Oszczędzanie na przyszłość dzieci – jak zacząć?

Oszczędzanie na przyszłość dziecka - od czego zacząć?

Oszczędzanie na przyszłość dzieci to według mnie bardzo ważny temat i oczywiście warto o tym pomyśleć już od najmłodszych lat (lub nawet jeszcze przed urodzeniem Malucha), ale… zanim to zrobisz, musisz (koniecznie, obowiązkowo, bez dwóch zdań) zatroszczyć się o ogólne bezpieczeństwo swojej rodziny „tu i teraz” i w najbliższych latach, czyli uporządkować swoje domowe finanse!

Jeśli masz jakiekolwiek długi konsumpcyjne, to najpierw się ich pozbądź. Jeśli nie masz funduszu awaryjnego i poduszki bezpieczeństwa – najpierw je stwórz. Jeśli nie odkładasz pieniędzy na swoją emeryturę, to najpierw się tym zajmij (chyba że myślisz o odkładaniu pieniędzy z programu 500+, wtedy ostatnio podpunkt nie obowiązuje ;P).
Odkładanie pieniędzy na przyszłość dziecka jest ważne, ale te sprawy są ważniejsze.

Wiesz, dlaczego to AŻ TAKIE ISTOTNE? Jeśli zaczniesz odkładać pieniądze na przyszłość dzieci mając jednocześnie kredyty konsumpcyjne i brak zabezpieczenia (w formie poduszki i funduszu awaryjnego), to gdy coś się wydarzy (przejściowy kryzys, utrata pracy, choroba etc), będziesz musiała sięgnąć po te pieniądze.

Najpierw uporządkuj swoje bieżące finanse (spłata długów konsumpcyjnych, stworzenie funduszu awaryjnego i poduszki bezpieczeństwa), a dopiero potem myśl o oszczędzaniu na przyszłość dzieci.

Na potrzeby tego artykułu przejrzałam naprawdę OGROMNĄ ilość ofert (dlatego tyle czasu zajęło mi jego napisanie), ale przedstawiam Wam tylko te, do których jestem przekonana, że są dobrą inwestycją. Osobiście preferuję produkty bezpieczne, którymi nie trzeba specjalnie zarządzać. To nie jest żadna rekomendacja finansowa, tylko moja prywatna opinia – jak najlepiej ulokować środki na przyszłość.

Gdzie zainwestować pieniądze na przyszłość dzieci?

Jeżeli nie masz wiedzy (ani czasu, żeby się dokształcić) na temat inwestowania to najlepszym rozwiązaniem będzie zwykłe konto oszczędnościowe, lokata lub obligacje skarbowe. I zawsze, ale to zawsze trzymaj się zasady „rozumiem, w co inwestuję. Nawet jeśli jakiś pośrednik namawia Cię na świetny produkt, czy plan oszczędzania, jeśli nie rozumiesz sposobu jego działania, (czy też zapisów w umowie) nie wkładaj tam swoich pieniędzy.

Jakiś czas temu na rynku królowały polislokaty. Rodzice w najlepszej wierze zakładali swoich dzieciakom takie produkty, mamieni niebotycznymi zyskami. Tymczasem w przeważającej większości okazywało się, że opłaty zjadały całe zyski i dobrze było, jeśli ktoś wyszedł na tzw. zero. Ale niestety bardzo często ludzie tracili mniejszą lub większą część swoich pieniędzy. Dlatego ani ja, ani żaden z finansowych blogerów, którego znam, nie poleca tego typu produktów.

Nie wydają mi się też atrakcyjne oferty proponowane przez Towarzystwa Ubezpieczeniowe. Czy to połączone z ubezpieczeniem na życie, czy same. Są to po prostu drogie, wyjątkowo złożone produkty, ze sporymi opłatami likwidacyjnymi i dlatego bardzo trudno na nich zarobić. Nie twierdzę oczywiście, że się całkowicie nie da, ale nie jest to łatwe.

Pierwsze kroki – świadomość i nastawienie

Według mnie opowieści o kilkunasto (czy nawet kilkudziesięcio) procentowych zyskach możesz włożyć między bajki. Jeśli nawet komuś udaje się osiągnąć takie stopy zwrotu, to hossa nie będzie trwać wiecznie (nie można zakładać takich zysków na przestrzeni kilkunastu lat). Poza tym nie da się osiągnąć takich wyników, grając bezpiecznie.

Dlatego, jeśli myślisz o inwestycji na przyszłość swojego dziecka, nie nastawiaj się na szybkie pomnażanie wpłacanych pieniędzy. To nie ma być sposób na znaczące zwiększenie kapitału, a zabezpieczenie za kilka/kilkanaście lat.

Czy warto odkładać pieniądze nawet na bardzo niski procent?

Oczywiście, że warto! Zawsze lepiej odkładać pieniądze, niż nie odkładać wcale. Jeśli jednak ma się to mocno odbijać na jakości naszego obecnego życia, można by się zastanawiać (bo przecież inflacja „zje” część tych finansów), ale…

…wyobraźmy sobie taką sytuację. Rodzi Ci się dziecko i:

– jeśli nic nie będziesz odkładać na jego przyszłość, to kiedy osiągnie ono pełnoletniość, będziesz mieć kwotę 0 zł.
– jeśli zaczniesz odkładać 100 zł miesięcznie (nawet na zwykłe konto, które jest zupełnie nieoprocentowane) to po 18 latach będziesz dysponować kwotą 21 600 zł. Oczywiście z uwagi na inflację nie będzie ona warta tyle, co teraz, ale… to chyba znacząca różnica w porównaniu do sytuacji z poprzedniego punktu. Zawsze to kilkanaście tysięcy więcej ;).
– jeśli zaczniesz odkładać 100 zł miesięcznie i będziesz w stanie pomnażać ich wartość (nawet o kilka %) to po 18 latach możesz mieć nawet więcej pieniędzy, niż odłożyłaś :).

