Minęły dwa lata od ostatniego wpisu na tym blogu. Trzy lata od artykułu poza projektem Porachunki Osobiste. Lata… Brzmi to dość abstrakcyjnie, bo wydaje mi się, że wcale nie minęło aż tak dużo czasu. A jednak.
Wiele razy chciałam wrócić do pisania. Jednak ciągle coś mnie od tego odwodziło. Najgorszy był ten stan zawieszenia, z jednej strony chciałam, z drugiej nie wiedziałam, czy mam coś jeszcze do powiedzenia. Przecież wszystko już było. O wszystkim już pisałam, o wszystkim już powiedziałam. Poza tym dość intensywna praca zawodowa, rosnące dzieciaki skutecznie zajmowały mi życie i nie zostawiały zbyt wiele miejsca na inne aktywności. A jednak wciąż odczuwałam ten stan potrzeby powrotu…
Ciężko mi to opisać. Zastanawiam się, czy inni też tak mają. Ci, co chcą robić więcej, niż pozwala im na to doba. I tak ciężko odpuścić zupełnie i zrezygnować. Taki ciężar siedzący na klatce, odzywający się od czasu do czasu. I poczucie, że się powinno, że się chce… poczucie winy, że się tego nie robi, nie jest się dość zorganizowaną. Że inni robią więcej i jakoś dają radę.
Chociaż oczywiście wiem, że widzę tylko wycinek. Nie wiem jak wygląda życie innych, jakie mają wsparcie, zasoby i możliwości. I niby to wiem, ale podświadomie karcę się za to, że ja nie jestem w stanie zrobić wszystkiego, co bym chciała.
W ostatnich latach – tak latach, chociaż brzmi to dość abstrakcyjnie trochę się zmieniło… zawodowo, ale też światopoglądowo. Jeszcze bardziej się zradykalizowałam, jeśli można to tak nazwać, jeśli chodzi o odpowiedzialność za Planetę i innych. Chociaż wydaje mi się, że zawsze do tego tak podchodziłam i podkreślałam, że nie chodzi o to, żeby oszczędzać i pomnażać swoje pieniądze w oderwaniu od rzeczywistości. Bo po co nam te wszystkie pieniądze, jeśli zabraknie nam Ziemi. Z tym były związane też moje obawy z powrotem, bo jeśli chodzi o pomnażanie majątku, to część rozwiązań czy też porad uważam w dzisiejszych czasach, za wątpliwe moralnie.
Ambasadorka Europejskiego Paktu na rzecz Klimatu
W tym roku zostałam Ambasadorką Europejskiego Paktu na rzecz Klimatu. To taka grupa ludzi którzy „informują, inspirują i wspierają politykę i działania w dziedzinie klimatu w swoich społecznościach i sieciach”. W związku z tym, jednym z moich postanowień był właśnie powrót do blogowania. Z jeszcze większym naciskiem na świadome życie, minimalizm i zrównoważony rozwój.
Będzie więc trochę więcej przemyśleń, ale nie zabraknie też praktycznej strony. Wrócą też podcasty, chociaż w trochę innej osłonie. Rozmowy z gośćmi są wspaniałe, niezwykle inspirujące i bardzo ciekawe, ale wymagają dużo niewidzialnej pracy (poczynając od umawiania się na spotkanie, a na edycji kończąc). Dlatego na pewno będą, ale nie co drugi odcinek.
Jeśli chcecie posłuchać podcastu, jest dostępny na większości platform (tutaj spotify).
Oczywiście jeśli macie pomysły, o czym chciałybyście i chcielibyście poczytać – piszcie na oszczednicka@gmail.com lub odzywajcie się na instagramie w wiadomościach prywatnych. Na facebooka nie wchodzę od miliona lat.
Co u mnie?
W ciągu ostatnich lat (jak to brzmi) rozwijałam się w pracy etatowej, kierując swoje ścieżki jeszcze bardziej w stronę zrównoważonego rozwoju. Ciągle w korpo. I chociaż czasami zastanawiałam się nad zmianą, to wciąż czuję, że dużo dobrego przede mną. Dużo możliwości rozwoju.
Kupiliśmy też dom, jak to mówią z drugiej ręki. Właściwie kilka lat szukaliśmy PRLowskiej kostki. To było nasze marzenie. Bardzo zależało nam też na tym, żeby dom był w mieście, a nie pod. Nie chcieliśmy też budować nowego (co w trakcie remontu okazało się nie takim głupim pomysłem).
Oszczędnicki co jakiś czas pokazywał domy w okolicy, ale dla mnie bardzo ważna była samodzielność dzieciaków. Nie chciałam, żebyśmy byli ich taxi do końca liceum i żeby byli komunikacyjnie wykluczeni. Ostatecznie, już nieco zrezygnowani, zupełnym przypadkiem trafiliśmy na nasz dom. Był w tragicznym stanie, ale serio tragicznym. Do tego stopnia, że trzeba było kuć wszystkie tynki. Wszystkie. Zatem można powiedzieć, że kupiliśmy ściany. Wymienić hydraulikę i elektrykę.
Remont trwał prawie rok. To i tak dość szybko patrząc na ogrom prac plus przeboje ze stolarzem i schodami. Ciekawa jestem czy ktoś ma dobre doświadczenia ze stolarzem, bo z tego co widzę w mediach społecznościowych podczas relacji budowlanych, z większością z nich są problemy. I to nawet nie chodzi o samo wykonanie, ale o całą otoczkę – kłamstwa, wieczne odkładanie etc. My mieliśmy mieć schody gotowe na koniec listopada. A ostatecznie były zrobione pod koniec stycznia.
Ale przetrwaliśmy to, nie rozwiedliśmy się i mieszkamy w cudownym domu.
Chłopcy poszli do szkoły, więc też dodatkowe wyzwania logistyczne, jeszcze są za mali, żeby sami chodzić i wracać ze szkoły, ale już czekam z niecierpliwością na ten moment.
10 rocznica bloga
Uświadomiłam sobie też, że w tym roku blog będzie miał 10 rocznicę. I choć oczywiście była mała przerwa, to data założenia jest stała. Pierwszy post napisałam w 2015 roku. Ale o tym będę pisać więcej – może zrobię nawet jakieś podsumowanie w lipcu, kiedy to dotrzemy do tej pamiętnej daty publikacji pierwszego wpisu. Zatem plan jest taki, że regularność wróci. I tego się trzymajmy.







