Oszczędnicka poleca – Za grosze pracować i (nie) przeżyć

Powrót do pracy okazał się dużo bardziej absorbujący, niż myślałam 🙂 Mam nadzieję, że wybaczycie mi czasowy zastój w serii „Oszczędnicka poleca”. Jak już Wam pisałam, niebawem wszystko sobie od nowa poukładamy i mam nadzieję wrócić do wcześniejszej częstotliwości postów.

Skoro ostatnio było tak filozoficznie, a na dodatek wróciłam do pracy, to wybór dzisiejszej książki nasunął się sam. „Za grosze pracować i (nie)przeżyć” autorstwa Barbary Ehrenreich traktuje wprawdzie o rynku amerykańskim, ale myślę, że można znaleźć sporo analogii również do naszego.

[Przypomnę tylko, że w serii „Oszczędnicka poleca” nie przedstawiam Wam klasycznych recenzji książek, a moje subiektywne przemyślenia i fragmenty, które uważam za wyjątkowo ciekawe i inspirujące.]

Książka „Za grosze pracować i (nie)przeżyć” to efekt reportażu uczestniczącego mającego na celu sprawdzenie, jak żyje się w USA wykonując prace „niewymagające kwalifikacji”, czyli te najmniej płatne.

Eksperyment miał trzy podstawowe zasady:
1. poszukując pracy, autorka nie mogła wykorzystywać umiejętności nabytych dzięki wykształceniu etc.,
2. miała przyjąć najlepiej płatne z oferowanych zajęć,
3. miała znaleźć jak najtańsze mieszkanie (ale w miarę bezpieczne).

Dodatkowym udogodnieniem i małym nagięciem sytuacji bazowej było dysponowanie samochodem i wykluczenie bezdomności. W 1997 roku niemal 1/5 wszystkich bezdomnych pracowała w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin.  (Osoby zatrudnione mieszkające w samochodach lub minibusach).

Barbara w każdym z opisywanych miejsc chciała spędzić miesiąc i sprawdzić, czy jest w stanie znaleźć pracę i zarobić dość pieniędzy na opłacenie czynszu za kolejny miesiąc. Chciała też sprawdzić, czy potrafi zbilansować naprawdę niskie zarobki i podstawowe wydatki, czyli to, co ludzie ubodzy robią codziennie.

W trakcie „eksperymentu” autorka pracowała jako kelnerka, sprzątaczka i ekspedientka w Wal-Marcie. Jakie są efekty i przemyślenia dotyczące tego reportażu?

1. Ogłoszenia o pracę nie są wiarygodną miarą faktycznych wakatów […] pracodawcy zabezpieczają się w ten sposób przed nieustanną fluktuacją taniej siły roboczej.

2. Szukanie nisko płatnej pracy jest upokarzające, ponieważ polega na oferowaniu siebie – swojej energii, uśmiechu, prawdziwego czy udawanego doświadczenia życiowego – ludziom, których to po prostu nieszczególnie interesuje.

3. Ludzie ubodzy nie mają żadnych sekretnych możliwości oszczędzania – wręcz przeciwnie, borykają się z mnóstwem dodatkowych kosztów. Skoro nie można zgromadzić pieniędzy na czynsz za dwa miesiące z góry, wymaganych przy wynajęciu mieszkania, płaci się w sumie znacznie więcej, wynajmując pokój na tydzień. Jeden pokój  bez kuchenki – ciężko ugotować np. gulasz na cały tydzień i zamrozić etc.

4. Osoby z klasy średniej często krytykują biednych za ich nawyki żywieniowe. Ale nawet same agencje pomocy utrwalają bardzo niezdrowe żywieniowe zwyczaje. Co zawiera paczka „pomocowa”? Płatki śniadaniowe z cukrem, cukierki, czekolady, lukrowane herbatniki, bułki do hamburgerów, zagęszczony sok, bochenek chleba, marmoladki owocowe, chleb z cynamonem, masło orzechowe…

5. By czynsz można uznać za „przystępny”, powinien stanowić mniej niż 30% przychodów. 59% ubogich wynajmujących mieszkania, czyli 4,4 miliona gospodarstw, wydaje na opłaty ponad 50% dochodów.

6. Biedni zniknęli z szeroko pojętej kultury, z politycznej retoryki i intelektualnych przedsięwzięć, tak samo, jak z codziennej rozrywki.

7. Dobrobyt powoduje kurczenie się w całym kraju liczby mieszkań o przystępnej cenie: „Im silniejsza gospodarka, tym silniejsza presja na wzrost czynszów”.

