Ile kosztuje dziecko? – podsumowanie drugiego roku

W-drodze-na-salar-1024x683

Zdjęcie zrobione przez Oszczędnickiego podczas naszej podróży dookoła świata 😉 Po weekendowych Kolosach strasznie mi się zatęskniło!

We wrześniu pisałam, ile Junior wydał w pierwszym półroczu swojego drugiego roku życia.  W kolejnych miesiącach te „podstawowe” wydatki minimalnie się zwiększyły – niecałe 100 zł ;). Doszedł jednak jeszcze jeden istotny czynnik, który podbił koszty do ponad 4000 zł… Jak się pewnie domyślacie, chodzi o opiekę.

W drugim półroczu drugiego roku życia Juniora wydaliśmy na jego potrzeby (i po części nasze) 4245,51 zł, co daje 707,6 miesięcznie. (Koszty podstawowe 275 zł miesięcznie, żłobek 432,5 zł miesięcznie).

Zatem w drugim roku życia Junior „wydał” 5769 zł. Widać wyraźną różnicę w stosunku do roku wcześniejszego ( 3850 zł). Jednak znaczącą część tej kwoty stanowi opieka. Gdyby jedno z nas zdecydowało się na pójście na urlop wychowawaczy, wydatki byłyby niższe niż rok temu. Jednak wtedy trzeba byłoby doliczyć pewne koszty utracone, bo przecież nie dostawalibyśmy naszych pensji…

juniorowe wydatki

Ubrania – zgodnie z zapowiedzią, planuję osobny wpis na temat juniorowej szafy. Mam nadzieję, że uda mi się go opublikować jeszcze w marcu ;).

Kosmetyki –  szczerze mówiąc, sama się zdziwiłam tą kwotą, bo Junior nie używa specjalnie kosmetyków. Ma jeden krem „na zimno” i bardzo ekonomiczny płyn do kąpieli. Jednak w tej kategorii mieszczą się też szczoteczki do zębów i pasta.

Leki i witaminy – Junior ma całkiem dobrą odporność i zaledwie kilka razy w swoim życiu był u lekarza. Na szczęście ani razu nie musieliśmy kupować antybiotyku, ale poznał już smak syropków na kaszel, czy „specjalnych psikaczy” do nosa ;). Profilaktycznie podajemy mu witaminę D, witaminę C i wapno.
We wrześniu zapłaciliśmy też za ostatnią dawkę szczepienia 5w1.

Pieluchy – chociaż nasze Mamy i Babcie już dawno by swoje dzieciaki w tym wieku odpieluchowały, to jednak jednorazówki są takie wygodne… Dlatego wydatek w tej kategorii (1oo zł miesięcznie) traktujemy bardziej jako „nasze wygodnictwo” niż rzeczywistą potrzebę Juniora. Ale już niebawem wiosna i planujemy przejście na wyższy poziom ;).

Chusteczki – kolejny wydatek związany z naszą wygodą. Można podmywać Malucha pod prysznicem, można podcierać domowymi flanelowymi chusteczkami etc, ale mokre chusteczki są wygodniejsze…

Inne – bidony i pościel były potrzebne, i tyle ;). Jeśli chodzi o zabawki i książeczki, to przede wszystkim kolorowanki i inne edukacyjne książeczki. 20 zł miesięcznie, to chyba nawet zbyt niska kwota, jak na rozrywkę dla 2latka.

Żłobek – to największa kwota w juniorowych wydatkach. Nasza sytuacja jest dość nietypowa, Junior chodzi do żłobka jedynie na 3 godziny dziennie. W czasie kiedy ja pracuję, opiekuje się nim Oszczędnicki. A kiedy pracuje Oszczędnicki, Junior jest pod moją opieką. Nie jest to rozwiązanie idealne, bo mamy dość mało wspólnego czasu, ale najbardziej dla nas optymalne. Jedyną sensowną alternatywą byłoby posłanie Juniora do żłobka publicznego, ale niestety mieliśmy marne szanse na miejsce.