 

Pamiętaj, że każda z nas jest inna, ma inną sytuację życiową, poziom akceptacji ryzyka, różny poziom dojrzałości, różne zobowiązania. Bardzo ważne jest, żeby wybór formy inwestowania był Twoją osobistą, przemyślaną decyzją. A nie pomysłem pod wpływem chwili, czy czyjejś opinii.

Produkty bezpieczne i „niewymagające” specjalnego nadzorowania

Czyli takie produkty, gdzie masz pewność zysku, choć z przyczyn oczywistych nie jakiegoś spektakularnego.
Mogą to być:
– konta oszczędnościowe
– bony skarbowe
– lokaty

Konta oszczędnościowe to według mnie świetny początek nawet na najmniejsze kwoty. Nie skreślaj tej opcji, jeśli masz problem z samodyscypliną i/lub systematycznością. Po prostu ustaw sobie przelew na określoną kwotę dzień po wpłynięciu wypłaty i zapomnij o tych pieniądzach.

Jeśli chcesz mieć utrudniony dostęp do tych środków, załóż to konto w banku, gdzie nie masz głównego rachunku. Pamiętaj, jeśli będziesz mieć poduszkę bezpieczeństwa, fundusz na nieprzewidziane (i te przewidziane) wydatki to nie będziesz miała pokusy sięgnięcia po te pieniądze!

Najlepsze na rynku konta oszczędnościowe (VII 2017):
Orange 3,5% (przez 6 miesięcy)
Tylko dla nowych klientów przy założeniu konta osobistego
(Link do założenia konta)
Deutsche Bank konto Oszczędnościowe plus 2,55%  (przez 4 miesiące)
(Link do założenia konta)

 

Jeśli masz problem z samodyscypliną i/lub systematycznością, to ustaw sobie stałe polecenie przelewu określonej kwoty (najlepiej dzień lub dwa po wypłacie), żeby nie myśleć o tej składce.

 

Kolejną opcją są obligacje skarbowe, czyli papiery wartościowe sprzedawane przez Ministra Finansów. Krótko mówiąc „Państwo”  pożycza od nas określoną sumę pieniędzy i zobowiązuje się ją zwrócić wraz z należnymi odsetkami (wykupić obligacje) w określonym czasie. Cena obligacji wynosi obecnie 100 zł, ale w zależności od jej „terminu ważności” różni się możliwością zysku. Można je kupić w oddziałach PKO Banku Polskiego, Punktach Obsługi Klientów Domu Maklerskiego PKO BP, za pośrednictwem internetu pod adresem: www.zakup.obligacjeskarbowe.pl lub telefonicznie.

Bez tytułu

Dla beneficjentów programu 500+ zostały stworzone jeszcze atrakcyjniej oprocentowane obligacje skarbowe.

Obligacje 6-letnie ROS (2,80% w pierwszym rocznym okresie odsetkowym, w kolejnych rocznych okresach odsetkowych: marża 1,75% + inflacja, z roczną kapitalizacją odsetek)
Obligacje 12-letnie ROD (3,20% w pierwszym rocznym okresie odsetkowym, w kolejnych rocznych okresach odsetkowych: marża 2,00% + inflacja, z roczną kapitalizacją odsetek)

Rodzinne obligacje oszczędnościowe ROS/ROD przeznaczone są wyłącznie dla beneficjentów programu „Rodzina 500 plus”. To znaczy, że tylko osoba, która złożyła wniosek i otrzymała decyzję przyznającą to świadczenie, może zakupić obligacje. Oczywiście, jeśli zechcesz zlikwidować tę inwestycję, czyli wnioskować o przedterminowy wykup możesz to zrobić niemal w każdej chwili (po upływie siedmiu dni kalendarzowych od dnia zakupu obligacji i nie później niż jeden miesiąc przed dniem ich wykupu). Kwota kapitału początkowego jest niezmienna, jedynie wartość odsetek zostanie pomniejszona o 0,70 zł (w przypadku obligacji 6-letnich) i 2 zł (w przypadku obligacji 12-letnich). Opłata jest pobierana w pełnej wysokości (gdy wartość narosłych odsetek jest większa od wartości opłaty) lub do wysokości narosłych odsetek (gdy wartość narosłych odsetek jest mniejsza od wartości opłaty).

 

Lokaty są dobre, jeśli masz do zainwestowania jednorazowo większą sumę pieniędzy (np. z chrztu, czy komunii), ale raczej nie sprawdzą się w systematycznym, długoterminowym oszczędzaniu na przyszłość dziecka. Po pierwsze są na dość krótki okres , a po drugie (zazwyczaj) nie można dokładać do nich nowych środków.

Obecnie najlepiej oprocentowane lokaty (VII 2017):
Idea Bank Lokata Happy – 4 % (2 miesiące)
Tylko dla nowych klientów (jeśli nigdy nie składałaś do tego banku żadnego wniosku), bez otwierania konta.
od 500 do 10 000 zł
(Link do założenia lokaty)
Nest Lokata Witaj – 4 % (3 miesiące)
Tylko dla nowych klientów. Przy założeniu konta osobistego.
od 1000 do 10 000 zł
(Link do założenia lokaty)

Istnieje jednak ciekawy wyjątek – lokata db Plan 500+Premia w Deutsche Banku.
Jest to inwestycja długoterminowa (10 letnia) z oprocentowaniem zmiennym (ustalanym codziennie, jako równowartość stopy referencyjnej WIBID O/N). Minimalna kwota lokaty to 100 złotych, ale można (a nawet trzeba, żeby w pełni z niej skorzystać) dopłacać pieniądze (min. 100 zł) w trakcie jej trwania. Dodatkową korzyścią jest możliwość otrzymania premii/nagrody rocznej w wysokości odpowiadającej 1/12 sumy wpłat na rachunek lokaty w danym roku. Jednak maksymalną kwotę ustalono na 500 zł. To oznacza, że jeśli wpłacisz np. 8000 zł, to i tak premia wyniesie 500 zł. Żeby otrzymać premię, trzeba być posiadaczem konta osobistego, konta oszczędnościowego oraz wpłacić w danym roku trwania lokaty minimum 1200 zł (czyli 100 zł miesięcznie).