8.Unikając podwyżek płac i odwlekając je, pracodawcy oczywiście zachowują się w sposób ekonomicznie racjonalny; w ich interesie nie leży większa wygoda i bezpieczeństwo pracowników, ale zachowanie jak najniższego poziomu płac. Dlaczego więc pracownicy nie zachowują się w równie racjonalny sposób i nie domagają się wyższych płac albo nie szukają lepiej płatnych zajęć? Założenie leżące u podstaw prawa popytu i podaży, zastosowane do rynku pracy, mówi, że pracownicy sami dokonują wyborów i jak kulki na pochyłej powierzchni będą grawitować ku lepiej płatnym miejscom pracy. […] Częściowo rzecz w tym, że istoty ludzkie doświadczają nieco większego „tarcia” niż kulki, a im są uboższe, tym zazwyczaj mniej mobilne. Mało zarabiający, niemający samochodów często są zależni od jakiegoś krewnego, który zgadza się ich codziennie przywozić i odwodzić, czasami po drodze do domu opiekunki do dziecka albo przedszkola.

9.Każda dyktatura odbija się niekorzystnie na psychice poddanych. Jeśli jesteśmy traktowani jako osoby niegodne zaufania – potencjalne obiboki, narkomani i złodzieje – to z czasem rzeczywiście możemy zacząć tak o sobie myśleć. Jeśli kierownicy albo mnóstwo bezosobowych przepisów ciągle przypomina nam o niskiej pozycji, jaką zajmujemy w hierarchii społecznej, to w końcu zaczynamy akceptować swój pośledni status.

10. Dlaczego wszyscy się na to godzą, skoro jest tyle miejsc pracy? Zmiana pracy oznacza tydzień, a być może i więcej, bez zapłaty. A wiele osób nie może sobie na to pozwolić.

11. Nie ma pracy niewymagającej kwalifikacji.

 

Książka pozostawia dość gorzki posmak. Powiem szczerze, że odrobinę zmieniła mój światopogląd, choć z drugiej strony dalej uważam, że to od nas zależy, jak wygląda nasze życie. Oczywiście jednym jest nieporównywalnie łatwiej dojść do pewnego poziomu, a inni muszą się sporo napracować…

Czytaliście tę książkę? Co sądzicie o inspirujących myślach, które przytoczyłam? Zgadzacie się z nimi, czy macie zupełnie inne zdanie?

P.S. Z okazji okrągłego 1000 fanów na facebooku ogłosiłam mały konkurs. Jednym z najlepszych sposobów na oszczędzanie jest zwiększanie swoich zarobków (oczywiście bez drastycznego zwiększania kosztów życia!), dlatego dobra marka osobista to podstawa! Jeśli chcecie stać się posiadaczami książki „Efekt Tygrysa” podzielcie się swoimi przemyśleniami! (Na facebooku rzeczy jasna :P)

Projekt książkowy:

1/52 Marta Sapała „Mniej. Intymny portret zakupowy polaków”
2/52 Suze Orman „Kobiety i finanse”
3/52 Gary Keller „Jedna rzecz”
4/52 Marcin Iwuć „Jak zadbać o własne finanse”
5/52 Maciej Samcik „Jak pomnażać oszczędności?”
6/52 William D. Danko, Thomas J. Stanley „Sekrety amerykańskich milionerów”
7/52 Maciej Dutko „Efekt tygrysa – puść swoją osobistą markę w ruch!”
8/52 Cathie Black „Zasady Cathie Black”
9/52 Sheryl Sandberg „Lean in. Włącz się do gry”
10/52 Joanna Malinowska-Parzydło „Jesteś marką”
11/52 John Amstrong „Jak myśleć mniej o pieniądzach”

 

 

Oszczędnicka

  • Nie znam książki, ale po jej „recenzji” nasuwa mi się na myśl wspomnienie książki „Mniej. Intymny portret zakupowy polaków”. Przykre, ale w pl ogrom ludzi wydaje 50% dochodów dwu osobowej rodziny na opłaty związane z mieszkaniem:/ Nie mówiąc już o żywności i innych bieżących potrzebach..

  • Już dawno słyszałem o tej książce i planowałem przeczytać, ale wyleciało mi z głowy. Dzięki Twojemu wpisowi wczoraj chciałem ją kupić, ale nawet w oryginalnej wersji nie jest dostępna w postaci ebooka lub na Kindle, nawet w Amazonie. Papierowych książek nie dotykam od lat. Nie wiem co jest grane…

    Co do książki – to muszę ją przeczytać. Ze względu na osobiste doświadczenia. W ciągu ostatnich 5 lat zmieniły mi się absolutnie wszystkie poglądy – i to o 180 stopni. Szczególnie ekonomiczne.

    W życiu nie sądziłem, że będę kiedykolwiek cytował Marksa, ale nasz świat jest oparty tylko na jednej prawdzie – byt określa świadomość. Ja bym powiedział, że byt kształtuje świadomość.

