Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie. Tydzień 46

4

Dzisiaj kolejne konkretne zadanie. Ale zanim do niego przejdziemy, chciałabym Cię prosić o przysługę. Do ukończenia zbiórki na wydanie książki został już niecały tydzień. Akcja kończy się dokładnie w moje urodziny 20 listopada o godzinie 18. Czytałaś post o tym, jak spełniać marzenia? Pomóż mi dotrzeć do kobiet, które nie czytają blogów „finansowych”.  Daj im znać o zbiórce, niech w końcu uporządkują swoje finanse :)! Dziękuję z całego serca za wsparcie! :*

Link do projektu –> TUTAJ

Jeśli dopiero dziś trafiłaś na ten cykl, zerknij na poprzednie zadania:

Zacznij od najważniejszych:
Tydzień 1: Podlicz, ile masz pieniędzy.
Tydzień 2: Finansowe rozmowy.
Tydzień 4: Fundusz awaryjny.
Tydzień 5: Budżet domowy.
Tydzień 6: Poduszka bezpieczeństwa.
Tydzień 18: Zaatakuj swoje długi

Pozostałe zadania rób w dogodnym dla Ciebie czasie
Tydzień 3: Rachunkowy dzień.
Tydzień 7: Podwyżka.
Tydzień 8: Podnoszenie kwalifikacji (za darmo).
Tydzień 9: Podnoszenie kwalifikacji językowych (za darmo).
Tydzień 10: Rozlicz PIT
Tydzień 11: Marka
Tydzień 12: Napoje gazowane
Tydzień 13: Tydzień z zapasów
Tydzień 14: Odgruzowanie mieszkania: szafy
Tydzień 15: Odgruzowanie mieszkania: papierowy świat
Tydzień 16: Odgruzowanie mieszkania: inne
Tydzień 17: Odgruzowanie mieszkania: dziecięce skarby
Tydzień 19: Jedz sezonowo
Tydzień 20: Księga cen
Tydzień 21: Planuj tygodniowe menu
Tydzień 22: Mięso – wybieraj mądrze
Tydzień 23: Negocjuj
Tydzień 24: Fundusz wydatków nieregularnych
Tydzień 25: Jedz w domu
Tydzień 26: Gotuj prosto
Tydzień 27: Znajdź dodatkową pracę
Tydzień 28: Wybieraj mądrze –> wakacje
Tydzień 29: Bądź odpowiedzialna za swoje rzeczy – recykling domowy
Tydzień 30: Stosuj zasadę „zaczekaj”
Tydzień 31: Chciej mniej
Tydzień 32: Szanuj swój czas
Tydzień 33: Kupuj w większych opakowaniach
Tydzień 34: Finansowy kontrakt
Tydzień 35: Szukaj alternatywy
Tydzień 36: Alerty BIK
Tydzień 37: Rób zakupy po sezonie
Tydzień 38: Ubezbieczenia
Tydzień 39: Oszczędzaj, ale nie „do skarpety”
Tydzień 40: Ogrzewanie
Tydzień 41: Woda
Tydzień 42: Prąd
Tydzień 43: Podróż/benzyna
Tydzień 44: Inwestuj
Tydzień 45: Emerytura

Dzisiaj proponuję kolejne konkretne zadanie. Jeśli masz dzieci, to zapewne myślisz o ich przyszłości. O tym, czy sobie poradzą, czy będą szczęśliwe… Oczywiście nie ma obowiązku utrzymywania czy pomagania finansowo dorosłym dzieciom, ale wiadomo, że chcemy dla naszych pociech, jak najlepiej, dlatego zazwyczaj chcemy dać im bezpieczny start. To nawet nie chodzi o jakąś gotówkę na początek dorosłego życia, ale na przykład utrzymanie na studiach. Jeśli sami mieliśmy takie wsparcie od rodziców, to oczywiste wydaje nam się, że będziemy pomagać finansowo naszym dzieciom. Jeśli takiego wsparcia nie mieliśmy i pamiętamy, że było nam ciężko, wtedy pewnie tym bardziej, chcielibyśmy je wspierać.