Każdy Rodzic może otworzyć maksymalnie jedną lokatę na każde posiadane dziecko, które w dniu jej otwarcia nie przekroczyło wieku 18 lat (jednak nie więcej niż pięć lokat tego typu). Lokatę można zerwać bez konsekwencji, ale nie można jej ponownie założyć na to samo dziecko. W przypadku rezygnacji przed upływem 5 lat od pierwszej wpłaty należy zwrócić całość premii.

Jeśli jesteś posiadaczką konta w db to lokatę db Plan 500+Premia możesz założyć tylko w oddziale. Jeśli nie jesteś klientem banku, możesz założyć ją TUTAJ.

 

Produkty obarczone większym ryzykiem (i wymagające zaangażowania)

Pisałam już wiele razy, że jestem raczej ostrożnym inwestorem i o ile Oszczędnicki bardzo lubi giełdową adrenalinę, to mnie ona zupełnie nie przekonuje. Wolę mniejszy, ale pewny zysk, niż niepewność wielkich zwrotów. I powiem Wam, że na przestrzeni lat nie wychodzę na tym wcale tak źle. Oczywiście nigdy nie udało mi się osiągnąć kilkunasto (czy kilkudziesięcio) procentowych zysków, ale też nigdy niczego nie straciłam ;).

W tej kategorii mogę Wam polecić (chociaż bez wielkiego zapału i przekonania) jedynie fundusze inwestycyjne. Teoretycznie inwestując w tzw. stabilne, nieagresywne programy mamy szansę na odrobinę wyższe oprocentowanie, niż w przypadku konta oszczędnościowego, lokaty czy obligacji, ale nigdy nie ma 100% pewności zysku.

Zaletą funduszy są dość niskie opłaty za zarządzanie (w stosunku do innych produktów tego typu, bo oczywiście za lokaty, konta oszczędnościowe czy obligacje nie ma żadnych opłat), wadą – konieczność zapłaty podatku od zysków kapitałowych przy każdej sprzedaży jednostek funduszu. [W funduszach inwestycyjnych nabywa się jednostki uczestnictwa, których wartość zależy od wartości aktywów wchodzących w skład portfela inwestycyjnego funduszu. Obiecuję, że jesienią napiszę artykuł o funduszach inwestycyjnych 🙂].

Jednak skuteczne inwestowanie wymaga dobrej znajomości rynków finansowych (lub dobrego doradcy finansowego/inwestycyjnego). Dlatego wydaje mi się, że moja niechęć do tego typu produktów wynika po prostu z faktu, że nie mam ochoty się nimi zajmować. A bez monitorowania rynku (chociażby co kwartał) raczej nie jesteśmy w stanie osiągnąć sensownych zysków.

Dlaczego nie polecam innych produktów?

Dlaczego nie polecam żadnych polis posagowych, programów systematycznego oszczędzania czy innych produktów tego typu? Bo uważam, że są zupełnie nieopłacalne. Oczywiście w przypadku, jeśli naszym celem jest odkładanie i pomnażanie pieniędzy na przyszłość naszego dziecka. Jeśli ktoś myśli o ubezpieczeniu np. na wypadek swojej śmierci, to może się nad takim produktem zastanowić, ale prawdopodobnie lepszą opcją będzie „normalne” ubezpieczenie. Dlatego że polisa to nie jest „czysta” inwestycja, tylko zabezpieczenie przyszłości dziecka na wypadek śmierci np. któregoś z rodziców. Oszczędzanie na dostatnią dorosłość dziecka jest tu dopiero na drugim miejscu. Oczywiście w przypadku tragedii otrzyma się sporą kwotę, ale gdy nie nastąpi śmierć rodzica, suma pieniędzy zgromadzonych będzie stosunkowo niska.

Opłaty manipulacyjne są w tych produktach bardzo drogie, a i kara za wcześniejsze zerwanie umowy bywa bardzo dotkliwa. Dlatego, jeśli myślisz o tego typu zabezpieczeniu, to lepiej ubezpieczyć rodzica, który zarabia znacząco więcej na wypadek jego śmierci, a resztę pieniędzy odkładać w bardziej opłacalny sposób

Co jeśli nie mam z czego oszczędzać?!

Oczywiście, jeśli masz długi konsumpcyjne, nie masz jeszcze funduszu awaryjnego, poduszki bezpieczeństwa i nie odkładasz na swoją emeryturę, to zajmij się najpierw tymi celami! (Wyjątek stanowi sytuacja, gdy chcesz zainwestować pieniądze z programu 500+, wtedy nie myśl o emeryturze :))
Bardzo często ludzie mówią, że nie mają pieniędzy, by odkładać na przyszłość dzieci, tyle jest teraz bieżących wydatków. Często też tłumaczą sobie większość tych wydatków dobrem dziecka. Ale czy kolejna zabawka nie może poczekać? Czy Twoje dziecko potrzebuje tylu par butów? Czy potrzebna jest mu kolejna koszulka? Być może część z Rodziców odpowie na te pytania twierdząco. Ale zastanów się, czy nie jesteś w stanie odkładać, chociażby 20 złotych miesięcznie? Od czegoś trzeba zacząć. Małe kwoty teraz, zrobią ogromną różnicę za kilkanaście lat, kiedy Twoje dziecko będzie wchodziło w dorosłość.

Czy samo odkładanie pieniędzy na przyszłość dziecka wystarczy?

Myślę, że warto jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy, a mianowicie o finansowej edukacji swoich dzieci. To, że odkładamy na ich przyszłość to jedno. Ale równie ważną rzeczą jest uczenie ich o wartości pieniądza, sposobach na zarządzanie budżetem domowym, zapewnianiu swoich potrzeb. Pewnie za jakiś czas (jak Junior trochę podrośnie) tego typu wpisy (o edukacji finansowej najmłodszych) pojawią się  na blogu. Nie będę się przecież „wymądrzać na sucho” ;).