    • Może w jakiejś bibliotece będzie? Bo rozumiem, że po prostu nie kupujesz papierowych książek. Czy masz „alergię na kurz” 😛

      Ale z innymi postulatami Marksa też się zgadzasz? 🙂

      Mam mieszane uczucia co do takiego poglądu na świat. Ale chyba faktycznie patrzę z perspektywy osoby „uprzywilejowanej”, która ma dobrą pracę, wsparcie w Rodzinie, różne możliwości w razie niepowodzenia…

      • Haha, przeczytałem swój komentarz i aż się załamałem – poglądy o 180 stopni plus cytowanie Marksa – ale to musi wyglądać 😉

        Nie, aż tak radykalnie nie jest. Cytat zostaje, bo się z nim zgadzam. Z komentarza się wycofuję – nie 180 stopni, tylko powiedzmy 30 stopni 🙂

        Miałem bardzo liberalne, wolnościowe poglądy gospodarcze. Teraz nadal takie mam, ale w o wiele bardziej „ludzkiej” wersji. Po prostu dużo przeżyłem w ostatnich latach i poznałem setki różnych ludzi w różnych życiowych sytuacjach…

        • Ruda

          Jasne, że kształtuje 🙂
          Ważne jest też, żeby mieć trochę zrozumienia dla drugiego człowieka. Pod tym względem uważam, że powinna być większa ochrona pracy osób najbiedniejszych, ale nie taka jak jest obecnie (rygory dotyczące zatrudniania i zakazy zwalniania powodują, że nikt nie chce zatrudniać na etat). Myślę raczej o tym, że powinny istnieć zawody, które mogą być wykonywane przez osoby o nie wysokich kompetencjach, np. kasjerka, czy pracownik stacji benzynowej. Dlaczego jestem przeciwna automatycznym kasom w hipermarketach, czy stacjom samoobsługowym, ponieważ Ci ludzie, których najłatwiej zastąpić maszyną mają najtrudniej. Jeśli ktoś jest dobrym specjalistą w swojej dziedzinie to niezależnie od tego, czy pracuje na etacie i stoi za nim Kodeks Pracy, czy pracuje na kontrakcie, to nie będzie miał problemów z pracą i pieniędzmi.
          W kwestii Marksa – Polecam „Intelektualistów” Paula Johnsohna – jest rozdział również o tym Panu.

          • Nigdy nie myślałam o tym w taki sposób…

            Właśnie zamówiłam książkę w bibliotece! Zapowiada się interesująca lektura – dzięki za polecenie 🙂

  • Ruda

    Zgadzam się w 100% z punktem 4 dotyczącym żywienia – chociaż sama nie mam osobistych doświadczeń w tym zakresie to widzę jakie produkty są w koszach dla ubogich – ma być tanio i ma sprawiać wrażenie bogactwa (tzn. dużo cukru). Kiedyś moja siostra powiedziała mi: nie rozumiem, dlaczego wśród produktów spożywczych pierwszej potrzeby dla ubogich wymienia się cukier… Wtedy pomyślałam, że to przejaw jej braku zrozumienia dla tych ludzi, ale teraz patrzę na to inaczej. Dlaczego cukier? A może lepiej byłoby w zestawie dawać również nasiona warzyw i ew. ziemię i doniczkę? Coś na zasadzie wędki zamiast lub obok ryby.

    • Nie sądzę, żeby akurat ziemia i nasiona zdały egzamin, ale myślę, że wiem o co Ci chodzi i całkowicie się z Tobą zgadzam. 🙂 Ale to dotyczy całości podejścia do pomocy potrzebującym. Niestety zbyt często (a właściwie niemal zawsze) daje się im właśnie „rybę”…

      A „problem cukrowy” to plaga naszych czasów niestety 🙁

    • Aurelia

      Bo na cukrze… da się przeżyć. Jasne, że to niezdrowe, ale lepiej zjeść niezdrowo, niż być głodnym 🙁 A kto twierdzi inaczej, to chyba nigdy nie był tak naprawdę głodnym.

      Cukier jest tańszy niż owoce i warzywa, tańszy niż mięso i nabiał. A jest bogaty w kalorie…

      • Ruda

        Niestety tak (może niektóre warzywa są tańsze niż cukier). Dlatego też obecnie otyłość/nadwaga nie jest oznaką wysokiego statusu, jak to była w minionych wiekach, tylko ubóstwa.

      • Nie do końca się z tym zgodzę. Czy cukier jest tańszy od kasz? Warzyw korzennych? Jabłek w sezonie?
        Zdrowe jedzenie wcale nie musi być drogie… inna sprawa, że może być wtedy często nudne…

        A cukier owszem, dodaje energii, ale na krótko…

        Jasne, że lepiej zjeść (nawet niezdrowo) niż być głodnym, ale szkoouł w tym, że wcale nie trzeba jeść niezdrowo 🙂

        • Aurelia

          Wiem, że się da, ale wymaga to trochę myślenia, planowania i wiedzy 😉

          Ale bardziej chodziło mi o punkt widzenia przedsiębiorcy… Smutna rzeczywistość jest taka, że w żurawinie suszonej potrafi być 40% żurawiny i 60% syropu glukuzowo-fruktozowego… W kupnym jogurcie daje się troszeczkę owoców i kupę cukru – bo tak jest taniej. Trudno jest kupić produkty niedosłodzone, nawet w jogurcie naturalnym czasem się zdarza. A komu się chce czytać listę składników? (Mi się chce ;))

          • Dlatego potrzebna nam jest dobra edukacja! 🙂 Mi też się chce czytać etykiety 🙂