każdy kij ma dwa końce.

    • Zgadzam się z Tobą w 100% – każdy kij ma dwa końce 🙂

      Te nierówności nie są tylko w naszym społeczeństwie… Właściwie to wydaje mi się, że w niemal wszystkich krajach… (być może Skandynawia trochę odbiega od „średniej”, a może to tylko stereotypy?).

      Masz niestety rację co do „grupy ryzyka”. Większość pracodawców właśnie tak patrzy na młode kobiety 🙁 Przecież faceci też mają dzieci! Ale widać tu potrzebna jest gruntowna reforma nie tylko systemu, ale też światopoglądu ludzi. Z drugiej strony bardzo denerwuje mnie fakt, że w Polsce bardzo dużo kobiet idzie na zwolnienie już na początku ciąży nie mając ku temu żadnych podstaw. To też nie tworzy sprzyjającego klimatu… Jasne, że jak coś się dzieje, to zdrowie i życie Malucha i Mamy najważniejsze, ale w większości znanych mi przypadków to były zwolnienia w duchu postawy „bo mi się należy”.

  • Czytałam „Matkę feministkę” dokładnie rok temu, po urodzeniu drugiego dziecka. Lubię i cenię sobie przemyślenia Agnieszki Graff, szczególnie od momentu, w którym zaczęłam mówić o „umatczynieniu rynku pracy”, a nie – jak wcześniej – o całkowitej i bezwzględnej emancypacji kobiet. Zaciekawił mnie rozdział / przemówienie pani Agnieszki na Kongresie Kobiet, kiedy już była matką. To, jak bardzo jej perspektywa odbiegła od głównego nurtu polskiego feminizmu i jak niewiele osób ją początkowo rozumiało. Największy dylemat Matki Polki to dla mnie to o czym piszesz w punkcie 18: „rozdarcie matek: być nie tam, gdzie się akurat jest. Być tu i tam jednocześnie. Poczucie, że coś ucieka, coś przegrałaś, na coś się nieodwołanie spóźniasz.”. Z jednej strony chcę odpuścić i nie nakładać presji ani na siebie jako matkę idealną, ani na moje dziecko by idealnym było. Czasem się udaje, a czasem mam jednak wyrzuty sumienia. P.S. Polecam książkę „Pod presją” – z mojego ostatniego wpisu. Jak ona wiele wyjaśnia!

    • Bo dopóki nie jest się Rodzicem wielu rzeczy się po prostu nie rozumie. Nie zwraca się na nie uwagi, czy wydają się zupełnie nieważne.
      Do mnie ta książka teraz dużo bardziej trafiła. Częściej „kiwałam głową zgadzając się z autorką”.

      Dzięki za polecenie „Pod presją” – już zamówiłam w bibliotece 🙂 Chociaż poprzednia książka pana Carla nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia, ale… zawsze warto przeczytać 🙂