My póki co oszczędzamy na przyszłość Juniora na koncie oszczędnościowym. W sierpniu staniemy się beneficjentami programu 500+ i wtedy zainwestujemy w obligacje ROD ;). Zastanawiam się też nad lokatą db Plan 500+Premia [Jeśli się na nią zdecydujemy, zrobię mini instrukcję, jak zakładać tego typu produkty przez internet].

A Ty jak oszczędzasz na przyszłość swojego dziecka/dzieci? Czy jeszcze ten etap przed Tobą?

 

Pamiętaj proszę, że informacje przedstawione na tej stronie internetowej są moimi prywatnymi opiniami i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715).
P.S. Niektóre z polecanym produktów są linkami afiliacyjnymi. To znaczy, że jeśli założysz konto/lokatę za pośrednictwem takiego linka dostanę drobną prowizję. To w żadnym wypadku nie wpływa na koszt czy atrakcyjność oferty dla Ciebie, ale będzie dla mnie znakiem, że cenisz moją pracę ;).

Oszczędnicka

  • Pionierka

    Można tu pisać o konkretnych produktach? Jakby co – nie reklama, sama wybrałam i chętnie poznam opinię. Otóż dla Nowej Obywatelki planuję:
    1000 zł z becikowego zainwestować w pierwszą w moim życiu sztabkę złota. Nie liczę na oszałamiające zyski, to w ramach testowania tej opcji 🙂
    1000 zł od pracodawcy (taki mamy bonus na dzieci) zainwestować w obligacje
    Planuję też założyć Moją Rezerwą Finansową w Credit Agricole – na 5 lat, po 100 miesięcznie. Po 5 latach będzie suma do zainwestowania w inny produkt, w zależności od sytuacji.
    Dodatkowo Program Inwestycyjny Przyszłość Plus w Millenium. 100 zł miesięcznie to uważam rozsądna kwota na „zabawę” z funduszami. Szczególnie, że mają ciekawą ofertę jeśli chodzi o nabywanie jednostek.
    I jak oceniasz taki plan?

    • Ciekawa opcja ze złotem 🙂 Ja w ramach podobnych testów planuję być właścicielką przynajmniej 1 Bitcoin 😀

      • Ula a mi się ostatnio obiło o uszy, że KNF i NBP ostrzegają przed bitcoinem 😉 Taki artykuł na szybko:
        http://www.forbes.pl/kryptowaluty-ostrzezenie-nbp-i-knf,artykuly,213764,1,1.html

        • dokładnie – ostrzegają. To inwestycje – i każdy musi zdecydować się na poziom ryzyka odpowiedni dla siebie. Co do ostrzeżenia. Jak ktoś ciutkę wczyta się w temat – to się dowie że w tym roku Japonia uznała bitcoin za środek płatniczy i można nim płacić w sklepach. 2 kraje – 2 zupełnie różne podejścia do tego samego tematu. Ryzyko na pewno jest – bo nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Ale mimo wszystko mi bardzo podoba się idea bitcoina. Tego, że jest niezależny od jakichkolwiek rządów na świecie oraz nie podlega inflacji. W 2013 już miałam jednego 😉 I sprzedałam go za 1/10 dzisiejszej ceny. A teraz postanowiłam go po prostu gromadzić. Traktuję jak inwestycję np. w obrazy młodych polskich artystów 🙂 Kupujesz i nigdy nie wiesz czy trafisz. Ale mimo to podejmujesz ryzyko i kupujesz :). A kupuję za tyle – ile jestem gotowa stracić całkowicie. To takie hobby. Główna działalność inwestycyjna opiera się o sprawdzone nieruchomości. Po prostu za kilka lat znowu nie chcę pluć sobie w brodę – że miałam okazję i przeszłam obok niej obojętnie. Ale tak jak pisze – to moja decyzja i moje pieniądze, w kwotach które jestem gotowa stracić 🙂 Nikogo nie namawiam do kupna. Jeśli już – to do zapoznania się z tematem 😀 Nie tylko poprzez komunikaty NBP 🙂

          • hehehe no racja racja, ja się na tym nie znam – chociaż może powinnam! w końcu pracuję w IT! 😛 Ale usłyszałam o tym ostatnio w Trójce chyba i tak mi się skojarzyło.

          • Stanisław Miłosz Lubomirski

            Z jakiegoś powodu mój wcześniejszy post został skasowany, to może teraz nieco inaczej, ale po kolei:
            1) jesli chodzi o BTC mamy do czynienia obecnie z czystą bańką spekulacyjną- jego kurs jeśli dobrze pamiętam wzrósł w ciągu tygodnia o kilka tysięcy procent. Tygodnia! To, czy ona pęknie jutro, za miesiąc czy rok, dając zarobić jeszcze ze sto a może i tysiąc procent- tego nie wie nikt, ale w żadnym razie nie można okreslić tego mianem inwestycji- to czysta spekulacja; „Nie tańcz z królową balu” głosi stara maksyma giełdowa
            2) ostrzeżenia są skierowane do tych, którzy chcą traktować BTC jako inwestycje właśnie- celem szybkiego i dużego zysku, Japonia uznała natomiast go jako środek płatniczy- zresztą, w Polsce też można nim płacić, ale podatków w nim nie rozliczymy
            3) Dobrze, że masz świadomość ryzyka, i że przeznaczasz na to środki, których stratę jesteś w stanie zaakceptować, ale naprawdę jest wielu, którzy ładują w takie instrumenty oszczędnośći życia i jakież ich zdziwienie i rozpacz, gdy na wykresie mamy BUM i kurs leci na łeb na szyję

          • Musiał wpaść do spamu, a ja automatycznie wykasowałam jakiś czas temu ten folder. Wybacz! 😉

            Też nie jestem przekonana do tej formy inwestowania, ale Ula (tak jak napisała) ma świadomość ryzyka. I uważam, że to jest jak najbardziej ok 😉

