Jak planować posiłki – oszczędnickie wyzwanie

Planowanie posiłków kojarzy mi się ze słowem „nie wiem”… bo zazwyczaj tak Oszczędnicki odpowiadał mi na moje pytanie, na co ma ochotę w kolejnych dniach… Ale przyznam się szczerze, że sama bym pewnie tak odpowiedziała, gdyby to On zabrał się za planowanie posiłków. Dlatego już od kilku miesięcy staramy się wspólnie pracować nad naszą dietą (choć oczywiście z uwagi na mój urlop macierzyński, to ja częściej „siedzę w kuchni”). A jutro zaczynamy na facebooku kolejne wyzwanie planowania posiłków.

Ale po co w ogóle planować posiłki?

W naszym przypadku pomaga to urozmaicać dietę (chociaż nie jestem jeszcze w 100% z niej zadowolona), zapobiega jedzeniu codziennie makaronu (bo to przecież najszybciej), zapobiega kłótniom i nerwom „co dzisiaj na obiad”. Poza tym planowanie sprawia, że lepiej wykorzystujemy jedzenie, które już mamy i chroni przed impulsywnymi zakupami. (Chociaż oczywiście zdarzają się sytuacje, że Oszczędnicki znajdzie promocję np. dobrej passaty pomidorowej i wykupi wszystko, co jest w sklepie…)

Wpisy, które mogą Cię zainteresować
➡️ Ile wydajemy na jedzenie? Budżet domowy w praktyce
➡️ 45 pomysłów jak oszczędzać na jedzeniu

Zalety planowania:

➡️ Urozmaicony jadłospis
Dzięki temu, że mamy posiłki spisane na papierze, widzisz, co ląduje na Twoim talerzu. Czasem nam się wydaje, że jemy dobrze i zdrowo (mi się tak wydawało, a eksperyment pokazał, że jednak wiele mamy jeszcze do zrobienia), ale w rzeczywistości wałkujemy w kółko te same potrawy.

➡️ Oszczędność czasu
Nie musimy codziennie biegać do osiedlowego sklepu „na ostatnią chwilę”, bo czegoś nam brakuje np. do przygotowania obiadu.

➡️ Oszczędność pieniędzy
Kupujemy tylko to, czego potrzebujemy. Nie kuszą nas marketingowe sztuczki i promocje (no chyba że faktycznie czegoś potrzebujemy).

➡️ Niemarnowanie jedzenia
Dokładnie wiemy co i kiedy będziemy jeść, więc łatwiej zaplanować zużycie wszystkich składników.

➡️ Mniej śmieci
Jeśli zaplanujemy zakupy, będziemy mogli zabrać ze sobą swoje torby  i pojemniki zamiast kupować foliowe torby. 

Jak planować posiłki?

1. Spisz ulubione potrawy
Według mnie to najważniejszy punkt planowania. Chociaż niektórym ciężko się do niego zabrać na raz. Jeśli tak jest też u Ciebie, to przypnij sobie kartkę na lodówkę (czy zorganizuj zeszyt) i wpisuj potrawy, na które przyjdzie Ci ochota.
Najlepiej podzielić posiłki na śniadania, obiady i kolacje (skupiając się przede wszystkim na obiadach).

2. Sprawdź, co masz w domu
Żeby nie marnować jedzenia (a co za tym idzie pieniędzy) należy dokładnie przejrzeć szafki, lodówkę i zamrażalkę. Może się nawet okazać, że przez kilka dni nie będziesz musiała nic kupować!

3. Ułóż wstępny jadłospis

4. Zaplanuj przygotowania
Pomyśl o czasochłonności przygotowania danych potraw oraz o swoim tygodniowym harmonogramie. Dość często samo planownie przebiega dość sprawnie, gorzej z późniejszą realizacją. Co z tego, że wymyślisz np. lasagne na czwartkową obiadokolację, skoro wracasz wtedy do domu o 18. Nie jesteś w stanie zrobić jej i zjeść o „przyzwoitej porze”. Chyba że przyrządzisz ją wcześniej.

Warto też niektóre rzeczy przygotowywać w tzw. blokach. Jeśli np. gotujesz ciecierzycę, to możesz ugotować jej więcej (nie tylko tyle, ile potrzebujesz do danej potrawy) i część przechować w lodówce, a część zamrozić.