 

Wpisy z cyklu Ile kosztuje dziecko nie mają na celu „pochwalenia się”, jak my to mało wydajemy na dziecko. Jestem przekonana, że wielu Polaków wydaje znacznie mniej. Chcę za ich pomocą udowodnić wszystkim marudzącym i narzekającym, że wysokość wydatków na dziecko zależy w dużej mierze od nas i wcale nie musi rujnować nam portfela. Uważam, że Juniorowi niczego nie brakuje i ma wszystko, czego potrzebuje ;).

Ile kosztuje dziecko? – podsumowanie półroczne
Ile kosztuje pierwszy rok życia dziecka
Ile kosztuje dziecko? – podsumowanie kolejnego półrocza

 

A jak wyglądają Wasze wydatki na dziecko? Potraficie je racjonalnie planować, czy dajecie się czasem zwieść marketingowcom :)?

 

 

Oszczędnicka

  • Magda

    Ale te wydatki na ubrania są dla mnie wyjątkowo niskie. Przecież same zimowe buty kosztują około 200 zł, kurtka kolejne 150-20 zł. Jestem bardzo ciekawa tej juniorowej szafy 😉

    • Mam to szczęście, że to Oszczędnicki poluje na juniorowe ubrania 😉 Kurtkę zimową dostaliśmy od Dziadków w prezencie (tak się z nimi kiedyś umówiliśmy, że zamiast kupowania miliona dupereli przy każdej okazji, będą robić większe prezenty, raz na jakiś czas). Buty Oszczędnicki kupił nowe/używane 😉 Czyli założone kilka razy i w stanie idealnym.

      • My np w tamtym roku kupiliśmy buty zimowe specjalnie o numer większe córce i w tym również pasowały. To samo zrobiłam w tym roku z butami młodego, może za rok nóżka również wlezie 😉

    • Pionierka

      Ja na razie na etapie prenatalnym z moim maluchem (ale blisko finału), jednak już rozejrzałam się po fejsikowych grupach dla rodziców i tam jest cała masa używanych ubranek do kupienia za grosze, a czasem to nawet za darmo się trafiają. Zamierzam tak właśnie pozyskiwać ubrania dla Juniorki.

      • Dokładnie, a wiele z nich jest w niemal idealnym stanie 😉 Nie dość, że oszczędność dla portfela, to jeszcze Ziemia się cieszy ;P

  • U nas sam żłobek kosztuje ostatnio 750 zł miesięcznie 🙁 Też niebawem zrobię podsumowanie na blogu jak tradycyjnie co pół roku.

    • No u nas to (średnio) 430 zł miesięcznie jest tylko za 3 godziny ;( Gdybyśmy musieli oddawać Juniora na cały dzień to płacilibyśmy ok 1000 zł (razem z wyżywieniem). Daj znać, jak już będzie podsumowanie, chętnie przeczytam 😉

  • Mi się wydaje, że 500+ to całkiem spore dofinansowanie dla Malucha. Za to spokojnie można go utrzymać. U nas za taką kwotę da się kupić ubranka, pieluchy, chusteczki etc. A największe koszty w pierwszym roku dziecka generują szczepionki. My zdecydowaliśmy się na wszystkie 6w1 + zalecane. I na to idzie miesięcznie 200-300 zł. Ponadto widzę, że ceny szczepionek w warszawskich przychodniach są też nieco droższe niż w innych częściach kraju.

    • Też tak sądzę. Poza tym jestem wielką przeciwniczką takiej formy pomocy Rodzinom. Uważam, że te miliony możnaby wykorzystać w dużo lepszy sposób. Ale to temat na dłuższą rozmowę, chyba się nawet pokuszę o napisanie takiego postu 😉

      • Po moich wyliczeniach wyszło, że na miesięczne utrzymanie dwójki dzieci, to i 500+ nie starcza 😉 fajnie, że w ogóle jakiekolwiek wsparcie od państwa jest, lecz nie do końca sprawiedliwe.