            A to, że ludzie opętani żądzą zysku ładują „oszczędności życia” w takie inwestycje, a potem je tracą, to jest tylko i wyłącznie ich wina. Nie wiem, gdzie przeczytałam takie porównanie, że gdy np. kupujemy samochód, to spędzamy godziny ( a czasem dni) na wyborze tego najlepszego. Ale jeśli chodzi o finanse, to nie chcemy się zagłębiać, najlepiej, żeby ktoś za nas zdecydował, zainwestował, pomnożył i jeszcze żeby nie było żadnego ryzyka…

            Przecież podstawową zasadą oszczędzania powinno być „inwestuj w to, co rozumiesz”, a nie jakieś „hazardowe sztuczki”, a potem płacz i obwinianie innych 😉

          • Stanisław Miłosz Lubomirski

            Może dlatego, że zawierał filmik (nie było to moją intencją, po prostu wkleiłem link do youtuba- kanału pewnego doradcy inwestycyjnego; film umieścił się trochę jak w postach na facebooku) na poparcie moich tez

    • No nie mogę! Tyle się wczoraj rozpisałam… i padła mi internet i wszystko się skasowało :(:(:(:(

      W każdym razie… duży plus za dywersyfikację 😉 Bo to bardzo ważne.
      Jeśli chodzi o złoto, to sama specjalnie się na tym nie znam, ale czytałam/słyszałam, że najbardziej opłaca się inwestować w uncję (bo wtedy te opłaty… nie wiem jak je nazwać „manipulacyjne”, „produktowe” są najniższe). Tylko to już wydatek kilku tysięcy, także myślę, że ten 1000 zł też będzie OK na początek ;). No i inwestycja w złoto, to raczej nie jest opcja na mega pomnażanie swoich środków, tylko bardziej inwestycja w celu utrzymania wartości kapitału. Ale to przecież też jest ważne ;).

      Jeśli chodzi o ten program systematycznego oszczędzania w Credit Agricole, to ja jestem ogólnie sceptycznie nastawiona do tego typu produktów (wyjątkiem jest ta lokata w db, ale tylko z uwagi na tę premię ;)). Ale nie mówię, że to zła opcja 😉 No i pewnie dla niektórych taki „prawdziwy przymus” odkładania (a nie ustawienie zlecenia, które przecież zawsze można zignorować) będzie wielkim plusem ;).

      Program Inwestycyjny w Millenium wygląda fajnie. Nie oglądałam, jak się mają ich fundusze, ale brak większości opłat manipulacyjnych i to że po iluś tam latach nie potrącają nic za odkup, bardzo mi się podoba ;). Tylko tak jak pisałam, tutaj potrzeba jednak trochę więcej zaangażowania, żeby osiągnąć sensowne zyski. Chociaż z drugiej strony, może warto się zaangażować 🙂

      • Pionierka

        Ten system oszczędzania w CA to po prostu lokata i tak to traktuję – nie jako inwestycję, tylko ochronę środków przed inflacją. Wiem, że dużo odsetek nie będzie, al jednak fakt, że moja 5-letnia córka będzie miała zgromadzone prawie 10 tysięcy na lokacie brzmi nieźle 🙂

    • Stanisław Miłosz Lubomirski

      Za 1000 PLN można kupić co najwyżej 4 jednogramowe sztabki albo jedną pięciogramową- taki interes jest zupełnie nieopłacalny, bo marża wytwórcy na tak małej gramaturze jest ogromna. Jeśli już, to sztabki min. 10 g (ok 1600-1700) czy 100 g (ok. 15 000)

    • Justyna Lisicka

      Jeśli chodzi o złoto, pomyśl o platformie goldsaver 🙂 W ten sposób pomału uzbierasz uncję.

  • Kolorowy

    Witaj Alicjo,

    Założyłem na syna konto 500+ w DB. W mojej opinii to bardzo dobre rozwiązanie, jeśli nie otrzymujesz świadczenia 500+ na dziecko.

    1. Konto zlikwidować bez utraty premii (maksymalnie 500 PLN x lat) można dopiero po 5 latach i to właśnie taki okres przystąpienia do tego programu jest optymalny. W kolejnych latach (6…10) masz już zgromadzone na koncie ponad 30 000 i bardziej opłaca się je zainwestować w lokatę długoterminową lub obligacje.

    2. Według regulaminu promocji maksymalna premia to 500 zł/rok, nie ma za to w regulaminie wymogu okresowości wpłat. Można więc przyjąć, że posiadając odpowiednie fundusze (6 000 w pierwszym roku, a 5 500 w latach następnych, bo premię najlepiej jest wykorzystać jako kolejną wpłatę), bardziej opłaca się wpłacić pieniądze na np. lokaty 6M + 5M a na koniec roku rozliczeniowego konta DB 500+ wpłacić całość (dokładniej to 5 900, bo 100 należy wpłacić w ciągu miesiąca od założenia programu oszczędnościuowego).

    Pozdrawiam,
    Kolorowy

    • Masz rację 😉 Ale nie chciałam, aż tak „mieszać”. Bo jednak wtedy trzeba pamiętać, żeby pieniądze najpierw włożyć na inną lokatę, później pod koniec roku wrzucić na tę lokatę 500+, no i nie każdy dysponuje taką kwotą na początku roku.
      Myślałam o tym programie bardziej jako opcji regularnego oszczędzania – ustaw przelew –> zapomnij.