Osobiście uważam, że kwota, którą będziemy odkładać, ma drugorzędne znaczenie.  Najważniejsze jest to, żeby robić to systematycznie i pomnażać te oszczędności. Znowu działa tu magia procentu składanego. Nawet niewielka kwota 50 zł miesięcznie (gromadzona od urodzenia dziecka do czasu osiągnięcia pełnoletności) da oszczędności rzędu 10 tysięcy. Jeśli nie jesteś w stanie wysupłać 50 zł z budżetu domowego, odkładaj nawet 10.  Oczywiście, jeśli chcemy sfinansować całe studia dziecka z oszczędności, to potrzebny nam dobry finansowy plan. Wtedy 50 zł miesięcznie nie wystarczy. Ale w zadaniu 46 chodzi przede wszystkim o samo zastanowienie się nad tym i wyrobienie sobie nawyku :).

Dlaczego najpierw oszczędzamy na emeryturę, a dopiero później myślimy o dzieciach?

Na pewno kojarzysz moment szkolenia w samolocie, kiedy stewardessa poucza, że w razie potrzeby maskę z tlenem należy założyć najpierw sobie a dopiero później dziecku. Tak samo jest z finansami. Chyba nie chcesz, żeby Twoje dorosłe dziecko musiało Ci pomagać finansowo, bo Twoja emerytura będzie tak niska.
Świetnie opisała to Suze w swojej książce –  Twoje zabezpieczenie finansowe jest najważniejsze! Najpierw Ty, pieniądze na Twoją emeryturę, dopiero potem inwestycja w dzieci! („Twoja emerytura jest ważniejsza – jest mnóstwo kredytów na studia, ale żadnego na emeryturę – czy chcesz być balastem dla swoich dzieci?”)

Jak odkładać pieniądze dla dzieci?

Jeśli byś poszła do „doradcy” z pewnością namawiałby Cię na polislokatę (o których nie mam dobrego zdania) lub inne długoterminowe produkty. Jednak na początku nie zaprzątaj sobie tym głowy. Po prostu zacznij odkładać, nawet na konto oszczędnościowe. Dopiero potem możesz pomyśleć np. o obligacjach, funduszach inwestycyjnych, indywidualnym inwestowaniu na giełdzie czy innych produktach finansowych. [Niebawem planuję post o możliwościach inwestycji na przyszłość dzieci. My na razie odkładamy pieniądze dla Juniora na zwykłe konto oszczędnościowe.]

Zadanie 46: Pomyśl o przyszłości swoich dzieci

Odkładasz pieniądze dla swoich dzieci? Gdzie? Masz jakieś rady lub spostrzeżenia?


Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów z serii Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie? – zapisz się na newsletter. Zapraszam Cię też do facebookowej grupy, gdzie znajdziesz motywację i wsparcie


Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy i może się komuś z Twojego otoczenia przydać, proszę, prześlij go dalej, udostępnij lub po prostu powiedz o nim Twoim znajomym. Szczególnie zależy mi na dotarciu do kobiet, które zazwyczaj nie czytają „finansowych blogów”. Pomóż mi do nich dotrzeć! Dziękuję, że jesteś!