        • Ale liczyłaś też opłaty za opiekę? No bo wtedy faktycznie nie wystarczy – nasze 3 godziny dziennie kosztują więcej 😉 Ale gdyby było więcej żłobków i przedszkoli (i olaboga darmowe) to sprawa wyglądałabym inaczej 😉

          Chociaż pewnie punkt patrzenia zależy „od punktu siedzenia” 🙂 I każdy ma inne potrzeby. Ja bym wolała darmową czy tańszą opiekę. A ktoś inny woli jednak dostać te 500 zł do ręki. Oby tylko dobrze je wykorzystał. A nie na bezmyślą konsumpcję 😉

          • No ba 😉 Liczone. Tylko niania od tamtego roku bardziej była sporadycznie, niż systematycznie. Do przedszkola w zeszłym roku mała chodziła publicznego, a godzin za złotówkę ponadwymiarowych było dosłownie kilka w miesiącu. Zobaczymy, jak w tym roku będzie z zerówką i z przedszkolem dla małego, bo jeżeli się przeprowadzimy, to z tym drugim możemy mieć niemały problem.

          • Niania znacząco podbija „wydatki dziecka”. U nas minimum 1200 zł za miesiąc…

            Może z przedszkolem nie będzie tak źle. W końcu przedszkole to nie żłobek i jest dużo więcej miejsc, więc szanse wzrastają 😉

  • Nie mam swoich dzieci, a wydaję więcej na zabawki dla innych czy ubranka na urodziny i święta 😛

    • O matko! Właśnie sobie uświadomiłam, że chyba więcej pieniędzy wydaliśmy na zabawki i prezenty dla cudzych dzieci…. co za wyrodni z nas rodzice 😉
      Co nie zmienia faktu, że Junior ma mnóstwo zabawek (nooo może w porównaniu do niektórych dzieci to nie ;P, ale na pewno na nudę nie narzeka). A i tak najlepsze są przecież „niezabawki”. Każdy rodzic to przyzna 😉

  • Olga

    U nas zdecydowanie więcej by wyszło mimo, że wcale nie szalejemy. Dziecku buty trzeba kupić dwa razy w roku, a odpowiednie obuwie to minimum 100 zł za parę. A gdzie kurtki, spodnie, czapki itd.? Kosmetyki za cały rok 60 zł??? Moja młodsza córka ma bardzo wrażliwą skórę i 60 zł to lekko na miesiąc na kosmetyki idzie. Wczoraj np. kupiłam dla starszej krople do uszu i tylko za to zapłaciłam w aptece ponad 50 zł. Nie kupujecie dziecku ciastoliny, bloków itd? Ogólnie jak dla mnie kosmos (a podkreślę, że nie szastam kasą na prawo i lewo 😉 )

    • Jeśli chodzi o kosmetyki, jeśli są sytuacje alergiczne to wiadomo, że nie ma innej rady. A tak z ciekawości, co jeszcze kupujecie? Jakieś specjalne kremy?
      U nas: płyn kąpieli, który kupujemy raz na 2-3 miesiące, krem do twarzy na zimę (zużyliśmy tylko jeden).

      Leki – u nas ok 40 zł miesięcznie wyszło więc też całkiem sporo 😉 Ale tak jak już pisałam Junior ma wyjątkową odporność.

      O ubraniach na pewno jeszcze napiszę 😉 A jeśli chodzi o te przybory plastyczne, to Junior jest abstrakcyjnie żywym dzieckiem i nie usiedzi przy takich zajęciach. Kupilśmy mu kilka kolorowanek, korzysta też ze sztalugi Oszczędnickiego, ale to go zajmuje może na 5 minut. Znacznie bardziej lubi biegać za piłką lub po torze przeszkód ;P

      • Olga

        Mam dwie córki i obie mają bardzo wrażliwą skórę, AZS itd. Jeśli chodzi o regularną pielęgnację, kiedy nic się nie dzieje, to Cetaphil PS do natłuszczania ciała, emolient do kąpieli (tu różne firmy, bo szukam promocji), no i wiadomo szampon, krem do twarzy, pasta do zębów (młodszej kupuję Jack n Jill, która jest droga, ale ona jest malutka i różnie z tym nie połykaniem bywa) itd. Dodatkowo starsza musi mieć ochronny krem do ust, bo pierzchną jej bardzo i aż robią się ranki. To tyle, kiedy wszystko jest ok. Kiedy jest jakieś zaostrzenie to potrafimy na same kosmetyki i leki wydać miesięcznie kilkaset złotych. Niestety 🙁

        • O rety, no to faktycznie nie ma opcji na niskie wydatki w tej kategorii. Nie zdawałam sobie sprawy, że mam tak bezproblematycznego Malucha.