  • Kasia Katarzynka

    Witaj Alicjo,
    Nie mam dzieci, ale opiszę o oszczędzaniu moich rodziców. Kiedyś popularne były książeczki oszczędnościowe. Ja i mój brat mieliśmy założone ich kilka. O jednej mojej książeczce założonej już po denominacji kiedy kończyłam podstawówkę zapomnieliśmy. Odnaleźliśmy ją kiedy byłam studentką pierwszego roku. To był finansowo bardzo trudny dla nas czas.Kiedy odnaleźliśmy książeczkę oszczędnościową. Moja Mama stwierdziła po wysokości wkładu, że może wkład z odsetkami dadzą jej 2 góra 3 pensje. Pojechałam z Tatą do banku i okazało się, że na książeczce jest ponad 10 pensji Mamy. Nie spodziewaliśmy się takiej sumy. Przez cały czas pieniądze pracowały

    • Kasia Katarzynka

      Takie oszczędzanie na przyszłość dzieci w przypadku moim i brata bardzo się sprawdziło, bardzo nam pomogło. Dodatkowo wyrobiło w nas nawyk oszczędzania i odkładania pieniędzy „na czarną godzinę”

      • Dzięki Kasiu za podzielenie się Twoją historią. Pieniądze zapomniane, ale pracowite ;P Super, że Rodzice pomyśleli o Waszej przyszłości 😉

  • Co do drobnych comiesięcznych wpłat, to my stosujemy zasadę 1 zł za jeden dzień życia – wpłacamy na konto oszczędnościowe tyle zł, ile jest dni w miesiącu. Nie jest duże obciążenie dla budżetu, bo dla dwójki wychodzi maksymalnie 62 zł. Oprócz tego oboje mają wykupione coś typu polisy, czyli dokładnie to, czego nie polecasz 😉 No ale lepsze to, niż nic 😉 Bardzo trafiły do mnie Twoje słowa o tym, by najpierw zabezpieczyć swoją przyszłość – mam wrażenie, że nadal wszyscy zapominamy, co tak naprawdę powinno być naszym finansowym priorytetem…

    • Pewnie, że lepsze to niż nic 😉 Super pomysł z tą złotówką za dzień – to nie są duże pieniądze – ba! w większości budżetów domowych nawet niezauważalne, po prostu nie kupi się kolejnej „pierdoły”, a jakaś kwota rośnie. Nieduża, bo nieduża, ale zawsze to znacznie więcej niż zero 😉

      Mi to się w ogóle wydaje, że panuje jakieś zbiorowe wyparcie, jeśli chodzi np. o emeryturę (bo chyba o tym funduszu awaryjnym i poduszze bezpieczeństwa już coraz więcej osób myśli… chyba że się mylę :((( ). „Wszyscy” chcą niższy wiek emerytalny, dodatkowe benefity i żyją w przekonaniu, że poziom ich życia będzie na podobnym poziomie, jak w wieku produkcyjnym….

  • Iza

    Dla mnie, wiadomo już z poziomu pewnych srodkow zaoszczedzonych tudziez odziedziczonych wydaje sie nadal sensowniejsza niż produkty bankowe inwestycja w nieruchomosci. i lub np. sztuke, design, zabytkowe samochody (o ile sie ktos na temacie zna/interesuje).
    I w obu powyzszych przypadkach pod jednym nadrzednym warunkiem ze jest to cos co nam sie podoba, co ‚czujemy’
    Dla przykladu moi rodzice (pochodzimy z duzego miast) kupili gospodarstwo/siedlisko 10 lat temu za 35 tys. zl. – zakochali sie w lesie i uroczych choć zaniedbanych zabudowaniach… w międzyczasie ich gospodarstwo zyskało niemal 7 krotnie na wartości … nie da tego żadna lokata… a tym bardziej nie da tyle radości ile daje im przebywanie na wsi.
    Ciekawi mnie jaki jest Twój stosunek do wymiany zaoszczędzonych pieniędzy na nieruchomość. Osobiście ostatnio odziedziczone pół kawalerki wykupiliśmy wypłukując *skarbonki* z czystego rachunku ze z najmu będziemy mieć min. 1000 zł miesiecznie…
    ciekawa jestem Twojego zdania na takie formy inwestowania?

    • Jestem jak najbardziej za! Tylko to już jest kolejny etap 😉 Niestety znaczna część społeczeństwa nie oszczędza nawet 100 zł miesięcznie na przyszłość swoich dzieci ;(. I wtedy wystarczy lekka zmiana myślenia (i oczywiście podjęcie akcji), żeby za kilkanaście lat być w zupełnie innej sytuacji.

      Ale…jeśli jakiś kapitał już jest, to czasem lepszą opcją wydaje się inwestycja w nieruchomości. Oczywiście to zawsze jest indywidualna sytuacja i nie można ślepo założyć, że to zawsze będzie najlepsze rozwiązanie. Też myślimy o takiej formie inwestycji (ale to raczej nie w kontekście oszczędzania na przyszłość dzieci). No i po drodze myślimy jeszcze o domu ;P, który jednak takie pomysły odkłada na trochę później.

      Gdybym miała taką sytuację jak Wy (możliwość wykupienia połowy kawalerki) też bym się na nią zdecydowała 😉

  • Niestety nie oszczędzam jeszcze na przyszłość moich dzieci i to jest moja bolączka. Dlatego staram się cały czas rozwijać, żeby zwiększyć zarobki i wówczas zacznę odkładać na ich przyszłość i na pewno więcej na naszą starość (obecnie to tylko 100 zł). Mnie nie przekonują długoletnie produkty oszczędnościowe. Wiem, że z niektórych można zrezygnować bez większych konsekwencji, jednak nie podoba mi się mniejsza płynność tych pieniędzy. Wolę sama wybierać lokaty spośród aktualnych ofert i zmieniać je co jakiś czas na korzystniejsze. Chociaż wymaga to nieco czasu na przejrzenie ofert.
    Podoba mi się ten pomysł 1 zł/za dzień życia dziecka. Może spróbuję wprowadzić, żeby nieco oszukać sumienie:)

    • Malwina, tylko najpierw pamiętajcie o sobie 😉 Dzieci bez „posagu” jakoś sobie poradzą, ale Wam bez emerytury będzie już znacznie gorzej. Chyba że faktycznie opcja z 1 zł dziennie „uspokoi Twoje sumienie” :P, a w międzyczasie będzies zwiększać zarobki. Trzymam za to kciuki :*

      • Masz racje. Na swoją starość odkładamy, chociaż niewiele, ale systematycznie od dłuższego czasu. Jak nie uda mi się je wspomóc finansowo, to chociaż nie będę ciężarem dla nich:)

  • Najważniejsze to nie robić nic wbrew sobie 😉

    Jeśli masz obawy, nie odpowiada Ci dłuższy okres inwestycji, to nie wkładaj w dany produkt swoich pieniędzy. Chociaż w przypadku tej lokaty w db nie ma obowiązku kolejnych wpłat i możesz włożyć po prostu jednorazowo pieniądze (tylko wtedy lokata nie będzie już atrakcyjna ;P). Więc może faktycznie lepiej dla Ciebie będzie inwestować w inne (krótkoterminowe) produkty 😉 Dla każdego coś się znajdzie.

