Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie. Tydzień 22

4

Ostatnie trzy zadania miały związek z kuchnią. Dziś nie będzie inaczej. W pierwszym momencie może się wydawać, że dzisiejsze zadanie nie ma wiele wspólnego ze znaczącym oszczędzaniem „tu i teraz”. Jednak w dłuższej perspektywie świadome decyzje czym karmimy nasze ciało, przyniosą nam bardzo duże korzyści (przede wszystkim w kwestii dobrego samopoczucia i zdrowia!).

Jeśli dopiero dziś trafiłaś na ten cykl, zerknij na poprzednie zadania:

Zacznij od najważniejszych:
Tydzień 1: Podlicz, ile masz pieniędzy.
Tydzień 2: Finansowe rozmowy.
Tydzień 4: Fundusz awaryjny.
Tydzień 5: Budżet domowy.
Tydzień 6: Poduszka bezpieczeństwa.

Pozostałe zadania rób w dogodnym dla Ciebie czasie
Tydzień 3: Rachunkowy dzień.
Tydzień 7: Podwyżka.
Tydzień 8: Podnoszenie kwalifikacji (za darmo).
Tydzień 9: Podnoszenie kwalifikacji językowych (za darmo).
Tydzień 10: Rozlicz PIT
Tydzień 11: Marka
Tydzień 12: Napoje gazowane
Tydzień 13: Tydzień z zapasów
Tydzień 14: Odgruzowanie mieszkania: szafy
Tydzień 15: Odgruzowanie mieszkania: papierowy świat
Tydzień 16: Odgruzowanie mieszkania: inne
Tydzień 17: Odgruzowanie mieszkania: dziecięce skarby
Tydzień 18: Zaatakuj swoje długi
Tydzień 19: Jedz sezonowo
Tydzień 20: Księga cen
Tydzień 21: Planuj tygodniowe menu

Jakie jest zatem dzisiejsze zadanie? Jedz mniej mięsa! Naprawdę nie potrzebujesz, by stanowiło podstawę Twojego codziennego menu. Nie namawiam do przejścia na wegetarianizm czy weganizm. Sama również bardzo lubię mięso, ale staram się mądrze wybierać produkty z wiadomego pochodzenia i nie kupować tych nafaszerowanych antybiotykami, hormonami czy innymi świństwami. Bliskie jest mi podejście Kasi (z bloga Ograniczam się). Polecam jej artykuł o fleksitarianizmie (tak tak, wszystko „musi” mieć swoją nazwę :P).

Jeśli zatem chcesz jeść mięso, lepszej jakości, ale rzadziej, możesz nie zauważyć różnicy w Twoim portfelu. Chyba że zastosujesz kilka prostych zasad, o których pisze Kasia z Homemaker:
1. Nie kupuj „gotowych produktów”, czyli np. przyprawionych „prosto na grilla” kawałków mięsa na grilla. Cena takich specjałów jest wielokrotnie wyższa, nie mówiąc już o niesympatycznych dodatkach typu polepszacze smaku.
2. Zweryfikuj swoją wiedzę na temat mięsa. Jak pisze Kasia, „Bardzo często najdroższe są te części, które najszybciej i najłatwiej przygotujesz w domu”. Może zamiast kurzych piersi czy wołowej polędwicy spróbujesz udek z kurczaka lub żeberka (wołowe rzecz jasna :P).
3. Wykorzystuj kości (między innymi do gotowania wywarów na zupę czy sosów).
4. Kupuj podroby – można z nich wyczarować naprawdę genialne dania.
5. Poznaj swojego rzeźnika.
6. Znajdź dobre źródło.
Koniecznie zajrzyj zatem do Kasi, żeby przeczytać jej sugestie. Nie zgadzam się tylko z punktem 8, gdzie proponuje, żeby raz w tygodniu zrezygnować z mięsa. Według mnie 3-4 niewegetariańskie dni/posiłki w tygodniu w zupełności wystarczą.

Zadanie 22: Jedz mniej mięsa 

A jak to jest u Ciebie? Mięso króluje codziennie na stole, czy raczej od niego stronisz? Zwracasz uwagę na źródło pochodzenia, czy kierujesz się jedynie ceną?


Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów z serii Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie? – zapisz się na newsletter. Zapraszam Cię też do facebookowej grupy, gdzie znajdziesz motywację i wsparcie


Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy i może się komuś z Twojego otoczenia przydać, proszę, prześlij go dalej, udostępnij lub po prostu powiedz o nim Twoim znajomym. Szczególnie zależy mi na dotarciu do kobiet, które zazwyczaj nie czytają „finansowych blogów”. Pomóż mi do nich dotrzeć! Dziękuję, że jesteś!

