Oszczędnicka poleca – Zarobić milion idąc pod prąd

osz

Porzucenie pomysłu zrecenzowania 52 książek finansowo-rozwojowych nie oznacza, że zupełnie przestanę recenzować dla Was książki. Będzie ich znacznie mniej, bo ostatnio dużo mniej ich czytam (około 3-4 książek miesięcznie i większość to nie są finansowe tytuły :P), ale będą!
Dzisiaj książka, której przeczytanie nie wystarczy. To znaczy, można na tym poprzestać, ale żeby coś się zmieniło, trzeba działać i to intensywnie.

[Przypomnę tylko, że w serii „Oszczędnicka poleca” nie przedstawiam Wam klasycznych recenzji książek, a moje subiektywne przemyślenia i fragmenty, które uważam za wyjątkowo ciekawe i inspirujące.]

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest książka autorstwa Jakuba B. Bączka Zarobić milion idąc pod prąd. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że to jedyna taka książka na rynku (a przynajmniej nigdy w życiu nie spotkałam się wcześniej z taką formułą).  To nie jest kolejna opowieść o tym „jak odnieść sukces bez minimum wysiłku”. To taki zeszyt ćwiczeń, który pomoże nam uzmysłowić sobie, co chcemy w życiu robić (oczywiście autor poleca, żeby wziąć życie we własne ręce i pracować na własny rachunek :P).

Co mi się (wyjątkowo!) podobało?

Absolutnie urzekła mnie „formuła językowa”, w której napisana jest książka. W jednym zdaniu można przeczytać formę żeńską, w kolejnym męską. Być może niektórym to przeszkadza, ale dla mnie to był rewelacyjny zabieg! Książka napisana jest takim językiem, że miałam wrażenie, że jestem na piwie z dobrym kumplem. Takim, który trochę się przechwala… i jak opowiada o tych swoich wszystkich pomysłach i osiągnięciach, to bierzesz to trochę z przymrużeniem oka, ale… który ma bardzo dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia.

Inspirujące myśli
  1. Koncepcja czterech ćwiartek: etap nauki, etap poszukiwań, etap przedsiębiorczości, etap wolności finansowej
  2. Marzenia się nie spełniają (same)… marzenia się (*brzydkie słowo) spełnia!!!
  3. Milionerem nie staje się człowiek w tydzień, tak jak nie da się nauczyć języka obcego bez wielomiesięcznego wysiłku.
  4. […] nie trzeba mieć świadectwa z paskiem lub też być wybitnym uczniem w szkole, by cokolwiek w życiu osiągnąć. Wiem z doświadczenia, że wiele osób z mojego środowiska miało doskonałe wyniki szkolne, a dziś są sfrustrowani jako nauczyciele wf, i zadłużeni u rodziców na poważne kwoty.
  5. […] polskie szkolnictwo nie przygotowuje ludzi do przedsiębiorczości. Co najwyżej do etatu, ale i z tym jest chyba coraz gorzej.
  6. Gdyby każdy z nas miał mentora i możliwość „przetestowania” przez tydzień różnych kierunków, zanim dokonamy ostatecznego wyboru, społeczeństwo rozwijałoby się pewnie znacznie szybciej.
  7. Wyobraź sobie doradcę finansowego, który sugeruje Ci, w jaki fundusz zainwestować Twoje 200 000 zł, a sam zarabia od 3 lat po 2000 zł miesięcznie jako doradca. Tak właśnie często wygląda rynek szkoleniowy.
  8. Trudno zarabiać na czymś, na czym się kompletnie nie znamy, co nas nie porusza i nie inspiruje, co nas nudzi.
  9.  Sprzedaż rozpoznawcza (czyli sprzedaż produktu, zanim jeszcze powstanie).
  10. To klient jest najlepszym szefem, bo przecież płaci nam wynagrodzenie […], to klient zna produkt najlepiej, bo go najczęściej używa […]
  11. „Śmierć bezowocnym spotkaniom” – najlepiej ustawiać niestandardowe godziny trwania (np. 13.10-13.42) i zawsze trzymać się wcześniej napisanego harmonogramu.
  12. Nie da się być cały czas na fali. Nie da się odnosić tylko sukcesów. […] Życie to sinusoida i zaakceptowanie oraz zrozumienie tego da Ci więcej szczęścia niż jakiekolwiek pieniądze…