        • Emilia Brzozowska

          Olgo, czy Twoje corki nie maja przypadkiem niestwierdzonych alergii pokarmowych? Wszystkie objawy, ktore opisujesz wystepuja u mnie po spozyciu mleka, czekolady, cytrusow, orzechow…etc. Zwykle testy alergiczne niestety czesto nic nie pokazuja, dopiero na tych u homeopaty wyszla cala lista…

  • Dziś bawiliśmy się całkiem fajnie pudełkiem po czekoladkach z moim rocznym brzdącem, więc potwierdzam, że „niezabawki” są najlepsze. 😉

    Zdecydowanie się zgadzam, że wiele wydatków jest przede wszystkim dla wygody rodziców. Zabawki poniekąd też. Bo dziecko pewnie całkiem fajnie by się bawiło psując listwę przypodłogową czy próbując otworzyć szafkę pod zlewem, ale jak rodzic kupi zabawkę do manipulowania paluszkami, to i zniszczeń w domu odrobinę mniej, i trochę mniej pilnowania, przynajmniej dopóki zabawka się nie znudzi :). W każdym razie ja zauważyłam, że kupienie jakiejś drobnej zabawki od czasu do czasu jest dosyć korzystne dla mamy :).

    A w temacie książeczek dla dzieci (co najbardziej mnie interesuje ze względu na mojego świeżo założonego bloga) wydatki też mogą być bardzo zróżnicowane. Obecnie ukazuje się tyle bardzo ciekawych (i niestety też niezbyt tanich) książeczek dla dzieci, więc można naprawdę sporo na nie wydać. Ale jest też trochę całkiem fajnych i kosztujących grosze książeczek, szczególnie jeśli kupuje się przez internet. Właśnie na moim blogu z recenzjami planuję przedstawiać również te niewielkie i niedrogie książeczki.

    PS. Gratuluję znalezienia się w rankingu blogów finansowych Michała Szafrańskiego 🙂

    • Dziękuję 😉

      Hahaha, myślę, że można znaleźć inne sprzęty domowego użytyku – niezabawki, które nie przyprawią rodziców o palpitacje serca ;).

      Jeśli chodzi o książki dla Maluchów, to faktycznie niektóre są bardzo drogie, ale z drugiej strony dziecko wcale nie potrzebuje kilkudziesięciu tytułów. A im starszy obywatel (lub im spokojniejszy :P) można też wiecej korzystać z biblioteki. My niebawem wybierzemy się pierwszy raz! 😀

  • Cześć. Na początek moje gratulacje za ciekawego bloga. Trafiłem tu po tym jak znalazł się na liście rekomendacji Michała Szafrańskiego 🙂 Jestem pod wrażeniem jak skrupulatnie notujecie swoje wydatki i jak mało wydajecie na dziecko. Mam nieco starsze dziecko, ale bez notowania jestem przekonany ze w wieku 2 lat wydawaliśmy więcej – więcej szło na ubrania, więcej za zabawki i atrakcje, więcej na żłobek. W zestawieniu moim zdaniem brakuje pozycji „życie” lub „żywność”, gdyż wydaje mi się że to jeden z głównym składników dziecięcego budżetu. Czy nie ma go tu celowo, czy może zapomniałaś to ująć?

    • Bardzo mi miło 🙂 Zapraszam do lektury.

      Mam bardzo minimalistyczne podejście do swojej garderoby (fascynacja szafą kapsułkową) i to też przekłada się na garderobę Juniora. Wbrew pozorom dziecko (nawet tak żywe i brudzące się, jak mój syn) wcale nie potrzebuje aż tylu ubrań.

