Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie. Tydzień 11

11

Ostatnio gdzieś przeczytałam (lub usłyszałam), że z ogarnianiem swoich finansów jest jak z remontem. Na początku jest dużo chaosu. Czasami z każdym dniem coraz więcej, wydaje Ci się, że już zawsze tak będzie. Dopiero po jakimś czasie, wszystko zaczyna się układać w całość. Dostrzegasz, jak poszczególne elementy układanki same wskakują na swoje miejsce. Po pierwszych intensywnych tygodniach pracy zajmiemy się teraz mniej spektakularnymi działaniami. Jak to mówią, kropla drąży skałę, dlatego wiele drobnych zmian i nawyków ostatecznie może diametralnie zmienić Twoje finanse.

Jeśli dopiero dziś trafiłaś na ten cykl, zerknij na poprzednie zadania:

Projekt Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie:
Tydzień 1: Podlicz, ile masz pieniędzy.
Tydzień 2: Finansowe rozmowy.
Tydzień 3: Rachunkowy dzień.
Tydzień 4: Fundusz awaryjny.
Tydzień 5: Budżet domowy.
Tydzień 6: Poduszka bezpieczeństwa.
Tydzień 7: Podwyżka.
Tydzień 8: Podnoszenie kwalifikacji (za darmo).
Tydzień 9: Podnoszenie kwalifikacji językowych (za darmo).
Tydzień 10: Rozlicz PIT

Czy przy zakupach zdarza Ci się kierować tylko marką? W niektórych przypadkach ma to zapewne uzasadnienie. Za daną marką stoi renoma, niezawodność, wyjątkowość etc. Ale czy zawsze? Czy papier toaletowy za 12 złotych jest faktycznie dużo lepszy od tego za 6 złotych? Czy makaron „marki własnej” jest dużo gorszy od tego reklamowanego w mediach? Czy droższe zawsze znaczy lepsze?

Dzisiaj proponuję Ci eksperyment. Prześwietl (z grubsza) jakich marek używasz i czy faktycznie to najlepszy z możliwych wyborów. Zacznijmy od kuchni: czy korzystasz z danych produktów spożywczych, bo najbardziej Ci smakują czy z przyzwyczajenia? Czy próbowałaś kiedyś artykułów odmiennych marek? Jakich sprzętów kuchennych używasz i dlaczego? Następnie zastanów się nad środkami czystości i kosmetykami. W kolejnym kroku przyjrzyj się swoim ubraniom i domowym bibelotom. Na koniec zostawiając artykuły elektroniczne. (Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam, ale nawet jeśli to przecież doskonale wiesz, z czego korzystasz 🙂 Teraz zastanów się „dlaczego”.)

Miałam na początku problem, żeby przekonać się do używania „marketowych” środków czystości. Ale kiedy w końcu Oszczędnicki zarządził próbę, wcale nie czułam różnicy (za to nasz portfel tak!). Oczywiście nie w każdym przypadku musi tak być. Jeśli chodzi np. o płyn do podłogi, to korzystamy z „tego reklamowanego”, ale sprawdziliśmy, że (dla nas) faktycznie jest lepszy od innych.

Zadanie 10: Przyjrzyj się, dlaczego kupujesz produkty danej marki. Spróbuj przekonać się, czy inne (tańsze) nie będą równie dobrym wyborem.

 

Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii. Uważasz, że znana marka zawsze idzie w parze z jakością? Czy używasz jakichś „nieznanych, niereklamowanych” marek? A może próbowałaś, ale nie zdały u Ciebie egzaminu?

 

Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów z serii Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie? – zapisz się na newsletter. Zapraszam Cię też do facebookowej grupy, gdzie znajdziesz motywację i wsparcie 🙂

Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy i może się komuś z Twojego otoczenia przydać, proszę, prześlij go dalej, udostępnij lub po prostu powiedz o nim Twoim znajomym. Szczególnie zależy mi na dotarciu do kobiet, które zazwyczaj nie czytają „finansowych blogów”. Pomóż mi do nich dotrzeć! Dziękuję, że jesteś!

Oszczędnicka

  • Nie zawsze wysoka cena świadczy o jakości. Często płacimy za sztab ludzi, którzy zajmują się reklamą produktu itp.