Oszczędnicka

  • Ruda

    W zasadzie nie odkładam na studia dziecka. Przynajmniej celowo (jeśli będzie chciało studiować w Krakowie – to ma już mieszkanie). Wiem, że będę mu pomagać, a to nie koniecznie będzie oznaczało pomoc w studiowaniu, np. może w ogóle nie zdecydować się na studia – to, że jego rodzina ma wyższe wykształcenie nie oznacza, że on też musi chcieć je mieć. Inna sytuacjia to taka, którą pamiętam z własnych studiów: całe rzesze ludzi na studiach, które nic nie dają. Mówię tu niestety o studiach humanistycznych – tylko kilka procent znalazło pracę w zawodzie. Pozostała część… Poznałam świetnych ludzi (studentów np. filologii klasycznej, bibliotekoznawstwa czy pedagogiki) pracując w czasie studiów w Empiku – wszyscy mieli plany na przyszłość, które nie obejmowały pracy w tym sklepie – duża część wciąż tam pracuje jako sprzedawca, bo mimo tytułu magistra nie mogą dostać lepszej pracy. Czy do tego były potrzebne studia – takie studia? tyle kosztujące studia? Niestety – dla niektorych studia to przedłużenie dzieciństwa, zmarnowanie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Oczwyiście – to najlepszy czas w życiu, możliwość poznawania ludzi itd.
    Ale gdy myślę sobie, że moje dziecko powie mi: mamo, chcę iść na filmoznawstwo, specjalność: współczesne kino irańskie, to raczej powiem mu, że to naprawdę świetne hobby, ale filmy irańskie to sobie może oglądać w kinie, ale to nie jest praca, bo szansa, że znajdzie sobie pracę np. w miesięczniku „KINO” i będzie dostawał pieniądze za prowadzenie rubryki o kinie irańskim jest równa zeru.
    Innymi słowami: uważam, że finansowanie studiów dzieci jest inwestycją, która ma procentować w ich późniejszym życiu. Dlatego trudno mi również słuchać ludzi, którzy mówią: moje dziecko skończyło np. polonistykę, dziennikarstwo i historię (i robi z tego doktorat), ale nie umie znaleść pracy… Bo w gazetach może tylko robić darmowy staż, a nauczycieli nie szukają. Aż chce się powiedzieć: Sorry, ale co w tym dziwnego? To są kierunki, którymi rynek jest nasycony. I to od wielu lat – można było to sprawdzić.

    • Pionierka

      Chciałabym zarabiać tyle, co moja koleżanka filmoznawczyni. Jest rewelacyjną dziennikarką filmową. Ostatnio dostałam od niej kopa motywacyjnego, bo powiedziała: przecież nie jesteś ode mnie głupsza, tylko znasz się na czymś innym, więc tez tak możesz, odwagi dziewczyno i do roboty.
      Aha, ja skończyłam polonistykę i kulturoznawstwo i nigdy, ale to nigdy nie miałam problemów z pracą. A najwięcej zawodowo zyskałam dzięki nauczeniu się pewnego kompletnie nieprzydatnego języka. każdy pukal się w głowę, jak zaczynałam. Bo strata czasu, bo po co to komu, bo mogłabym już na staż do korpo iść. Na szczęście zawsze słuchałam tylko swojej intuicji i nawet nie przyszło mi do głowy, żeby wybór kierunku studiów konsultować z rodzicami. Mało tego, nawet liceum i profil wybrałam sama, tylko poinformowałam, gdzie się wybieram. Ta samodzielność dawana mi przez rodziców to coś, co bardzo zaprocentowało.

      • Ruda

        Bardzo się cieszę, że masz super pracę i Twoja znajoma również. Nie twierdzę, że nie ma żadnej pracy po tych kierunkach, tylko, że jest jej mało (mniej niż w innych zawodach) i trudno ją zdobyć, dlatego szanse są niewielkie (dla mnie to hazard). Są w Polsce np. reżyserzy teatralni, czy dyrygenci którzy za premierę dostają ponad 150.000,00 zł, ale wielu z tych, którzy skończyli studia nawet o tym nie marzy, ponieważ nie ma takiego zapotrzebowania na ich usługi. Nie uważam, że są to kierunki nie warte studiowania – na każdych studiach można marnować czas i pieniądze.
        Co do języka – zgadzam się, że nauka niszowego języka jest wbrew obiegowej opinii bywa bardzo przydatna.
        Niemniej jednak uważam, że wydanie ciężko zarobionych pieniędzy (co najmniej 50.000 tyś. złotych) na coś, co byłoby drogim hobby mojego dziecka byłoby po prostu lekceważeniem mojej pracy. Co innego, gdyby te pieniądze były przeznaczone na przyjemności.