 

Jednak Zarobić milion idąc pod prąd to nie tylko zeszyt ćwiczeń (których jest, aż 50), to też miniskarbnica wiedzy (z subiektywnymi poradami autora) dotyczących takich zagadnień, jak m.in.: możliwości założenia firmy, strategie rozwoju, negocjacje, czy budowanie przychodów pasywnych. Jakub pokazuje też krok po kroku, jak firmę założyć i jakie zaleca dodatkowe działania (strona www, marketing etc.). Jeszcze nie wiem, czy książka faktycznie pomaga w rozwoju biznesu (bo nie zrobiłam wszystkich ćwiczeń… no dobra, nie zrobiłam nawet połowy…:P). Niemniej jednak uważam, że warto poświęcić jej swój czas (co dalej będę czynić, żeby skończyć wszystkie zadania).

 

Czytaliście tę książkę? Co niej sądzicie? Myślicie, że etap wolności finansowej jest dostępny dla każdego, czy tylko dla garstki szczęśliwców?

 

 

Projekt książkowy:

1/52 Marta Sapała „Mniej. Intymny portret zakupowy polaków”
2/52 Suze Orman „Kobiety i finanse”
3/52 Gary Keller „Jedna rzecz”
4/52 Marcin Iwuć „Jak zadbać o własne finanse”
5/52 Maciej Samcik „Jak pomnażać oszczędności?”
6/52 William D. Danko, Thomas J. Stanley „Sekrety amerykańskich milionerów”
7/52 Maciej Dutko „Efekt tygrysa – puść swoją osobistą markę w ruch!”
8/52 Cathie Black „Zasady Cathie Black”
9/52 Sheryl Sandberg „Lean in. Włącz się do gry”
10/52 Joanna Malinowska-Parzydło „Jesteś marką”
11/52 John Amstrong „Jak myśleć mniej o pieniądzach”
12/52 Barbara Ehrenreich „Za grosze pracować i (nie)przeżyć”
13/52 Agnieszka Graff „Matka feministka”
14/52 Maciej Dutko „Targuj się”

Oszczędnicka

  • Książka wydaje się ciekawa, myślę że pojawi się na mojej półce. Jeśli chodzi o twoje pytanie, myślę że każdy może sobie pozwolić na wolność finansową, wystarczy chcieć i szukać wokół siebie okazji. Jak pisał już Kiyosaki wystarczy pieniądze przeznaczać na rzeczy, które będą dla nas zarabiały ;).

    Ostatnio czytałem książkę o podobnej tematyce – „Zarabianie PRAWDZIWYCH pieniędzy, czyli czego nie powie ci żaden doradca” Bartosza Niesiadka i mogę ją z czystym sumieniem polecić. Co innego jak się czyta historie z Ameryki, a co innego jak można zobaczyć że podobny model może się sprawdzić i u nas i są na to dowody 😉

    • Dzięki za polecenie – koniecznie muszę sięgnąć 🙂
      To prawda, że te amerykańskie historie bardzo często nie przystają do naszych realiów.

  • Widzę, że mamy podobny problem 😀 Ja z kolei postawiłam sobie wyzwanie: jedna książka „rozwojowa” na miesiąc. I już zaczynam mieć problem 😛 Ale tak to jest jak człowiek czyta 5 książek równolegle przy małym dziecku 🙂
    Podoba mi się koncepcja czterech etapów. Ale obawiam się, że sama nadal jestem na drugim. 7. punkt bardzo trafny 🙂

    • Żaneta – czytaj teraz „ile wlezie”, bo jak Ci księzniczka zacznie raczkować, a potem chodzić… to się skończy „rumakowanie” 🙂 Chyba, że umiesz się skupić na treści książki, pomimo chodzącego po Tobie (i ciągle „gadającego”) brzdąca 😛