Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie. Tydzień 31

chcieć mniej

Tak sobie myślę, że „w dzisiejszych czasach” mamy problem z czekaniem. Jednak, żeby coś zmienić w swoim życiu, potrzeba czasu. Prawie zawsze. Szczerze powiem, że nie wierzę, że można uporządkować swoje finanse w miesiąc lub dwa. Szczególnie jeśli wcześniej były mocno zagmatwane. Według mnie to długotrwały proces i czasem (a może nawet częściej, niż byśmy myśleli) rok to za mało.

Nie da się jednak ogarnąć swoich finansów w oderwaniu od reszty swojego życia. To wszystko łączy się ze sobą i przeplata. Nie da się spłacić długów, robić budżetu domowego i jednocześnie hołubić konsumpcyjnej postawie, która nas w te tarapaty wpędziła.

Tak ważne jest odpowiednie podejście do pieniądza. Nie chodzi o to, żeby za nim gonić, albo negować jego ważność w naszym życiu. Często nasze „problemy” finansowe mają zupełnie inne podłoże niż fizyczny pieniądz. Ale „kupowanie rzeczy, których nie potrzebujesz, za pieniądze, których nie masz, usiłując zaimponować ludziom, których nie lubisz” na pewno nie pomoże w ogarnięciu swoich finansów.

 

Wiem, że zadania dotyczące realnych pieniędzy przynoszą pewnie bardziej widoczne efekty „tu i teraz”. Ale uwierz mi, sfera duchowa (tak często dzisiaj zrzucana na dalszy plan) jest ekstremalnie ważna. Nie będę Cię namawiać do rezygnacji z uciech świata, ale proszę, żebyś zastanowiła się, czy wszystkie Twoje potrzeby, zachcianki, są Twoimi potrzebami. Pomoże w tym na pewno zadanie 30, czyli stosowanie zasady „zaczekaj”, ale może warto wcześniej zastanowić się, czego faktycznie oczekujesz od życia.

Uwielbiam „filozofię świadomego życia”, dobrowolnej prostoty, czy jak to inaczej ująć. I wcale nie chodzi tu o 100 rzeczy, białe ściany, skandynawskie meble i minimalistyczne gadżety. Każdy ma swoją wersję tej drogi. Chodzi bardziej o życie tu i teraz, zamiast pogoni za rzeczami, czy doznaniami, by zaimponować innym.

Dlatego dzisiaj proponuję Ci, zastanów się, czy wolisz mieć, czy być? Po co zarabiasz i po co wydajesz pieniądze? Co jest celem Twojego życia? Oczywiście w zadaniu nie chodzi o brak ambicji. Chcieć mniej, nie znaczy zadowalać się „byle czym”. Chcieć mniej, znaczy świadomie przeżyć swoje życie, bez zabijania się w pogoni za rzeczami, które na dobrą sprawę wcale nie są dla nas ważne.

Zadanie 31: Chciej mniej

 

Jako inspirację polecam Ci blog Marcina, który po latach życia w długach ocknął się i uświadomił sobie (jakkolwiek banalnie by to brzmiało) co jest w życiu najważniejsze… Inne spojrzenie prezentują dwie Kasie (drogadominimalizmu i ograniczamsie)… Ogrom inspiracji!

 

Jestem masakrycznie ciekawa Twojej opinii! Czy w „dzisiejszym świecie”, można chcieć mniej?
Spotkałam się ostatnio z poglądem, że łatwo mi mówić (o tym całym „minimalizmie”, prostocie i takich tam), bo mam małe dziecko, które jeszcze nie wymusza… I tak się zastanawiam, czy to na co Junior napatrzy się w domu (i na szczęście w naszym otoczeniu) wystarczy na to, żeby miał podobne do nas podejście do życia? Czy siła wpływu rówieśników będzie tak wielka, że będziemy mieli w domu małego konsumpcjonistę?


Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów z serii Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie? – zapisz się na newsletter. Zapraszam Cię też do facebookowej grupy, gdzie znajdziesz motywację i wsparcie
[mc4wp_form]
Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy i może się komuś z Twojego otoczenia przydać, proszę, prześlij go dalej, udostępnij lub po prostu powiedz o nim Twoim znajomym. Szczególnie zależy mi na dotarciu do kobiet, które zazwyczaj nie czytają „finansowych blogów”. Pomóż mi do nich dotrzeć! Dziękuję, że jesteś!