  • produkty biedronki są często produkowane przez znane marki ale w innym opakowaniu. moja koleżanka kupowała zawsze za połowę ceny czekoladę wedla. co do środków czystości. .. o ile z płynem do naczyń trzeba próbować o tyle mleczko do czyszczenia może być najtańsze. przetestowałam

    • Jeśli chodzi o biedronkowe marki własne, to trzeba też zwrócić na to, że w różnych regionach Polski pod marką własną może kryć się inny producent 🙂 Także świetny produkt w jednym sklepie, niestety może nie być tak dobry w drugim 🙁

  • Osobiście bardzo przekonałam się do produktów spożywczych z Lidla. Nie czuję żadnej różnicy w jakości, a wręcz przeciwnie, niektóre artykuły wydają mi się wręcz lepsze niż w innych marketach, np. bakalie, owoce i warzywa, ser kozi. Od jakiegoś czasu zaopatruję lodówkę w zasadzie tylko tam 🙂

  • Diana z Pieniadzjestkobieta

    Bardzo często jest tak, że dla marek własnych np. marketów produkują inne znane marki. Różnią się opakowaniem, a zawartość pochodzi o tych samych producentów…Ja zaczęłam stosować sodę oczyszczoną do wielu czynności związanych ze sprzątaniem czy praniem. Kosztuje grosze, a daje radę… I nikt jej nie reklamuje nigdzie 🙂

    • Ja też próbowałam, ale jakoś nie mogę się przekonać. Jak myjesz np. wannę sodą oczyszczoną? Bo wg mnie mleczkiem to jednak mleczkiem, a sodą to się muszę naszorować „jak głupia” (albo Oszczędnicki, żeby nie było, że tylko ja sprzątam :P) a efekt nie jest tak zadowalający… 🙁

  • Tak jak piszesz, warto sprawdzać, może nie koniecznie chciałabym zamieniać krem do twarzy na ten z najniższej półki, ale jeżeli chodzi np. o płyn do naczyń to już nawet za 5 zł można dostać ekologiczny z prostym składem nie szkodzącym dłoniom a skutecznie zmywającym:) Takich przykładów na pewno jest więcej i więcej. Ze swojego doświadczenia, a głównie od kilku lat przyglądam się wydatkom kosmetycznym, postanowiłam nie kupować droższych kosmetyków od tych moich sprawdzonych, więc jeśli krem za 99 zł idealnie sprawdza się dla mojej trądzikowej cery nie mam zamiaru nawet próbować tych za 129 zł – bo po co podnosić poprzeczkę do góry? W dół chętnie tą cenę bym obniżyła, ale wiem jak przy takiej problematycznej cerze ciężko. Ale za to można kupić żel do mycia twarzy już za 10 zł zamiast za 99 czy więcej – a nawet takie kosmiczne ceny potrafią windować na kosmetykach…

    • Kosmetyki to świetny przykład efektu Veblena. Bardzo często cena ma się nijak do faktycznej wartości, skuteczności czy składu danego produktu. Tylko jak ktoś kupuje krem za 250 zł to sobie myśli, że przecież taaaaki drogi krem musi działać cuda 🙂

      Mam przykład koleżanki, która miała (tzn. dalej ma) bardzo wrażliwą cerę i zawsze używała mega drogich kosmetyków. Aż zainteresowała się naturalnymi „metodami” i kosmetykami. Okazało się, że kremy z prostym składem (eko i takie tam) tańsze kilka razy, były równie dobre. Ale wiadomo, że nie zawsze to tak działa 🙂

      • Nie zawsze, ale warto szukać też tańszego zamiennika:) Tym bardziej, że mamy coraz więcej polskich nowych marek kosmetyków naturalnych, które pomimo swojej naturalności czy organicznych składów i tak są tańsze od tych reklamowanych znaną twarzą 🙂

        • Reklama przecież kosztuje… i ktoś za nią musi zapłacić. Wiadomo, że będzie to klient 🙂

