W dobie szybkich zakupów online wiele z nas chętnie korzysta z popularnych platform, takich jak Temu czy AliExpress. Kuszą niskimi cenami i szerokim asortymentem, ale czy na pewno warto tam kupować? Jako entuzjastka świadomych finansów i zrównoważonego rozwoju, chcę podzielić się z Wami moimi powodami, dla których unikam tych sklepów.
Niska cena = wysoka cena dla planety
Jednym z kluczowych powodów, dla których nie kupuję na Temu i AliExpress, jest ogromny ślad ekologiczny związany z przesyłkami. Produkty pochodzą zazwyczaj z Azji, a ich transport wymaga wielokrotnych przelotów i przeładunków, co generuje znaczącą emisję CO₂. Często zamawiamy drobiazgi, które trafiają do nas osobno, zamiast w jednym, większym pakiecie — to potęguje negatywny wpływ na środowisko.
Dlaczego to ważne?
Globalny transport to jedna z największych przyczyn zmian klimatycznych. W 2019 roku ten sektor odpowiadał za 23% globalnych emisji CO2 związanych z energią, produkując 8,7 miliardów ton ekwiwalentu CO2. Już spieszę z wyjaśnieniem, o czym ja w ogóle piszę ;). Ekwiwalent CO2 (czyli CO2e) to sposób na przeliczenie wszystkich gazów cieplarnianych (jak metan czy podtlenek azotu) na jedną wspólną jednostkę (czyli ich odpowiednik w dwutlenku węgla), tak jak przeliczanie różnych walut na złotówki. Dzięki temu możemy łatwo porównać, ile szkód klimatycznych wyrządzają różne gazy. Na przykład 1 tona metanu ma taki sam wpływ na klimat jak około 28-30 ton CO2, więc zapisujemy ją jako 28-30 ton CO2e. Więcej możecie poczytać w raporcie IPPC.
Jakość produktów i ich trwałość
Na Temu i AliExpress często trafiamy na produkty, które kuszą niską ceną, ale niestety nie zawsze spełniają oczekiwania jakościowe. Krótkotrwałe przedmioty szybko się psują, co skutkuje koniecznością kolejnych zakupów, a to z kolei generuje więcej odpadów i kosztów.
I tak wiem, że zaraz ktoś powie (czy napisze), że przecież takie same duperele znajdziemy też w naszych sklepach. I to prawda. Ale serio, warto się zastanowić, czy faktycznie danego przedmiotu potrzebujemy. A jeśli tak, to kupić świadomie… trwałe, solidne produkty, które posłużą dłużej i nie wylądują po kilku użyciach na śmietniku.
Przy tym punkcie warto pomyśleć o CPU, czyli po staropolsku „cost per use” (a we współczesnej polszczyźnie tzw. koszt na użycie), czyli policzyć, ile naprawdę kosztuje nas dany przedmiot. Bo jeśli coś kupimy (nawet za niewielkie pieniądze), ale nie będziemy z tego korzystać, albo wyrzucimy na śmietnik po kilku razach, to koszt tego produktu może być w dłuższej perspektywie znacznie wyższy, niż nam się wydaje. Na przykład dobry termos za 150 zł używany codziennie przez 5 lat (1825 razy) kosztuje 0,08 zł za użycie, podczas gdy tani chiński termos za 40 zł, który zepsuje się po pół roku (180 użyć), wyniesie 0,22 zł za użycie. To prawie 3 razy drożej! Plus trzeba go wielokrotnie wymieniać.
Dzięki takiej kalkulacji możemy podejmować mądrzejsze decyzje zakupowe.
Niespodzianki, niespodzianki
Na koniec niespodzianki… bo chociaż ceny na Temu i AliExpress mogą być bardzo atrakcyjne, warto zwrócić uwagę na dodatkowe koszty… Oczywiście koszty środowiskowe, o których już pisałam, a które są niewidoczne. Do tego, często dochodzą opłaty celne, bardzo długi czas oczekiwania na przesyłkę oraz towar zupełnie niezgodny z opisem czy zdjęciami. W internecie jest mnóstwo opisów sytuacji, gdzie ktoś zamawiał jakąś rzecz, a przychodziło coś kompletnie odbiegającego od prezentowanego produktu. I co wtedy z taką rzeczą? Ślad węglowy wyprodukowania, koszty pracy ludzkiej, ślad węglowy transportu… i wszystko po to, by wylądować na naszym polskim wysypisku, a potem bardzo prawdopodobne w Afryce lub Azji…
Dlatego unikanie Temu i AliExpress to dla mnie świadoma decyzja, która łączy troskę o finanse i o środowisko. Wybierając lokalne i zrównoważone produkty, inwestuję w jakość, etykę i przyszłość naszej planety. Zachęcam Was do refleksji nad swoimi zakupami i wyboru, który wspiera zarówno nasz portfel, jak i Ziemię 🙂