  • Dzięki Ewo za miłe słowa ;*

    Też mam takich znajomych 😉 I po prostu wtedy o finansach nie rozmawiamy ;P Z doświadczenia wiem, że każdy musi sam dojrzeć do zmian. Można ewentualnie od czasu do czasu coś napomknąć np. na swoim przykładzie, ale w niektórych kręgach jest po prostu „w modzie” narzekać na drogie życie i kredyty na wszystko (jednocześnie nie robiąc nic, żeby to zmienić).

    Dobrze mieć osoby obok siebie, które myślą o finansach podobnie, ale jeśli nie masz ich w „realnym” świecie, zawsze pozostaje internet 😉

  • To jest nas kosmitów więcej 🙂 w moim realnym otoczeniu jest sporo osób – które uważają zdolność kredytową za substytut ich zamożności. Ciężko z nimi rozmawiać choćby o poduszce finansowej. Mimo to mam nadzieję – że może z czasem… jednak spojrzą na to wszystko inaczej 🙂

    • Z mojego (i nie tylko) doświadczenia wynika, że nie ma co na siłę kogoś przekonywać 😉 Może sami do tego kiedyś dojrzeją, a może nie… Gorzej, jeśli to ktoś bardzo bliski, np. partner – bo wtedy (przynajmniej według mnie) bardzo ciężko zbudować „solidny” związek. (Chociaż oczywiście nie twierdzę, że jest to niemożliwe ;P)

  • Bardzo fajny wpis. Ja takżę nie oszczędzam jeszcze na przyszłość dzieci, ponieważjeszcze nie mam takich mozliwości finansowych.

    • lol

      Ja trochę odejdę od tematu, ostatnio usłyszałam od znajomej , że nie chce jej się już pracować (ma niewiele ponad 30 lat) , wykorzystała prawie cały urlop,opiekę na pierwsze dziecko i teraz musi zaciążyć i to biegusiem , bo dostanie 500+, które jak się domyśliłam nie pójdzie na dziecko. Ręce mi opadły 🙁

      • Pionierka

        Dlaczego Ci ręce opadły? Dzieci z małą różnicą wieku to model rodziny, który ma swoje zalety. I dlaczego sądzisz, że 500+ nie pójdzie na dziecko? To pierwsze głodzi, zaniedbuje, ubiera w szmaty? Czy jednak jest zadbane?

        • Wydaje mi się, że w tej wypowiedzi nie chodziło o chęć posiadania większej ilości potomstwa, tylko o to, że znajomej „nie chcę się już pracować i dlatego „zrobi sobie dziecko”.

          Szczerze mówiąc jestem trochę przerażona tym aspektem 500+, bo o ile oczywiście ma bardzo wiele plusów, to niestety, wypycha bardzo często kobiety z rynku pracy… Wiem, wiem… każdy może przeżyć swoje życie, jak chce 😉 Nie uważam, że chęć zostania z dziećmi w domu i opieka nad nimi jest czymś złym, ale… jeśli kobieta „wypadnie z rynku pracy” na np. 5 lat (czy więcej) to później trudno jest jej wrócić. Wszystko dobrze i pięknie, jeśli ma „normalnego” partnera, mają taki podział obowiązków, oboje są szczęśliwi i są ze sobą „do śmierci”… Jednak niestety zbyt często taki układ prowadzi do przmocy ekonomicznej. Co w przypadku zwykłego rozwodu? Kiedy kobieta zostaje bez środków do życia, ale z dziećmi na utrzymaniu? Lub w bardziej ekstremalnej sytuacji, gdy główny żywiciel rodziny umrze…

          Takie moje przemyślenia, być może dość pesymistyczne, ale niestety takie sytuacje się zdarzają częściej, niż byśmy chcieli.

          A poza tym, to do „szału” doprowadza mnie fakt, że w Polsce ciąże traktuje się, jako „czas odpoczynku”. Podejrzewam, że Pani przedstawiona w komentarzu po zobaczeniu 2 kresek na teście rzuci L4, bo nie chce jej się już przecież pracować. Oczywiście są sytuacje, kiedy kobiety źle znoszą ten stan lub ciąża nie przebiega „książkowo” (sama się do nich zaliczam, chociaż w obu ciążach pracowałam do 8 miesiąca), ale ten zwyczaj chodzenia na zwolnienie w 3 czy 4 miesiącu bardzo mnie denerwuje. Bo potem przedsiębiorcy nie chcą zatrudniać młodych kobiet… skoro im znikną zaraz na 2 lata…

          • Pionierka

            Tyle wątków, że aż powinnam osobny wpis zrobić. No ale spróbuję jakoś po kolei.
            Jeśli ktoś chce mieć więcej niż jedno dziecko – co w cale nie jest jakimś dziwem – a do tego realizuje się w wychowywaniu dzieci to nie jest niczym nierozsądnym zdecydować się na drugie dopóki ma się wszystkie świadczenia i ubezpieczenie.
            – W obecnych czasach rynek jest tak elastyczny, że wspomniana mama może wcale nie wypaść z rynku pracy, bo np. zostanie blogerka parentingową 😉 Genralnie przekonanie nie pracuje na etacie = nie istnieje na rynku pracy i biduje uwieszona na chłopie jest mocno nieaktualne. Przy czym można pracować i biedować – zjawisko biednych pracujących niestety jest dość spore. Więc to wszystko nie jest takie czarno białe obecnie.
            – W przypadku rozwodu zdecydowanie ważniejsze jest, na ile znasz prawo i umiesz je wykorzystać i na ile masz determinację do walki. Mój partner miał niezła pracę, a po rozwodzie i praca się posypała i była żona nie chciała płacić alimentów na dzieci, które były z nim i generalnie kicha się straszna zrobiła z finansami. Więc nie zawsze kobieta musi być w tej sytuacji
            – Ciąża jest traktowana jak czas odpoczynku tam, gdzie praca jest traktowana jak czas wyzysku. Jak są niepłatne nadgodziny, mobbing itp. to nie ma się co dziwić, że każdy ucieka jak najdalej.