  • Ruda

    Ok, wchodzę w to… tak się zastanawiam, co kupuję ze względu na markę:
    Środki czystości: na pewno domestos – mogę spróbować go zamienić, folie z Jana Niezbędnego – nie zrezygnuję z nich na pewno, przez lata kupowałam takie zamienniki, które były beznadziejne, tabletki do zmywarki – kupuję tanie, ale najtańsze jakie miałam (Ludwik) były kiepskie. Pozostałe rzeczy – staram się kupować tanio, ale mam też wypróbowane produkty ze średniej półki. Ostatnio zaczynam testować używanie sody i octu.
    Kosmetyki – część kupuję naprawdę tanich i polskich – np. dużo produktów z Zaji czy Białego Jelenia, ale niektóre kosmetyki są drogie, ale są dla mnie najlepsze, bo kupowałam i dużo droższe i dużo tańsze, a te wybrane mają bardzo dobrą proporcję ceny do jakości. Poza tym te droższe staram się zawsze kupować na promocjach (np. podkład i puder).
    Jedzenie: staram się kupować to, co jest zdrowe i jak najmniej przetworzone, raczej kupuję półprodukty niż gotowe dania. Dużą część produktów kupuję bez opakowań (na wagę), więc można powiedzieć, że firma ma dla mnie znaczenie, ale z innych powodów (to nie są produkty reklamowane).
    Akcesoria, sprzęt elektroniczny, komputerowy – jest kupowany tak rzadko, że raczej opieram się na opiniach znajomych niż na markach. I tak wszystkie komputery są składane w Azji, więc co za różnica, czy kupię DELL czy Lenovo, skoro obydwa spełniają moje oczekiwania (głównie używanie edytora tekstu).
    Ubrania- patrzę tylko na skład, kolor i to, czy ubranie pasuje do mnie i do mojej szafy minimalistki. Niemniej jednak nie wierzę, że tanie ubranie może być dobrej jakości. Ostatnio (tak trochę na próbę) kupiłam tanie ubranie w greenpoint, niby wszystko było ok, i po dwóch praniach ręcznych, bez wirowania ubranie się zafarbowało i na szwach powstały dziury. To dla mnie nauczka na kilka lat, żeby nie dać się zwieść takim sieciówkom.

    • Też bardzo lubię Ziaję 🙂 Do sody (jak już pisałam) nie mogę się przekonać.

      To też nie chodzi o to, żeby zawsze kupić najtaniej. Ważny jest stosunek jakości do ceny. Jeśli droższy produkt jest znacznie lepszy to rozsądnie jest wydać na niego pieniądze. Chodziło mi tylko o takie marki-wydmuszki. Gdzie płaci się tylko i wyłącznie za logo.

      Daj znać jak „wrażenia” po zamianie domestosa 😛

      • Ruda

        Dla mnie najtrudniejsze jest przyzwyczajenie do braku zapachu „świeżości” w łazience. To tak oczywiste, że powierzchnia czysta ma pachnieć chemią, więc jestem trochę jak ten pies Pawłowa w tej kwestii.
        Co do Ziaji – w Rossmanie mleczko (w moim przypadku ogórkowe) jest ok. 1 zł tańsze niż w sklepie firmowym Ziaji, co mnie trochę zdziwiło.
        W kwestii marek wydmuszek – znalazłam ostatnio stronę czytamyetykiety.pl – ciekawa analiza składu produktów spożywczych (polecam sprawdzić na przykład „ser hochland plastry sera z – pomidorami i ziołami Na gorąco!”). Warto zachować odrobinę rezerwy do tego, co jest napisane – jak zwykle – ale można znaleźć coś ciekawego.

        • „Zapach świeżości” to świetny zabieg marketingowy, który ciężko „przeskoczyć”. Chyba większość produktów Ziaji w Rossmannie jest tańszych, niż w ich firmowych sklepach. Krem dla kobiet w ciąży był tańszy 4 zł! I to bez żadnej promocji.

          Jeśli chodzi o prześwietlanie składów to polecam też czytajsklad.com – dziewczyny robią genialną robotę 🙂

    • Monika

      Domestosa polecam zamienić na Agenta z Biedronki – praktycznie ten sam produkt, a tańszy. A zamiast tabletek do zmywarki wypróbowałam proszek Domol z Rossmanna i jestem zachwycona. Jest tani (19 zł), dla naszej 4-osobowej rodziny wystarcza na 4 miesiące, nie zdziera naczyń do cna tylko myje do czysta i nie pozostawia zapachu (i posmaku, jak niektóre tabletki) sztucznej cytryny, który doprowadzał mnie do szału.