      O żywności pisałam chyba w poprzednim podsumowaniu, że to temat trudny do ugryzienia 😉 Nie jestem w stanie oddzielić wydatków na jedzenie, bo Junior je to, co my. Nigdy nie kupowaliśmy mu specjalnych produktów dla dzieci (żadnych słoiczków, modyfikowanego mleka, specjalnych deserków etc.). Ale gdyby być tak super dokładnym to może 100-150 zł miesięcznie? 😉

  • Trochę ze względu na oszczędności, a trochę z innych powodów, posłaliśmy Jasia do przedszkola publicznego. Ulga na portfelu, w porównaniu z jego prywatnym żłobkiem na pełen dzień, jest przeogromna! Poza tym, już wtedy byłam w ciąży i wiedzieliśmy, że przy dwóch prywatnych instytucjach zaharujemy się na śmierć, by je spłacić. Marzy mi się szkoła demokratyczna czy przedszkole waldorfskie, ale muszę patrzeć na takie rzeczy przez pryzmat i naszego czasu (na dowóz tracilibyśmy ok. 1,5 dziennie), i budżetu. Dobre podsumowanie, bo pokazuje, że rzeczywiście nie ma dramatu z finansowaniem dzieci, nawet bez większego spinania się z wydatkami.

    • Dwójka dzieciaków w prywatnych placówkach (jeszcze w dużym mieście) to faktycznie duże obciążenie… Masz rację, że trzeba patrzeć na różne aspekty, czas też jest bardzo ważny.

      Jeszcze niedawno byłam mega napalona na przedszkole Montessori. W naszym mieście nie jest takie drogie, bo razem z wyżywieniem kosztuje ok 550 zł (więc niewiele więcej, niż płacimy teraz za 3 godziny). Ale Oszczędnicki mnie przekonał, że nasze podejście do wychowania jest bardzo montessoriańskie i publiczne przedszkole Juniora „nie zepsuje”, a zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na lepszy cel ;).

  • Pionierka

    Zainspirowałaś mnie do tego, żeby skrupulatnie liczyć, ile nas Juniorka będzie kosztować. Na razie dziewczyna jest prawdziwą minimalistką, choć jeszcze przed przyjściem na świat wyda swoje pierwsze 450 zł na zestaw pieluch wielorazowych.

    • Tylko 450 zł? To jakiś minimalistyczny zestaw, czy faktycznie to taka tania impreza? Jak oglądałam pieluchy, wkłady i inne takie na facbookowym bazarku to mi więcej wychodziło ;P

      Jestem mega ciekawa Twoich doświadczeń z wielorazówkami. Ja to bym trochę chciała, ale „się boję”, Oszczędnicki się zapiera, że nie… ale jeszcze mam trochę czasu, może się przekonam 😉

      • Pionierka

        To jest zestaw odkupiony od koleżanki, a pieluchy są polskiej firmy a nie zza oceanu 🙂 Do tego zestaw startowy sprezentowany przez przyszłych dziadków (jak chcą coś maluszkowi kupić, to niech to będzie coś naprawdę przydatnego) i będziemy dzialać. O doświadczeniach na pewno napiszę, ale na razie mam podejrzenie, że przekonanie „wielorazowe pieluchy to tyyyle pracy” to pozostałość czasów, kiedy tetrę prało się ręcznie, ewentualnie we Frani 😉 Poza tym sama nie chciałabym chodzić w plastikowych majtkach, pamiętam też wieczne problemy po użyciu podpasek, zanim odkryłam kubeczek. I cena jednorazowek też przerażająca, a do tego ta góra śmieci… Więc jednorazówki tylko do szpitala, a dalej zawalczymy z wielorazowymi.

        • No nie no… trochę więcej pracy jest. jednak musisz nieczystości zutylizować 😉 Czasem przeprać pod kranem, trzymać w specjalnych pojemnikach, prać.

          A jednorazówka to rach ciach i koniec. Zero problemu w domu, problem dla całej Planety niestety ;(

          • Pionierka

            Pranie to jest dla mnie w ogóle ciekawy temat. Co pewien czas czytam/słyszę ” i jeszcze to cholerne pranie muszę zrobić” i zastanawiam się, jak w dobie pralek automatycznych to w ogóle może być jakiś uciążliwy obowiązek. Dla mnie jest praktycznie niezauważalny – wrzucić do pralki – dodać detergenty, zaprogramować – maksymalnie 3 minuty roboty. Rozwieszenie na suszarce jakieś 5 minut, niech będzie, że cała operacja to 10 minut pracy na jeden wkład prania. Gdybym miała wybrać ulubiona pracę domową to byłaby to obsługa pralki.
            A pieluchy jednorazowe wcale nie wydają mi się całkowicie rach ciach. Zaplanować i kupić trzeba, pilnować, żeby się nie skończyły. Są droższe od wielorazówek, więc trzeba też poświęci czas na zarobienie tej różnicy.