            A w 500 plus to najbardziej do szału mnie doprowadza zaglądanie znajomym do kieszeni. I jeszcze to pełne wyższości przekonanie, że nie zostanie wydane na dzieci. Dlatego zapytałam ,czy to pierwsze jakieś zaniedbane jest, że są przesłanki, by tak myśleć.

          • Oczywiście, że samo posiadanie większej ilości dzieci niż jedno, nie jest niczym „dziwnym”, realizowanie się w wychowaniu dzieci też nie (chociaż wydaje mi się, że czasem to dość ryzykowne posunięcie – ale… przecież nie będę nikogo przekonywać do moich poglądów ;))

            Odniosę się najpierw do ostatniego punktu Twojego komentarza, bo absolutnie, kompletnie, zupełnie się z Tobą nie zgadzam ;P
            „Ciąża jest traktowana jak czas odpoczynku tam, gdzie praca jest traktowana jak czas wyzysku. Jak są niepłatne nadgodziny, mobbing itp. to nie ma się co dziwić, że każdy ucieka jak najdalej.”
            W Polsce ciąża jest bardzo, bardzo często traktowana, jako czas odpoczynku niezależnie od sytuacji w pracy. Dziewczyny wychodzą z założenia, że skoro dostaną 100% pensji, to po co mają pracować. I to są opinie rzeczywistych kobiet, z którymi rozmawiałam, bo nie mogłam w to uwierzyć… Pracuję w dużej międzynardowej korporacji, która BARDZO przestrzega praw pracownika. Dodatkowo jeszcze do niedawna obowiązywał przepis, że kobieta w ciąży nie powinna pracować więcej niż 4 godziny przy komputerze (a innej pracy u mnie nie ma). Nie ma żadnych nadgodzin etc. A mimo to, dziewczyny w 3/4/5 miesiącu „idą sobie odpocząć” na L4, jednocześnie chodząc na aerobiki dla ciężarnych i spędzając bardzo aktywnie czas (!!!). Postawa „nie chce mi się, już pracować, zróbmy sobie dziecko… to od razu jak tylko zobaczę dwie kreski idę na L4” jest niestety bardzo powszechna.

            Oczywiście są sytuacje, kiedy kobiety faktycznie źle się czują – i wtedy zwolnienie powinno być oczywistością. Ale w przeważającej większości wygląda to tak, że to jest „super urlop płatny 100%” na koszt podatnika… 🙂

            Wydaje mi się, że trochę przeceniasz elastyczność rynku. A zostanie blogerką parentingową, która faktycznie zarabia, jest bardzo bardzo trudne ;). Ale zgadzam się z Tobą w 100%, że istnieje (niestety) zjawisko biednych pracujących. Chyba czytałaś tę świetną książkę o realiach amerykańskich (http://oszczednicka.pl/2016/04/oszczednicka-poleca-grosze-pracowac-przezyc/). Wydaje mi się, że nie ma takiej publikacji o polskim rynku (ale może coś jest ;P)

            Zgoda, że w przypadku rozwodu różnie to bywa. Ale jednak sytuacja Twojego partnera jest bardzo nietypowa. To zazwyczaj kobieta jest w znacznie gorszej sytuacji. A przynajmniej o takich historiach najczęściej się słyszy. Owszem nie należy też podchodzić do życia patrząc na wszystko w czarnych barwach… bo to by było idiotyczne 😉 Ale niestety, czasem różnie się to życie toczy….

  • Stanisław Miłosz Lubomirski

    Zawsze mnie fascynowało owo „oszczędzanie na przyszłość dziecka/dzieci”. Ale powiedzcie mi- co przez to rozumiecie? Środki na edukację wyższą, wkład własny do KH, wesele, na inne sprecyzowane lub niesprecyzowane wydatki/potrzeby/zachcianki? I czy sami będziecie je wydawać, racjonować i wydzielać czy po prostu w dniu X urodzin dziecka damy mu je jako prezent?

    • Pionierka

      A to się okaże, jak mnie wkurzy to wydam na siebie, a co 😉 A serio to moja córka ma dwa miesiące, nie mam pojęcia, na jaką osobę wyrośnie, jakie będzie miała potrzeby, plany i marzenia. Po prostu lepiej mieć odłożoną jakąś sumę, którą można pomóc dziecku, niż jej nie mieć.

    • My właściwie nie mamy sprecyzowanego celu. To się jeszcze okaże „w praniu”. Nie zakładam, że kwota którą zbierzemy pokryje w całości np. wydatki podczas studiów. Nawet nie wiem, czy chłopcy będą chcieli iść na studia ;). Być może kupimy za to mieszkanie, albo wykorzystamy w jeszcze inny sposób.

      I tak byśmy te pieniądze w jakiś sposób inwestowali, a tak przynajmniej mają jakiś „dodatkowy cel” :P.

  • To prawda, że takie sytuacje znowu mogą mieć miejsce, ale według mnie można jednak trochę tym państwom i bankom ufać 😉
    Z jednej strony masz rację, że złoto (prawdopodobnie) „zawsze” będzie pewne, ale też trzeba mieć miejsce, gdzie je przechowywać. A w przypadku jakichś nieprzewidzianych sytuacji (typu wojna) zawsze można je zarekwirować :/