Zmęczenie materiału, ślad węglowy i babcia… jak przetrwać codzienny chaos

Kiedyś kompletnie nie rozumiałam, o co chodzi ludziom, którzy mówili: „Nie mam czasu na spisywanie wydatków” albo „Planowanie budżetu mnie wykańcza”. Dla mnie to była oczywistość, tak jak mycie zębów, trochę zapisywania, trochę kontroli i wszystko jasne. A teraz? Teraz trochę bardziej to rozumiem. A to wszystko przez zmęczenie decyzyjne…

Zmęczenie decyzyjne

Niby wiele się nie zmieniło, ale jednak życie przyspieszyło. Chłopcy mają prawie codziennie zajęcia pozalekcyjne (serio, staraliśmy się nie przesadzić, ale ciągle coś), sprawdziany, projekty domowe, moje nienormowane godziny w pracy (czasem spotkania wieczorami). I nagle, zamiast satysfakcji z planowania, pojawia się zmęczenie… Naukowcy (nie tylko amerykańscy) nazywają to zmęczeniem decyzyjnym. Mózg ma już po prostu dość, jeśli musimy podejmować zbyt wiele decyzji pod rząd. Wtedy zamiast myśleć spokojnie i rozsądnie, zaczynamy wybierać to, co łatwe i szybkie… Czyli na przykład w sklepie kupujesz pierwsze lepsze produkty, w kuchni zjadasz coś, co jest pod ręką, a rachunki odkładasz na później. Nie chodzi o lenistwo, serio. To naturalna reakcja organizmu na nadmiar wyborów, a badania pokazują, że w takich sytuacjach częściej idziemy po linii najmniejszego oporu.

Dodatkowo każda decyzja czy zakup (przynajmniej w moim przypadku) wiążą się z milionem myśli o świecie i środowisku. Jaki jest ślad węglowy produktu, czy lepiej wybrać to czy tamto, co będzie bardziej ekologiczne, a co z plastikiem (?!). Nagle okazuje się, że nie da się wybrać idealnie. Tak jak w serialu Dobre miejsce (Można obejrzeć na Netflixie – bardzo polecam!) kiedy system punktowy jest tak skonstruowany, że nie da się trafić do nieba, bo właściwie każda decyzja (nawet ta, która wydaje się pozytywna!) ma mnóstwo negatywnych konsekwencji. Bardzo do mnie trafił ten przykład – Kiedyś kupienie babci kwiatka było czymś prostym, dobrym i dawało mnóstwo „punktów”. Teraz ten sam gest może przynieść punkty ujemne, bo trzeba uwzględnić wszystko: kto uprawiał kwiaty, czy pracownicy mieli złe czy dobre warunki, czy użyto jakichś toksyn przy produkcji, jak daleko je przewieziono, jaki ślad węglowy pozostawiły, a nawet kto zarobił na tym pieniądze. Zatem czy w dzisiejszym świecie, mamy jeszcze szansę podejmować dobre wybory?

Czy to ma sens?

Myślę, że mimo wszystko TAK – chociaż czasem warto odpuścić, nie starać się być idealną/ym i skupić się na tym, na co mamy wpływ. Bo te małe wybory są bardzo ważne i warto je podejmować: segregować śmieci, kupować świadomie, ograniczać plastik, wspierać lokalnych producentów. Ale bez międzynarodowych regulacji i zmian zachowań najbogatszych nie damy rady rozwiązać globalnych problemów. Nie chodzi o to, żeby nic nie robić, chodzi o to, żeby robić tyle ile możemy, ale też nie czuć na swoich barkach odpowiedzialności za cały świat. Każdy drobny krok ma znaczenie, ale nie możemy się przy tym pogubić i poczuć, że wszystko zależy tylko od nas..

Oszczędnicka