        • Pionierka

          Te niszowe kierunki są bezpłatne – to po pierwsze. Po drugie rzecz jasna to Twoje pieniądze, a dziecko nie ma prawa oczekiwać, żeby rodzic mu cokolwiek dawał na start, bo to tylko dobra wola. Jednak takie warunkowanie (tak kochanie, dam ci kasę na studia, ale tylko prawnicze) wydaje mi się postawą nieco obrzydliwą. Ja bym w takiej sytuacji powiedziala rodziocm, żeby sobie te 50 tysięcy wsadzili gdzieś, na konto na przykład :) Wolałabym paść na twarz ze zmęczenia, ale studiować to, co mnie interesuje.

          • Ruda

            Ok – uważam, że żadne studia nie są bezpłatne – chyba, że ma się mieszkanie za darmo i ktoś codziennie zapełnia lodówkę. Ja obliczam to inaczej – koszt mieszkania, mediów, dojazdów, jedzenia, książek itd. Nie wszyscy mieszkają w miastach akademickich, więc dla rodziny to jest duży wydatek.
            Wydaje mi się, że traktujesz moją pierwszą wypowiedź zbyt osobiście – ja naprawdę nie neguję Twoich decyzji – to zawsze bardzo pozytywne, gdy ktoś może realizować swoje pasje. Nie uważam też, że studia prawnicze czy medycyna są gwarancją jakiegokolwiek sukcesu (jakakolwiek definiowanego).
            Co do gospodarowania pieniędzmi, które należą do rodziny – nawet obecnie, gdy moje dziecko jest małe – staram się mu tłumaczyć, że pieniądze nie biorą się z bankomatu, że aby móc kupić zabawkę, trzeba te pieniądze wygospodarować, że czasem zamiast brać kolejne zlecenie, aby kupić mu zestaw lego wolę spędzić ten czas z nim i że to jest bardziej wartościowe. Mam nadzieję, że to będzie procentować i nie usłyszę kiedyś, że coś się należy mu, a jak mam z tym problem, to mogę sobie te pieniądze wsadzić na konto.

          • Pionierka

            Ależ ja doskonale zdawaałam sobie sprawę, skąd biorą się pieniądze, zresztą u nas było skromnie i na pewno nikt nie miał dla mnie 50 tysięcy na studia. Na swoje fanaberie to od liceum zarabiałam, bo nie chciałam rodziców obciążać. Ale gdyby mi powiedzieli po zdaniu matury, że albo idę na studia, jakie akceptują, albo nie mam co liczyć na obiad i dach nad głową to tego samego dnia pakowałabym rzeczy. Trudno, wolałabym jeść chleb z dżemem i makaron z koncentratem, ale realizować swoje plany. Zresztą i tak po pierwszym roku studiów wyprowadziłam się, dostawałam tylko niewielkie kieszonkowe, a na resztę zarabiałam sama, więc specjalnie to się moi rodzice nie wykosztowali.

          • Jednak wydaje mi się, że bardzo często Rodzice utrzymują swoje dzieci na studiach (a czasem nawet jeszcze chwilę po). Moi mnie utrzymywali :) Oczywiście oprócz tego działałam w Kole Naukowym i pracowałam w różnych miejscach (ale wszystkie zarobione pieniądze odkładałam, żeby móc pojechać po studiach dookoła świata :P). Też mam zamiar utrzymywać Juniora (na studiach, czy nie) niezależnie od tego, jaki kierunek wybierze (o ile pójdzie na studia), ale chciałabym żeby tego czasu nie przebimbał 😛

          • Pionierka

            Owszem, takie utrzymywanie/wspieranie podczas studiów to standard i tym bardziej dziwaczne wydaje mi się uzależnianie takiego wsparcia od wyboru kierunku studiów. Szczególnie, jak dziecko wybiera bezpłatne studia, a nie najdroższą uczelnię prywatną, to nie wyliczałabym mu już zużycia światła i zjedzonych kotletów.
            Przy czym rozumiem, że nie każdą rodzinę stać na luksusy, nie każdego stać na zapewnienie dziecku wygodnych studiów w innym mieście. Ale zamiast podcinać skrzydła lepiej usiąść i wspólnie poszukać rozwiązań. Na zasadzie: możemy zaoferować ci wsparcie w takiej wysokości miesięcznie. To za mało, żeby studiować tam, gdzie chcesz i to, co chcesz. Jak można to rozwiązać? Akademik, stypendium socjalne, stypendium z fundacji? A może wyjazd zagraniczny i praca między maturą a rozpoczęciem studiów, żeby coś odłożyć? Zawsze o lepsze niż mówienie: nie bo nie.