      • Dzięki Monika! Polecę Twój sposób na tabletki Rodzicom (my nie mamy zmywarki :)). My też korzystamy z Agenta (tylko nigdy nie pamiętam jak się ten specyfik nazywa :P)

  • Miałam tak jeśli chodzi o środki czystości. Ale teraz podchodzę do tematu nieszablonowo, choć nie zawsze typowo oszczędnie. Z jednej strony korzystam (bardziej lub mniej) z naturalnych środków czystości, typu ocet, soda oczyszczona itp., z drugiej kupuję gotowe eko-środki, które są jednak droższe, ale zdrowsze i wygodniejsze w użyciu. I jak tu żyć? 🙂

    • To jest zupełnie inna para kaloszy. Jeśli to jest dla Ciebie ważne, to wydajesz na to pieniądze (ale nie na marki-wydmuszki, tylko faktycznie płacisz za produkty, które u Ciebie się sprawdzają) 🙂
      O to chodzi w mądrym oszczędzaniu, żeby szukać możliwości cięć w obszarach, które są dla nas nieistotne (lub mniej istotne), a wydawać (świadomie) pieniądze na to, co dla nas ważne 🙂

  • Jedyne, co kupuje patrząc na firmę to maszynki do golenia (Po innych mam podrażnioną skórę).
    Warto tutaj wspomnieć, że można kupować zamienniki leków. Np Gasec który muszę brać kosztuje 20 zł a jego tańszy odpowiednik o tym samym składzie – 6 zł.

    Pozdrawiam 😉

    • Dokładnie! Zawsze warto dopytać w aptece 🙂

  • Uwielbiam tanie jogurty z biedronki, te ‚podrabiane’ Fantazje. WG mnie o wiele lepsze niz original. 🙂

    • Hehe, tak jak Oszczędnicki 🙂
      Tylko niestety skład tych jogurtów nie jest najlepszy (tzn nie tych biedronkowych, tylko ogólnie owocowych, fantazji i różnych takich). A lubisz też jogurt naturalny z owocami? (to dużo zdrowsza opcja :P)

    • Moja żona kupuje osobno kupuje muesli i inne dodatki które lubi i miesza to z jogurtem naturalnym. Sumarycznie wychodzi taniej i tak jak pisała Oszczednicka jest dużo zdrowsze. Jedynym minusem jest to ,że teraz mnie pasie tymi trocinami (bo nakupiła dodatkowo różnych zbóż 🙂 )Zona jest praktykującym dietetykiem i jak przeczytała skład tych jogurtów to złapała się za głowę. Nie polecamy.

    • Aurelia

      A jeśli nie chcesz jeść z trocinami 😉 to polecam do jogurtu naturalnego dodać łyżkę domowego dżemu… Smakuje jak fantazja 🙂

  • Tak jak patrzę na swoje wybory to jestem bardzo nielojalnym klientem. Nie mogę sobie przypomnieć żadnego produktu, który bym kupował patrząc na markę. Zawsze patrzę na składy produktów,a przy większych zakupach na opinie.

    • Dobrze być lojalnym klientem, jeśli dana marka faktycznie oferuje jakąś wartość, a nie tylko logo 🙂 Też zawsze patrzę na skład! 🙂

  • Próbuję ale zanim kupię nowy produkt prześwietlam jego skład, jeśli mnie zadowala kupuję, próbuję i jeśli spełnia też moje wymagania pozostaje na mojej liście produktów. Tam gdzie się da kupuję zamienniki, są tańsze ale są też rzeczy którym jestem wierna. Mam tu na myśli nie produkty ale miejsce zakupu – mięso i wędliny kupuję w zaprzyjaźnionym sklepie, choć nie należy on do najtańszych w moim mieście ale wiem że zawsze dostanę tam świeże produkty 🙂
    Pozdrawiam wszystkich oszczędnych 🙂