Stabilność finansowa – oszczędzanie. Od czego zacząć?

Zdaję sobie sprawę, że to, co dla jednych jest łatwe i przyjemne w innych może budzić strach i zniechęcenie. Oszczędzanie czy stabilność finansowa plasują się chyba na szczycie listy spraw odkładanych na później, zamiatanych pod dywan, czy po prostu budzących awersję. Zupełnie niepotrzebnie. Owszem dla większości ludzi początkowo ogarnięcie swoich finansów przychodzi z trudem. Ale raz wykształcone nawyki procentują w przyszłości.

Jeśli zastanawiasz się, od czego zacząć, poniżej dzielę się moimi spostrzeżeniami.

1. Uprość swoje życie.

To prawda, dla większości obywateli rozpoczęcie drogi do stabilności finansowej (czy nawet samo myślenie o niej) będzie wysiłkiem. Jednak niestety, nie ma dróg na skróty. Na początku możesz czuć się przytłoczony i zniechęcony, ale przede wszystkim musisz być zdecydowany na zmianę. Definitywnie. Żadne „może”, „od jutra już na pewno” etc. Pamiętaj, nie da się zrobić czy mieć wszystkiego. Zgadzając się na jedną rzecz, musisz odmówić gdzieś indziej.

Jeśli naprawdę chcesz zobaczyć znaczące zmiany w twoich finansach, ale czujesz się przytłoczony i zbyt zajęty bieżącymi zadaniami…. Nie ma innej rady, musisz z czegoś zrezygnować. Na pierwszy ogień mogą pójść bezsensownie tracone godziny przed telewizorem/komputerem (wstaw odpowiednie) etc.

2. Ustal krótko i długo terminowe cele.

Zdefiniowany cel to podstawa! Nie da się efektywnie kroczyć ku przyszłości, mając przed sobą mgliste wytyczne. Poświęć czas na zastanowienie się (i spisanie) tego, co dla ciebie ważne. Jedno popołudnie/wieczór powinny wystarczyć. Nie rozciągaj tego w nieskończoność (pamiętaj o zasadzie pareto ;)). Jednak uważaj, żeby nie przesadzić z ilością celów do zrealizowania. Niech to będzie od 3 do 5 „dużych” celów. [W większości literatury można się spotkać z terminem 5letnim, ale według
nas to na początku zbyt odległa perspektywa. Na pierwszy ogień
wystarczy rok lub dwa lata.]

Kolejnym niezwykle istotnym elementem jest współpraca. Jeżeli żyjesz w związku, musisz ustalić cele ze swoim partnerem. W tym przypadku nie da się działać w pojedynkę.

Okej. Masz już wyznaczone cele? To świetnie! Jednak takie „duże” cele zazwyczaj wyglądają dość groźnie i nie zachęcają do realizacji. Jak się za nie zabrać? Podzielić na mniejsze (lub dużo mniejsze), osiągalne w krótkim czasie. Małe zwycięstwa motywują do dalszej pracy i utwierdzają w tym, że obrałeś dobrą drogę. Na przykład, jeśli jednym z twoich celów jest spłacenie zadłużenia na karcie kredytowej w wysokości 5 tysięcy złotych w ciągu roku. To ustal sobie miesięczne albo nawet tygodniowe transze do spłaty. Czyli 417 zł miesięcznie lub  niewiele ponad 100 zł tygodniowo. A to już wygląda dużo lepiej i wpływa pozytywnie na morale, prawda?

 

3. Uporządkuj swój dom.

To często pomijany, a jakże ważny element. Nie da się opanować swoich finansów, kiedy dookoła panuje chaos. Jeśli czujesz, że nie ogarniasz rzeczywistości i większość rzeczy wymyka ci się spod kontroli, to dodawanie kolejnych punktów do listy rzeczy do zrobienia tylko pogorszy sytuację.

Przyjrzyj się krytycznie swojemu domowemu życiu. Co jest największym siedliskiem chaosu?  Nigdy nieprzejrzane stosy papierów? Zalegające produkty spożywcze z przekroczoną datą ważności? Kosz na pranie, który nie ma dna? Brak organizacji? Zbyt dużo do zrobienia i nigdy niekończąca się lista to-do?

Zobacz czy faktycznie przeznaczasz swój czas na to, co dla ciebie ważne. Spędzasz czas z bliskimi osobami, masz czas na odpoczynek i sen? Jeśli czujesz się przytłoczony, potrzebujesz ostrych cięć. Zrezygnuj z niektórych zobowiązań i nie bierz na siebie nowych. Tak, na początku to może być trudne, ale życie w ciągłym pędzie nikomu nie służy.

Pamiętaj, liczą się małe, ale regularne zmiany. Krok po kroku, krok po kroczku…

 

4. Spisuj wydatki, a potem stwórz realistyczny budżet.

Kiedy uporządkujesz bieżące sprawy i twój dom nie będzie wymagał tyle uwagi, czas na sprawdzenie ile pieniędzy potrzebujesz, by przeżyć miesiąc. Jeśli wiesz, że systematyczność nie jest twoją mocną stroną i nie masz na tyle motywacji, by spisywać wszystkie wydatki, możesz od razu spróbować stworzyć budżet. [Pamiętaj! Nie zniechęcaj się początkowymi „nieścisłościami”. Wszystko przyjdzie z czasem.] O tworzeniu budżetu domowego możesz poczytać u Michała (tutaj).