Oszczędnicka

10 Comments

  1. Mniejsze potrzeby materialne = mniejsze wydatki= mniej czasu w pracy.
    Staram się przemyśleć prawie każdy zakup. Są pewne rzeczy, które chciałam kupić kiedyś, ale nie kupiłam i teraz cieszę się, bo widzę, że to nie jest potrzebne. Przykładem tego są kieliszki. Kiedy miałam 18 lat to chciałam mieć taki zestaw: do wody, do wina czerwonego, do wina białego, do martini, do szampana. Ponieważ studiowałam i nie miałam własnego mieszkania, postanowiłam, że kupię je po studiach… potem potrzebowałam na szybko, wiec pożyczyłam od babci jakieś kieliszki i tak jakoś zeszło 15 lat. Dziś wiem, że absolutnie ich nie potrzebuję, na pewno nie w takiej liczbie. Może kupię takie do martini (lubię ten trunek), bo można również pić z nich szampana (ale nie oszukujmy się, w życiu nie piłam szampana, a wino musujące – może raz w roku), oraz robić eleganckie desery (tylko czy będzie mi się chciało?). A może zamiast tych kieliszków wystarczy mi to, co mam?
    W czasie remontu domu też często stawałam przed wyborem: czy kupić coś drogiego, dizajnerskiego, czy po prostu rzecz praktyczną, ale bez dodatkowych opłat za efekt „wow”. Po przemyśleniu tego, czy chce mi się pracować dodatkowego godziny na daną rzecz, zwykle dochodzę do wniosku, że nie. Jedyny przedmiot, na który chcę wydać większą kwotę to będzie stół: drewniany, a nie sklejka do samodzielnego składania.

    • Uwielbiam Twoje komentarze! Zawsze są takie rzeczowe, ale też osobiste i zawsze dużo wnoszą do tematu! Dziękuję 🙂

      Oto jest pytanie. Lubię się otaczać pięknymi rzeczami, chyba jak każdy. Ale przede wszystkim ważna jest dla mnie funkcjonalność i to, czy faktycznie będę z tego korzystać. Po co robić z domu graciarnię czy muzeum? 🙂

      • Ha, ha… ja w moim domu mam teraz muzeum (tzn. jak w tym dowcipie, gdzie dwoje bogatych Noworuskich relacjonuje wizytę w Wersalu: Czysto, skromnie, ale czysto.) W moim salonie (28m2) jest kominek, dwa fotele, ława, stół i 4 krzesła. Na razie wszystko z odzysku, tzn. ze strychu rodziców.
        Dziękuję za uznanie 🙂 Jak można zauważyć – ja też bardzo lubię Twojego bloga i nie mogę się doczekać kolejnego poniedziałku.

  2. Oczywiście, że można chcieć mniej, .Prowadzę własny budżet w moim nazewnictwie „wydatkowanie” od 2012 roku. Taki prosty plik Excel z podziałem na obowiązkowe wydatki i oszczędności emerytalne, a reszta pozostaje do wydania. Nie zakładałam szczegółowego budżetu na poszczególne działy zakupowe–po prostu reszta zostawała do wydania i czasem nawet z niej coś jeszcze zostało. Od maja stosuje podział, zgodnie z wytycznymi przyjętymi przez Panią tzn ze szczegółowym budżetowaniem samych wydatków i jakież jest moje zdziwienie, kiedy się okazuje,że kolejny miesiąc jest na plusie dużo wyższym aniżeli kiedy nie uszczegóławiałam wydatków.Jedno jest w tym wszystkim ważne dyscyplina i bycie szczerym w stosunku do siebie, kiedy wpisujemy najdrobniejsze nawet wydatki. Dziękuję pani Alicjo za inspiracje. Dobrze wiedzieć,że są też tacy jak jak,którzy oszczędzają i bez wstydu o tym piszą .Potrafią chcieć mniej. Dzięki temu również nie czuje się jak zombie wśród osób, które każdą poniedziałkową kawę zaczynają od informacji do otoczenia co to nie kupiły podczas weekendu i to „po taniości” .Jakoś mówienie o przeczytanej książce czy udanym przygotowanym własnoręcznie posiłku nie przychodzi im z taką łatwością. Jestem czytelniczą bloga p.Kasi oraz p.Kasi Kędzierskiej, który również gorąco polecam. Pozdrawiam serdecznie.

    • Niezmiernie mi miło czytać te słowa! Dziękuję! 🙂
      Czyli jednak budżetowanie zdaje egzamin 🙂

      No i żadna ze mnie Pani! Tym bardziej „w internetach” 🙂 Bloga Kasi Kędzierskiej rówież czytam, choć nie tak regularnie, jak polecane we wpisie. Również bardzo wartościowe treści!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.