          • A widzisz 😉 Niektórym to ciąży. My pierzemy stosunkowo rzadko, ale znam rodziny, które codziennie wstawiają np. dwa prania.

            W sumie nie mam wielkiego problemu z samym praniem pieluch… większy z tym, że trzeba je przechowywać w specjalnych pojemnikach (a ja mam supermikroskopijną łazienkę) no i jednak musisz jakoś kalkulować, żeby Ci się nie skończyły.

            W jednorazówkach jedynym problemem jest pilnowanie, żeby było pod dostatkiem ;P A że są droższe to bez 2 zdań.

          • Pionierka

            U nas standardowo jedno pranie dziennie 🙂 Ale nadal – najmniej czasochłonna czynność okołodomowa.
            Pieluch to mi raczej nie zabraknie, bo moja mama uznała, że NA PEWNO źle wyliczyłam i policzyła po swojemu. Tylko nie wiedziała, że już ten zestaw od koleżanki mam 🙂 Więc raczej zapieluchowani będziemy ponad miarę

          • pytanie jeszcze, czy rozmiar i kroj beda Wam pasowac, bo czasem zeby znalezc wielo dobrane do konkretnego dziecka trzeba (jesli sie ma doswiadczenia) sie troche naszukac 🙂

          • A od czego to zależy? Na co zwracać uwagę? Gdzie szukać odpowiedzi?! 🙂

          • nie trzeba zadnych specjalnych pojemnikow, zwykle wiaderko z przykrywka. przeprac pod kranem jelsi uzywaz papierkow do dwojek tez raczej nie bedziesz musiala, bez nich wystarczy samo splukanie kupki silnym strumieniem. to nie jest wielkie pranie, spokojnie mozna z ubraniami prac (na 60`C lub 40`C z odkazaczem) , mysle ze realistyczne jest liczenie 45min/60min czasu tygodniowo na wielo. jednorazowki tez sie same do smieci nie wyniosa ani nie kupia 😉

          • Pionierka

            I same na siebie nie zarobią, a to też wymaga czasu 🙂
            Mam nadzieję, że te standardowe pupusy będą ok.

          • jesli planuejsz pieluchowac od noworodka, to z pupusow koniecznie wez tez otulacze newborn tak z 6szt bo one size beda na poczatku za duze (pieluszka nie pownna siegac do kolan i nie powinna zakrywac pepka) od 5-6kg os beda ok.

          • Pionierka

            Takie właśnie mam 🙂 Jeszcze tylko musze opanowac obsługę

          • dasz rade 🙂 do srodka male reczniczki, formowanki, male prefoldy(rozmiary newborn, infant lub 1), tetra w samolot (albo inne zlozenia). Tetre i prefoldy najlepiej spinac snappy. wszytsko, co sprawi ze mleczna kupka zostanie w srodku i nie pobrudzi otulacza sie sprawdzi 🙂 na youtube znajdziesz filmiki jak skladac tetre i prefoldy

          • Pionierka

            Rany… użyłaś tyle strasznych słów, że boję się jeszcze bardziej 🙂

          • Ja też zrobiłam oczy 😉 Ale się douczę do tego sierpnia ;P

          • na serio pierzesz je z ubraniami?! Muszę chyba więcej poszperać.
            Boli mnie bardzo ta góra plastiku, którą wyprodukowaliśmy ;(

            Mam jeszcze chwilę czasu…. Dla takiego noworodka to na pewno się nie przekonam, ale później… 😉 może nawet uda mi się męża przekabacić ;P

          • na serio 🙂 z jasnym praniem. jesli na mniej niz 60`C to dodaje odkazacz. Piore w proszku do bialego (lepiej dopiera i zapobiega powstawaniu zlogom w pieluchach), wiruje na 1000. Moj drugi noworodek byl na wielo od poczatku, nie bylo to trudne, bo mleczne kupki rozpuszczaja sie w wdozie, nie trzeba bylo nic splukiwac. Najpierw nastawia sie pieluchy na plukanie i wirowanie, potem dorzuca reszte prania z proszkiem i ew. odkazaczem. cale pranie, wieszanie, skladanie to ok. godzina tygodniowo