          • Masz rację, ale rozumiem też pogląd Rudej :)
            To są pieniądze Rodziców i mogą sobie z nimi zrobić to, co będą chcieli :) Mogą stawiać warunki, ale dziecko nie musi się na nie zgodzić.

          • Pionierka

            Nie do końca jednak :) To znaczy owszem, to są pieniądze rodziców, ale jednak jest prawo, które nakłada na rodziców obowiązek alimentacji, oczywiście w miarę ich możliwości, jeśli dziecko kontynuuje naukę. Więc w skrajnym przypadku dziecko może pójść na te studia filmoznawcze i złożyć do sądu pozew o alimenty. Pytanie tylko, czy tak powinny wyglądać relacje w rodzinie? Moim zdaniem jednak nie. Przy czym jeszcze raz podkreślam: rodzice nie muszą i nawet nie powinni odejmować sobie od ust, żeby dziecko miało co zechce. Są sytuacje, w których zwyczajnie nie mogą pomóc i trzeba iść do pracy i samemu sobie na studia zarobić. Ale sytuacja, w której dziecko jest pracowite, chce się uczyć, a oni mają środki finansowe, żeby pomóc, a mimo to mówią; studia tak, ale to my je wybieramy świadczy o nich paskudnie.

      • Żywy przykład mojej teorii :) Jeśli ktoś ma na siebie pomysł, chce działać i nie siedzi z założonymi rękoma … to znajdzie pracę po każdych studiach :)

        A jakiego języka się nauczyłaś? 😀

        • Pionierka

          Ukraińskiego :) Czyli taki język, którym nie mówią nawet wszyscy Ukraińcy.

    • Nie do końca się z Tobą zgodzę. Jestem przekonana, że jeśli ktoś ma na siebie pomysł to znajdzie pracę (dobrą pracę) po każdych studiach.

      Inna sprawa, że teraz wiele osób karmi się mitem, że po studiach znajdzie lepiej płatną pracę. Czesto się zdarza, że taka młodzież nie pracuje, ani nie robi nic poza studiowaniem (czy raczej imprezowaniem). I potem się dziwią, że nie mogą się odnaleźć na rynku pracy. A już finansowanie zaocznych studiów na Wyższej Szkole Niczego jest dla mnie absolutnie abstrakcyjnym posunięciem. (chociaż owszem mogą się zdarzyć jednostki, które mają na siebie pomysł i nawet po takiej szkole „osiągną sukces”).

      A jeśli Junior nie będzie chciał studiować, bo… np. będzie chciał zostać stolarzem :) To spoko :) Byleby był szczęśliwy 😀

      • Pionierka

        Przede wszystkim studia to nie zawodówka. Nieliczne dają konkretny zawód typu lekarz czy prawnik. Ale np. filolog może być naukowcem, nauczycielem, dziennikarzem, księgowym (serio, wiele firm szuka np. kogoś z językiem norweskim i oferuje szkolenie księgowe od podstaw, bo w te stronę łatwiej, niż księgowego nauczyć języka norweskiego), pracownikiem korporacji, która szuka młodych zdolnych, a merytoryki uczy w praktyce, pracownikiem administracji państwowej lub międzynarodowej, albo… oficerem wywiadu 😉