5. Nie trzymaj się kurczowo rozpiski
To że masz plan, nie znaczy, że musisz wypełnić go w 100%. To plan jest dla Ciebie, nie Ty dla planu. Jeśli w czwartek masz w jadłospisie curry z dyni, ale masz wielką ochotę na sałatkę lub makaron w sosie pomidorowym… to dlaczego nie zmienić tego planu? Oczywiście, jeśli nic się nie zepsuje (bo tego nie zjesz) no i nie będziesz jeść tego makaronu codziennie

Pomysły:
* Ciekawą opcją (szczególnie jak się ma małe dzieci) jest przypisanie dnia jakiejś potrawie, czyli np. zupowe poniedziałki, makaronowe wtorki, warzywa z piekarnika (i różne wariacje) w środy itd.
* Można też wybrać jeden dzień, w którym testujemy nowe potrawy.

A jak to jest u Ciebie? Planujesz jadłospisy?


Jeśli planowanie posiłków to Twoja zmora mam dla Ciebie rozwiązanie 🙂
🍓🍆Roczny planer posiłków (do druku)🌽

Co w nim znajdziesz?
👉 Kalendarz warzyw sezonowych na każdy miesiąc
👉 Arkusze na ulubione potraw
👉 Szablony na tygodniowe plany menu
👉 Szablon na akcję tydzień z zapasów
👉 Pomysły na sezonowe dania
👉 Pomysły na wykorzystanie resztek i niemarnowania jedzenia

 

LINK DO OSZCZĘDNICKIEGO SKLEPU 💪 👉👉http://bit.ly/planerposilkow

 

Oszczędnicka

27 Comments

  1. Przede wszystkim przygotowywanie chociaż porcji posiłku zamrożonego -najlepiej zup – zapobiega to impulsywnym zakupom w momencie braku posiłku na dany dzień (przez zapomnienie, nieprzygotowanie wcześniejsze, późniejszy powrót do domu). Wiesz co jesz i nie zdajesz się na przypadek. Rewelacyjne, zwłaszcza, gdy pod nosem znajduje się piekarnia, bar szybkiej obsługi lub ulubiona restauracja.

  2. Moje ulubione metody na oszczędzanie w kuchni to przede wszystkim ustalanie co tydzień menu i wyruszenie z listą zakupów do sklepu. Nie kupuje zawyżonych porcji produktów, dzięki czemu nie marnotrawię jedzenia i pieniędzy. Warto też wspomnieć o jedzeniu sezonowych warzyw i owoców, są duuuużo tańsze w sezonie.

  3. Moje wskazówki na oszczedzanie w kuchni:
    1. tygodniowa lista posiłków
    2. lista zakupów
    3. mrożenie większych porcji jedzenia
    4. mrożenie resztek z warzyw – robie potem z tego bulion warzywny
    5. lista sklepów z cenami, gdzie wiem, że mogę kupic określone produkty w dobrej cenie
    6. kupowanie bez opakowań
    7. przetwarzanie warzyw i owoców w lato na zimę
    8. zapisanie się do różnych aplikacji sklepów, żeby wiedzieć o promocjach lub dostawać dedykowane dla siebie. Korzystam na rzeczy, które mi są akurat potrzebne albo które wykorzystuje w większej ilości.
    9. noszę jedzenie do pracy.
    10. Jak wychodzę z domu mam w torbie owoc lub domowy baton, żeby nie kupować przekąsek na mieście na szybko
    11. raczej korzystam z sezonowych warzyw i owoców (zimą mrożone, prztwory). staram się rezygnować z droższych egzotycznych warzyw i owoców na rzecz lokalnych zamienników.
    12. staram się gotować zdrowo i smacznie, ale raczej prosto dzięki czemu nie potrzebuję wielu urozmaiconych składników