Oszczędnicka

  • Ruda

    Fajny artykuł o mięsie, też go czytałam. Mam wrażenie, że w naszym kraju jest kult jedzenia mięsa – to musi być, bo nas stać. Dla wielu ludzi nie jest ważne, czy mięso czy wędliny są dobrej jakości, czy wręcz „świecą”, lub kosztują np. 15 zł za kg szynki. Dla mnie to najdroższy tłuszcz z wodą, chemią i barwnikami na świecie.
    Chyba naprawdę lepiej kupić raz, czy dwa razy w tygodniu mięso dobrej jakości, np. kurczaka z ekologicznego chowu lub schab i samemu upiec na obiad lub kanapki. Szczególnie, gdy teraz pojawiają się świeże warzywa, mniam, mniam.
    A tak na marginesie – dla mnie ryba to też mięso, a dla Ciebie?

    • No pewnie że ryba to mięso – a co innego? Ryba = zwierzę = mięso 😛

      Zgadzam się z Tobą w 100% jeśli chodzi o ten kult mięsa (najczęściej kiepskiej jakości – najlepiej z promocji w markecie)… Tylko nie wiem czy to tylko nasza polska przypadłość. Mięso ogólnie chyba „kojarzy się z dobrobytem”… Tylko, że co to za dobrobyt za 10 zł za kilogram? Albo tak jak piszesz tłuszcz z wodą, chemią i barwnikami..

  • Jeśli chodzi o kwestię wybierania mięsa ze sprawdzonego źródła i stawianie na jakość, nie na ilość to zdecydowanie się z tym zgadzam. W życiu również stosuję zasadę, że lepiej kupić coś dobrej jakości i rzadziej. Tak jak wspomniałaś w sezonie grillowym szczególnie odstraszają mnie gotowe dania na grilla. Uważam, że takie potrawy łatwiej, taniej i zdrowiej jest przygotować samemu…co za problem kupić karkówkę, dobry olej i przyprawy, a następnie samemu zamarynować mięso? Albo przygotować samodzielnie szaszłyki?

    • Ostatnio Oszczędnicki skusił się na taki tackowany kręcony boczek w przyprawach. Nawet nie mogę powiedzieć złego słowa na smak (bo glutaminian podkręca rzecz jasna), ale jak przeczytałam skład, to się złapałam za głowę :)

      Czy łatwiej takie potrawy przygotować samemu? Chyba nie, skoro jest na to taki popyt. Na pewno DUŻO taniej i zdrowiej! :)

  • karolina

    Zgadzam sie ze lepiej rzadziej a lepszej jakosci, ja jem mieso max 3 razy w tygodniu, ale mam wrazenie ze w polsce obiad bez miesa to nie obiad:-)

    • Mam też takich znajomych, dla których posiłek bez mięsa (nawet nie że obiad) to nie posiłek. Czyli jedzą je ponad 20 razy w tygodniu!

  • Dziękuję bardzo za wyróżnienie :)

    • Bardzo pomocny wpis! Czekam na więcej z tej serii! :)

  • Domowa Ksiegowa

    A moja rodzina jest mięsożerna, co prawda wiosną, latem mniej, ale mięsożerna. Jeszcze dla mnie czasem wystarczy ryba w puszce, serek na kanapkę lub sałatka, ale już dla mojego męża nie. Choć mąż to bardziej woli ser żółty. Jak nie ma sera żółtego, to nic nie ma w lodówce. Stosuję wszystkie te zasady od dłuższego czasu. My kupujemy połówkę świnki lub ćwiartkę 3 razy do roku w sklepie rzeźniczym. Zwłaszcza przed świętami. Porcjujemy i mamy na długi, długi czas :) Kości zawsze używamy do zup :)

    • A kto porcjuje? Ty czy mąż? :)
      Słyszałam/czytałam gdzieś taką teorię, że jeśli nie potrafi się „zdobyć” swojego posiłku (czyt. zabić zwierzęcia) to nie powinno się mięsa jeść. Ja tam nie jestem w stanie poporcjować nawet kurczaka, więc chyba całkowicie powinnam wykluczyć mięso ze swojej diety…:P

      • Ruda

        A „zdobyć” to nie znaczy – złapać i zabić? Gdyby tak było, to byłabym w stanie to zrobić tylko w sytuacji, gdy głodowałabym, a pewnie potem przepraszałabym ducha tego zwierzątka, że musiałam je zabić. (co przypominam mi traktowanie zwierząt przez ludy pierwotne).

        • Tak, tak – o to chodzi.
          Mam podobnie. Też bym zabiła tylko i wyłącznie w sytuacji kryzysowej… Myślę, że jak większość ludzi, którzy normalnie jedzą mięso i zupełnie nie zastanawiają się „skąd się bierze”… :)

  • Jak mieszkałam z rodzicami to praktycznie co drugi dzień na obiad był jakiś kurczak czy schabowe. Odkąd mieszkam sama nie kupuję tak często mięsa, bo raz, że nie mam na nie ochoty, a dwa to po prostu nie lubię go przygotowywać. Jakiś rok temu miałam taki okres, że kupowałam już gotowe, pokrojone mięso, które wystarczyło tylko podgrzać i nie dość, że cały czas źle się czułam to jeszcze powrócił mi trądzik, z którym walczyłam wiele lat. Teraz kupuję tylko mięso z indyka, ale też sporadycznie i przygotowuję je sama. Plusy są takie, że lepiej się czuję, trądzik znikł i spadło kilka kilogramów :)