  • Odkładam. Od narodzin Zuzi, a w sumie nawet wcześniej 😛
    Zaczęło się ciekawie – promocja z kontem w BZ WBK oprocentowanym na 4%. Trzeba było trzy razy przelać 800 zł. Wzięłam w niej udział, przelewałam kasę, dostałam premię za spełnienie warunków i stwierdziłam, że skoro już udało się odłożyć tam te pieniądze to może by ich nie ruszać, a przeznaczyć w konkretnym celu 😉 No i tak zmieniło status na oszczędności dla dziecka. 4% to i tak nieźle przy dzisiejszych warunkach 😛 Tylko kwotę którą zasilam to konto musiałam zmniejszyć xD Ale za to zautomatyzowałam przelewy i to jedna z pierwszych płatności, jaka schodzi po wpłynięciu mojej wypłaty na konto 😉
    Czy wykorzysta tą kasę na studia, na mieszkanie, podróże czy inne cele to już będzie jej sprawa. Ale zgadzam się – warto pomyśleć o tym wcześniej 😉 Tak samo jak i o zabezpieczeniu finansowym siebie.

    • Haha :)
      Też brałam udzieł w tej promocji :) Ale konto już zlikwidowałam 😛 Junior się nie załapał na taki kapitał 😛

  • Kochana! Mam urodziny dzień po Tobie :) Trzymam mocno kciuki, żeby jednak Ci się udało! Promowałaś swoją książkę na facebooku opłacając zasięg? Może za niewielka kwotę uda Ci się dotrzeć do większej grupy osób.

    Uff w tym temacie na szczęście mogę powiedzieć, że mnie nie dotyczy, bo dzieci nie mam. I uważam, że rodzice wcale nie mają tego obowiązku by dziecku zapewnić studia, ok warunki do nauki jak dach nad głową, jedzenie i podstawowe ubranie owszem, ale na studia młody człowiek może zarobić już sam. A przy okazji nauczy się jak ciężko zarabia się pieniądze:) Niestety często dorośli ludzie zapominają o sobie, nie myślą o swojej emeryturze, tylko inwestują w swoje dzieci, które nie zawsze umieją się później odwdzięczyć. I wcale nie chodzi mi o to, że muszą oddać coś rodzicom, pieniądze itd. ale zwykłe zainteresowanie jak telefon do rodzica, odwiedziny, rozmowa, to o czym teraz tak często zapominamy…

    • Nie umiem robić tych facebookowych reklam. Chyba powinnam się ogarnąć 😛
      Oszczędnicki dopomógł :) i zbiórka zakończona sukcesem.

  • Pionierka

    Odkładamy dla nie-moich dzieci i to z mojej inicjatywy, bo macochy złe są tylko w bajkach :) Skromniutko na razie, ale niestety zaczęliśmy późno. Mimo wszystko coś tam na start dostaną. Swoje konto oszczędnościowe ma też nasz embrion :) Na razie oszczędności w celu ogarnięcia niezbednych wydatków okołourodzeniowych, ale jak pojawi się na świecie to „dostanie” konto z myślą o przyszlości.

    • Pionierka, na kiedy masz termin?! :) Oczywiście, jeśli chcesz się podzielić tą informacją :)

      Macocha na medal :) Aj tam skromniutko nieskromniutko, najważniejsze, że jest pomysł, systematyczność i wykonanie 😛

      • Pionierka

        Połowa maja, czyli jeszcze niby mnóstwo czasu, ale pewnie szybko zleci. A z tego, co dla dzieciaków odłożone to chyba kupimy jakieś obligacje, bo to zlikwiduje do zera pokusę wcześniejszego ruszenia oszczędności.

        • Dobre posunięcie 😛

          Do maja jeszcze mnóstwo czasu :) Ale fajnie :) od razu będzie ciepło i będziesz mogła na spacery chodzić 😀

  • Ja puki co pieniądze dla swoich pociech odkładam głównie na lokatach i koncie oszczędnościowym. Nie są to może powalające kwoty, ale może coś tam się kiedyś uzbiera. Moja emerytura jest dla mnie ważniejsza.

    • No i prawidłowo! :)
      Emerytura zawsze powinna mieć priorytet 😀