Jednak namawiam Was do rozpoczęcia od spisywania rachunków, bo wtedy dokładnie widać, którędy uciekają nam pieniądze.

 

 5. Przeprowadź budżetowe cięcia.

Zastanów się, czy wszystkie wydatki które ponosisz, są potrzebne. Czy nie przepłacasz za jakieś usługi? Może możesz zmienić operatora telefonu/internetu, dostawcę energii etc. Czy potrzebujesz codziennie pić kawę na mieście? Czy faktycznie korzystasz z członkostw, które opłacasz (za siłownię, basen etc.)?

W ogromnej ilości przypadków samo krytyczne przyjrzenie się swoim wydatkom otwiera oczy. Nie szukając daleko, jak na dłoni, widać możliwe oszczędności.

Ale pamiętaj, krok po kroczku. Nie próbuj zmieniać od razu wszystkiego „na  tzw. hurra” :)

6. Nie porównuj się z innymi.

Złota zasada, którą powinieneś się kierować we wszystkim, co robisz w życiu, nie tylko przy sprawach finansowych. Nie przejmuj się tym, co pomyślą lub powiedzą inni. To twoje pieniądze, twoje życie, twoje bezpieczeństwo. Chyba nie ma na świecie dwóch osób/rodzin w identycznie samej sytuacji. Mamy różne potrzeby, cele, marzenia etc. Rzecz jasna inspiruj się rozwiązaniami, ale pamiętaj, że to co działa u innych, nie musi zdać egzaminu u Ciebie.

 

Zgadzasz się z moimi spostrzeżeniami? Masz inne zdanie? Będzie mi bardzo miło jeśli się nim podzielisz.

Oszczędnicka

  • Anonimowy

    Ciekawe podejście. Właściwie chyba zawsze myślałam o oszczędzaniu jako o samej czynności odkładania pieniędzy… Punkt 1 i 3 do rozważenia :) Dzięki za inspirację.

  • O tak :) Większość ludzi kiedy zabiera się za swoje nieuporządkowane finanse zapomina o innych nieuporządkowanych obszarach swojego życia. A to przecież równie ważne. Ale łatwiej ogarniać nielubiane (zupełnie niesłusznie :P) finanse, kiedy mamy oparcie w innych dziedzinach życia.

  • Rozrzutna

    Prosze napisz o budzecie po ludzku! Michal jest dla mnie za trudny. On mnie nie zarazil oszczedzaniem, on mnie zestresowal i zniechecil.

    • O rety! Na prawdę? Michał przecież tyle różnych podejść do budżetu prezentował na swoim blogu. Polecam Ci zatem nowy cykl u Marcina na Finanse Bardzo Osobiste http://marciniwuc.com/budzet-domowy-01/
      Zapowiada się ciekawie :)

      • Rozrzutna

        Ja jestem kobieta! Nie moge zrezygnowac z wizyty u fryzjera, nie wyjde z domu bez makijazu (bo juz mi wiek na to nie pozwala, nie proznosc). A ze chodzi o moja skore, nie zdecyduje sie na podklad z Biedronki. Na kosmetyki troche jednak wydaje. A Michal w swoim zestawieniu miesiecznym wydal mi sie skapcem, ktory oszczedza na swojej zonie. To oczywiscie takie moje subiektywne odczucie, ale pomyslalam wtedy, ze jesli mam rezygnowac z kazdej przyjemnosci, to nie chce oszczedzac. A chce! Ciezko jest z tymi cieciami budzetowymi. Gdzies zaczac trzeba, ale na rezygnacje z dobrego nie jestem gotowa :-(

        • Nie musisz rezygnować z każdej przyjemności, ale żeby oszczędzać masz dwa wyjścia. Albo zwiększyć swoje przychody albo ciąć koszty. Nie ma innej drogi.
          Jeśli masz sprawdzone kosmetyki, możesz poszukać miejsc gdzie można je kupić taniej :) W takich przypadkach promocje jak najbardziej działają na naszą korzyść.

  • to wszystko o czym piszesz w teorii wiem, ale jakoś realnie ciężko mi to ogarnąć… mam takie poczucie, że pieniądze mi się rozchodzą, nic nie mogę zaoszczędzić, ale jednak jakby nie patrzeć na nasze wydatki to nie zyjemy rozrzutnie. myślę o każdym wydanym groszu, ale jeśli raz w miesiącu zjemy na obiad pizze to to jeszcze nie jest rozrzutność! a na nic więcej sobie nie pozwalamy… kino raz na pół roku?! a czekolada czy chipsy na weekend to chyba niewiele. wiem, że można sobie odpuścić, ale czasem człowiekowi też się coś należy….

  • Oszczędnicka

    Do wszystkiego dochodzi się stopniowo. Jak będziesz prowadzić spis wydatków miesiąc – dwa to zobaczysz na co dokładnie wydajesz swoje pieniądze. Dopiero wtedy można myśleć o jakichś cięciach czy zmianach.
    A jeśli mimo to pieniędzy będzie za mało, to może trzeba pomyśleć o zwiększeniu dochodu? Wiem, że czasem wydaje się, że to niemożliwe, ale trzeba szukać różnych sposobów :)