  4. Nie mam jednej wskazówki. Mam kilka, które u mnie się świetnie sprawdzają:
    – mrożenie resztek warzyw na bulion (również te części, które wydają się „niejadalne”, jak natka marchewki, liście rzodkiewki czy kalarepy…)
    – kupowanie większej ilości sera i mięsa (to akurat dla kota…) w promocji i mrożenie reszty
    – jak chleb nie chce się skończyć, to kroję w kromki i też mrożę (w ostatnio nawet doprowadziłam taki wysuszony na kamień do stanu jadalnego! Namoczyłam go w wodzie, czekałam, aż ona się wchłonie, potem jeszcze moczyłam, aż był znowu wilgotny, a następnie pokroiłam w kromki, obtoczyłam w jajku i zrobiłam tosty francuskie! Byłam z siebie ogromnie dumna!)
    – jak herbata nie zostanie wypita, a chcę nową, to starą podlewam kwiatki
    – piję wodę z kranu
    – niezwykle rzadko kupuję gotowe produkty
    – oraz chodzę na zakupy raz w tygodniu (z małymi wyjątkami, jak pojawi się zachcianka, albo chleb skończy…)

    To na pewno nie wszystko, ale to przychodzi mi akurat do głowy. Jak widać, mrożenie jest zwycięzcą :).

    PS Przypomniało mi się jeszcze jedno! Za każdym razem, jak przygotowuję obiad w piekarniku, robię też od razu ciasto, które po wyjęciu obiadu w piekarniku ląduje, przez co marnuję mniej prądu potrzebnego na rozgrzanie go :).

    • Mrożenie wygrywa 😉 Ja mam trochę mętlik w głowie, bo z jednej strony jestem za tym, żeby przygotowywać świeże posiłki (i tak „mówi” większość teorii np. wschodnich), ale z drugiej strony, nie mam na to codziennie czasu. Już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad freezer-cooking czy jakoś tak to się nazywa… czyli żeby przygotowywać część składników lub nawet potraw wcześniej (np. raz w tygodniu) i potem odgrzewać.

      A jakie ciasto najczęściej robisz?

      No i brawo! za reanimację chleba! 😉 #zerowaste rulez! 🙂

      • Ciasto na winie 😹. Czyli co mi wpadnie w ręce. Najczęściej wychodzi ucierane, ale na oko. Zwykle z owocami, które się panoszą i chcą zostać zużyte. Albo czekoladowe, bo kakao zawsze mam w domu. W każdym razie to, co się nawinie, zamienia się w ciasto 😸.

        Z tym odgrzewaniem jest u mnie trudno, bo nie bardzo mam ochotę jeść to samo dzień po dniu. Kiedyś nie miałam z tym problemu, teraz jednak stałam się bardziej żądna zmian.

  5. Trochę nie na temat… ale niedługo już chyba podsumowanie stycznia. Może tym razem pokazałabyś- na wymyślonych liczbach, by nie ujawniać dochodów- kategorię III. Chodzi mi o techniczne strony takiego planowanego odkładania. Ile bym się nie pytał u innych, jak to robią, czy podobnie jak ja, czy nie- każdy robi to inaczej. Ciekaw jestem, jak to wygląda u Ciebie. Pozdrawiam

  6. Moje sposoby na oszczędzanie w kuchni:

    1. Sprawdzam daty przydatności do spożycia
    2. Wyznaczam budżet
    3. Robię listę zakupów na cały tydzień
    4. W tygodniu dokupuję tylko owoce, warzywa i chleb
    5. Szukam okazji cenowych
    6. Samodzielnie przygotowuję wszystkie posiłki

  7. Tak! Planujemy jadłospisy już czwarty miesiąc i nie ukrywam, że tutaj Twoja zasługa:) Przy czym z reguły planujemy 2 razy w tygodniu (wt-pt i sob-pon), chyba dlatego, że lubię jak plan się sprawdza i wszystkie zawirowania nie są pożądane, druga sprawa że warzywa i owoce przez tydzień nie wytrzymają, a i mięso jeżeli już, to i tak trzymam w lodówce dzień lub dwa.

  8. Oprócz metod, które już wymieniono, stosuję jedną, jaką jest wykorzystanie w swojej kuchni dziko rosnących roślin, które można znaleźć o różnych porach roku przy okazji spaceru. Wiosną piję świeży sok prosto z brzozy (nawet raz zrobiłam na jego bazie domowe wino). Parzę herbaty z forsycji i fiołków. Przygotowuję konfiturę z płatków róż. Latem używam podagrycznika jak szpinaku, pokrzywę dodaję do racuchów i zup. Jesienią dereń i jarzębinę zrywam na nalewki. Polecam każdemu!