    • No właśnie, część sklepowego mięsa (przede wszystkim kurczak) jest nafaszerowana różnymi świństwami. Od kiedy urodził się Junior staramy się jeść tylko i wyłącznie kurczaka z ekologicznej hodowli. Ewentualnie jeszcze Farmio.
      Szkoda, że tak mało ludzi zdaje sobie z tego sprawę, że to co spożywają tak bardzo wpływa na ich zdrowie i samopoczucie,,,

  • Ula z prostoofinansach

    U nas od kiedy córa zdecydowała się być wegetarianką znacznie zmniejszyło się „zużycie” mięsa. Myślę, że mięso robi się najprościej, każdy wie jak, a gdy trzeba pomyśleć o jakimś daniu wegetariańskim to już robi się kłopot. Wszystkiego się można nauczyć :) Kotlety z kaszy i buraków, czy domowe curry nie są wcale takie straszne :) I zgadzam się, można zaoszczędzić :)

    • Większość osób wie, jak przyrządzić „proste” części mięsa. Ale tu też można pokombinować z mniej znanymi i wymagającymi dłuższej obróbki.

      Jeśli chodzi o dania wegetariańskie czy wegańskie to pokutuje mit, że są nudne, niesmaczne i mdłe :) Na szczęście są takie blogi jak Jadłonomia, ervegan etc które skutecznie ten mit obalają! :)

  • ojej, a ja tak kocham mięso!!!

    • Kaśka, to dobrze :)
      Tym bardziej spróbuj zastosować te wskazówki w kwestii mądrego kupowania mięsa. A zwracasz uwagę na pochodzenie i jakość mięsa? Czy każdy kawałek dobry? Byleby było od zwierzęcia? 😛

      Ja się przyznam, że przed urodzeniem Junior kompletnie nie zwracałam na to uwagi. Po prostu kupowaliśy mięso (często w marketach) i tyle. :)

  • Osobiście mięsa nie jem już od listopada/grudnia z wyjątkiem ryby, ale nie częściej niż 2 raz w tyg. ze względów zdrowotnych. Mąż je zaledwie 2 razy w tyg. a w pozostałe dni je wegańskie obiady, bo ja również nie mogę laktozy czyli mleka, jogurtów, serów, śmietan. I porównując sumy jakie wydawaliśmy na jedzenie przed zmianą żywienia a teraz to oszczędzamy ok. 200 zł w skali miesiąca, pomimo, że kupujemy dużo więcej owoców, warzyw czy mleka roślinne, które są droższe – najtańsze i smaczne bez dodatków cukru itd. kupuję za 7,40 zł, a krowie można już za 3 zł.

    • A zanim zrezygnowałaś z mięsa planowaliście też posiłki, tak jak teraz?

      • Jedynie na 2-3 dni, chyba, że byliśmy na diecie od dietetyka to na całe tygodnie.

  • U mnie wszystko przebiega fazami. Czasami całymi miesiącami nie mam aż takiej ochoty na mięso i jem je np. głównie na obiadu, bo moja druga połowa jest mięsożerna, a potem przez tygodnie mięso jadłabym prawie na każdy posiłek 😉 Staram się jednak sama przetwarzać, mam też szczęście, że mam teścia myśliwego, więc i zamrażalnik zazwyczaj pełen 😉

    • Ja lubię jeść mięso, ale ostatnio nie przepadam za jego przygotowywaniem… :)

  • Osobiście nieźle się przyzwyczaiłam do mięsa w ciąży, naprawdę 😀 Tyle, że jadam częściej wołowinę, indyka, z kurczaka: skrzydełka, pałki (niekoniecznie fileta – hormony), schab, ale za to mniej mięsa mielonego (a jeśli już to świeżo zmielone w sklepie) 😉 Zwracam uwagę na miejsce pochodzenia i akurat tutaj wolę nie oszczędzać :) Mam na szczęście w pobliżu firmowy sklep mięsny. Nie kupuję mięsa pakowanego lecz świeże i unikam produktów garmażeryjnych 😉

    Tyle, że u mnie częściej oznacza teraz własnie takie 3-5 razy w tygodniu :) 2 x rybka i jeden dzień białko innego pochodzenia (np. jajka) :)

    • Ale jesli chodzi i hormony, to chyba są w całym kurczaku, nie tylko w filetach z piersi? :) Mięso mielone – tylko takie zmielone w sklepie na moich (bądź Oszczędnickiego :P) oczach! popieram! :)

  • vinga

    od kwietnia nie jem mięsa, za wyjątkiem ryb, ale docelowo i z tego chcę zrezygnować. na razie trudno mi się ogarnąć w kuchni (przyzwyczajenia!) i portfel też nie zyskał, ale myślę, że jak już przerobię kilka(naście) nowych przepisów i wybiorę smaki, które mi odpowiadają, będzie lepiej.