          • Zaintrygowałaś mnie!
            Zapisałam sobie na listę rzeczy do zrobienia/sprawdzenia do końca lipca 😉 Może się w końcu do tych wielo przekonam. Poczytam sobie u Ciebie – bo widzę, że skarbnica wiedzy! 😉

          • miłego czytania 🙂 a jakby coś, to pytaj śmiało 🙂 ja tez czekam na maluszka (trzeciego) ale termin na październik, wiec z tematami noworodkowymi jestem znów bardzo na bieżąco

          • Ooo gratulacje 😉

            Zaczęłam czytać o Twoich złych doświadczeniach z 2letnią różnicą czasu między dzieciakami i zrobiło mi się ciepło, bo u mnie będzie 2,5… Nie skończyłam, bo samochody Juniora wymagały jakiejś super ważnej interwencji… Może wieczorem znajdę chwilę czasu ;).

          • ja licze na to ze przy 2,5 bedzie juz lepiej, bo to teraz roznica ktora czeka nas miedzy srednim a najmlodszym…a 2 lata daje teraz jeszcze popalic, bo „bunt dwulatka” i „kryzys czterolatka” (dlaczego o tym sie tak malo mowi?) sa jendoczesnie 😀 gdzie ta zrownowazona 3latka, ktora niedawno tu mieszkala? taka pomocna i w ogole <3

          • No to zostańmy przy tym, że różnica 2,5 lat to zupełnie co innego niż 2 lata 😉 I że będzie lepiej! 😀

      • warto sprawdzic,u nas juz drugie z sukcesem nosi. nowe polskie pieluszki beda (na dzien i na noc) kosztowac kolo 1000zl,ale potem mozna je za 50-70 ceny odsprzedac 🙂 duzo zaley tez od wybranego systemu (aio, kiszonki i wklady beda drozsze niz sio i wklady czy otulacze i wklady). Jelsi ktos ma maly budzet, to moze zdecydowac sie na pieluszki z chin, one sa sporo tansze, ale bez certyfikatow.

        • No nie no, takie bez certyfikatów to jednak chyba „strach”. To już wole jednorazówki… Ciągnie mnie do tych wielo oj ciągnie – muszę się porządnie rozejrzeć i może spróbujemy 😉

        • Pionierka

          Jak można odsprzedać to znaczy, że można też odkupić 😉

  • Ja od początku roku również skrupulatnie notuje nasze wydatki i prowadzę budżet 🙂 W końcu się przemogłam i systematycznie wypełniam tabelki. Mam córy w wieku 10 i 6 lat. Obie w wieku szkolnym. Z tego co widzę od początku roku wydałam na nie ok 2200 zł – przy czym 400 poszło na kieszonkowe, a prawie 1000 na opłaty szkolne typu składki i opłata za przedszkole młodszej oraz wycieczki szkolne. Więc jeszcze tragedii nie ma. Moje wydatki nie uwzględniają żywności. Zakupy tak jak Ty robię dla całej rodziny – i tak samo jak dzieciaki lubimy zjeść np. monte 🙂

    • O niee 😉 u nas monte znalazłoby się w kategorii „śmieci”, bo to przecież sam cukier ;P.

      Jaki masz system dawania kieszonkowego? Tak po prostu czy dziewczyny muszą sobie jakoś je zarobić?

      • Tak wiem 🙂 Ale my lubimy cukier 🙂 I to bardzo 😀
        Co do kieszonkowego – ja je traktuję jak przybory do nauki – czyli dzieciaki dostają je za nic – z zastrzeżeniem że przeznaczają je na własne atrakcje – i to one decydują czy to jest kino, czy zabawka. Zarabianie swoją drogą – aczkolwiek 6 i 10 latka na wsi nie ma specjalnie dużo okazji do zarabiania. Za oceny nie płacę, za wykonywanie obowiązków domowych też nie. Nie są też środkiem dyscyplinującym. Do tego u nas służy szlaban na tablet lub bajki, lub jedno i drugie 🙂