  9. Tyle tutaj dobrych rad! <3
    U mnie też zaczęło się głównie od ustalenia menu na cały tydzień, co uwielbialiśmy. Bo generalnie strasznie lubię jeść, a sama myśl, że np. dziś będzie czekało na mnie w domu spaghetti, potrafi podnieść mnie w pracy na duchu 🙂

    • Hahaha 😉 witam w klubie 😉 ja uwielbiam jeść ;P Oszczędnicki się ze mnie śmieje, że czasem już po obiedzie nie mogę się doczekać kolacji ;P

  10. Hej,
    stosuję w kuchni większość trików wspomnianych wcześniej więc nie będę się powtarzał. Tworzenie listy i robienie zakupów na cały tydzień to podstawa dobrego planowania.

    U nas rytuał ten wygląda tak, że w czwartek wieczorem siadam z moją żoną do laptopa, otwieramy gazetkę promocyjną (najczęściej Auchan bo mam go po drodze z pracy) i analizujemy co obecnie jest w promocji. Na tej podstawie próbujemy przypasować promocyjne produkty do dań, na które mielibyśmy ochotę. A w piątek wracając z pracy zajeżdżam po drodze do sklepu i robię zakupy.

    Druga ważna kwestia, której nie znalazłem w poprzednich komentarzach to programy lojalnościowe. Aby nie nosić kilkunastu/kilkudziesięciu kart lojalnościowych (nie tylko do sklepów spożywczych, ale też ubraniowych, drogerii itd. itp.) mam w telefonie aplikację (nie będę reklamował nazwy) gdzie wystarczy raz zrobić zdjęcie karty i karta jest już dodana do programu. Następnie w sklepie otwieram konkretną program, wyszukuję potrzebną kartę a Pani/Pan skanuje obraz ze smartfona. Dzięki temu rozwiązaliśmy problem zapominania zabrania odpowiedniej karty do portfela.

    Trzecia sprawa to bony rabatowe. Śledzę różne blogi oszczędnościowe i strony z okazjami, na których dość często pojawiają się informacje o bonach rabatowych. Dobrym tego przykładem jest sklep Tesco, który dość często prowadzi takie akcje promocyjne z kodami. Dodatkowym plusem jest możliwość dostawy zakupów do domu.

    Do monitorowania wydatków (nie tylko jedzeniowych) korzystamy z programu Microsoft Money. Oprócz kategorii „jedzenie” mamy tam pododawane podkategorie, które chcemy baczniej śledzić np. napoje, alkohol, jedzenie na mieście, fast food. Spisujemy wydatki kilka razy w tygodniu. Dzięki temu wiemy prawie na bieżąco jak wygląda realizacja naszego planu na dany miesiąc. Jeśli więc zbliżamy się do limitu w danej podkategorii np. alkohol to znak, że powinniśmy przystopować i być może kolejny zakup wina do obiadu przełożyć już na przyszły miesiąc 🙂

    Na koniec jeszcze jeden trik oszczędnościowy w kuchni. Tym razem nie dotyczy oszczędności $$ a czasu. Słowo klucz – Szybkowar. Kto ma ten wie o czym piszę. Kto nie ma niech spróbuje. Rosół z gara gotuje się min. kilka godzin. Z szybkowara można go mieć po 20 minutach. Tak samo inne dania – golonkę indyczą z kapustą i ziemniakami robię w 35min, polędwiczki wieprzowe w 45min. No i własna wędlina z szybkowaru… Polecam udziec z indyka. Po prostu palce lizać! 🙂

    Gratuluję świetnego bloga. Bardzo lubię czytać Pani artykuły. Są dla mnie inspiracją i motywacją. Proszę trzymać ten poziom! 🙂

    Pozdrawiam,
    Grzegorz

  11. Ja zeby nie kupować zbędnych rzeczy przeglądam często aplikacje Blix z gazetkami promocyjnymi,dzięki temu wiem gdzie udać się na zakupy żeby trochę oszczędzić. W moim mieście jest też miejsce w których sklepy typu Kaufland,Biedronka itp są obok siebie więc nie nadrabiam dużo drogi robiąc zakupy na cały tydzień. Kolejna dobra opcja jest mrożenie np mięsa,kupowanie jedzenia w puszkach ( pomidorów,kukurydzy,tuńczyka) na promocji,jedzenie się nie zmarnuje a przy planowaniu jadłospisu te składniki odpadają bo już je mamy, a w danym momencie nie są już w promocji przez co wydalibyśmy więcej.

  12. Nie będę opisywać swoich żelaznych reguł, które zostały wymienione niżej (typu listy, śledzenie gazetek w aplikacjach, zdrowa i domowa kuchnia), ale wymienię kilka fajnych patentów (bardzo fajnych dla ludzi, którzy nie lubią marnować dosłownie niczego ;)):

    1. Woda po gotowaniu – po ciecierzycy i ubiciu zastępuje białka, po ziemniakach, jajkach, makaronie, jeśli nieosolona, ląduje w doniczkach, osolona może służyć do namoczenia strączków na kolejny dzień.
    2. Odczarowuję tanie warzywa – buraczane brownie, zupa cebulowa, kotleciki jaglano-buraczane to jedni z ulubieńców.
    3. Wizyty na targach tuż przed zamknięciem – jest szansa na załapanie się u niektórych sprzedawców na obniżenie ceny.
    4. Nawet w domu piję kawę/herbatę w termosie – trzyma ciepło i nie wypijam za szybko bojąc się że wystygnie, wcześniej miałam tendencję do kilkunastokrotnego gotowania wody 😛 Bardziej chodzi tu o prąd, ale u mnie ograniczyło to zużycie ilości kawy i herbat 😉
    5. Zdrowa dieta to oszczędność finansowa na lekach i oszczędność czasowa na wizytach u lekarza! 😉

  13. Dwa m-ce temu zaczelam korzystac z firmy Farmdrop, ktora dowozi do domu zdrowe jedzenie Londynczykom prosto z okolicznych farm i wiosek. Normalne, zdrowe jedzenie bez pestydycow i innych swinstw. Jakosc tego jedzenia jest niesamowita, a warzywa sa swiezo wyciagniete z ziemi. Cos pieknego!

    Ale dlaczego o tym pisze? Pisze, bo chce sie podzielic pewna obserwacja. O takich firmach dowozacych jedzenie slyszalam juz dawno. Przymierzalam sie do sprobowania od dobrych dwoch lat, ale balam sie, bo jedzenie „z farmy”, a zwlaszcza mieso, sa drozsze od supermarketu. Zwyczajnie balam sie, ze nie bedzie mnie na nie stac.

    I tu pojawia sie niesamowita niespodzianka. Z racji, ze jedzenie jest dowozone do domu, praktycznie wcale nie chodze juz do sklepow i supermarketow. Co za tym idzie, nie jestem podatna na chwyty marketingowe i nie kupuje tony „niezbednych” badziew. Po podliczeniu kosztow na jedzenie, okazalo sie, ze na braku obcowania z marketingiem oszczedzam PONAD POLOWE pieniedzy przeznaczonych na jedzenie, rownoczesnie jedzac produkty wysokiej jakosci. Oszczedzam rowniez nerwy, bo nie musze sie paletac miedzy ciasnymi sklepowymi alejkami, stac w kolejkach i walczyc z bolem glowy spowodowanym zbyt duzym „nasyceniem kolorystycznym” (no bo kazdy podukt i promocja musi miec opakowanie/napis w ostrym, razacym kolorze :P).

    Na codzien nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo drobne chwyty marketingowe sprawiaja, ze w naszych portfelach panuje pustka. Ja juz na pewno nie dam sie „nabrac” 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Zaserduszkowałabym Cię tutaj! Ale nie mam emotikonów 😛

      Mam podobne spostrzeżenia. Wprawdzie zbyt wiele eko prosto od rolnika teraz nie kupujemy – bo jest sezon głównie na warzywa korzeniowe, ale jest różnica 😉 I w jakości i w cenie :P. Ale wbrew pozorom nasz budżet wcale na tym nie cierpi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *