Ile kosztuje pierwszy rok życia dziecka?

 

pierwszy rok zycia dzieckaZgodnie z obietnicą dziś podsumowanie juniorowych wydatków, czyli odpowiedź na pytanie ile kosztuje pierwszy rok życia dziecka. Do zestawienia wzięłam pod uwagę tylko te wydatki, które pojawiły się już po przyjściu Juniora na świat. W sierpniu dzieliłam się z Wami wydatkami półrocznymi oraz tymi poniesionymi przed jego narodzinami. Wtedy średnia miesięczna wyniosła 495 zł. Okazało się jednak, że im Junior był starszy, tym mniej pieniędzy wydawaliśmy. Po roku średnia miesięczna wyniosła niecałe 300 zł! 🙂 W ciągu ostatnich 12 miesięcy Junior wydał 3500 zł (dokładnie  3498,12), czyli niewiele ponad nasz miesięczny budżet 🙂

Oczywiście nasza sytuacja jest dość komfortowa, bo wiele rzeczy dostaliśmy w dzierżawę od znajomych. Pierwsze ubranka kupiliśmy, jak Junior skończył pół roku. Nie kupowaliśmy też żadnych gadżetów (mat edukacyjnych, bujaczków etc.), wózek dostaliśmy od Rodziców. Ale… gdybyśmy nie mieli tylu znajomych z dziećmi, na pewno kupowalibyśmy rzeczy z drugiej ręki, korzystając z olx i facebookowych grup sprzedażowych. Tak kupiliśmy łóżeczko (100 zł razem z NOWYM materacem), a kilka dni temu worek ubranek (w bardzo dobrym stanie) za 25 zł. Oczywiście szukalibyśmy też promocji (teraz jest to łatwiejsze dzięki grupie dziecko bez kosztów :P).

 

pieluchy

661,81

chusteczki

179,01

płatki

15,56

kosmetyki

199,93

proszek

93,45

1149,76

Podsumowując wydatki pieluchowe, wyszło niewiele ponad 55 zł miesięcznie. Na początku korzystaliśmy z Pampers Premium Care, dopiero jak Junior zaczął używać rozmiaru nr 3 przerzuciliśmy się na Dady. Jak Wam pisałam, dostaliśmy sporo pieluszek w prezencie, jednak mimo to zdziwiła mnie ta niska kwota. Jeśli miałabym szacować, to powiedziałabym, że pieluszki kosztowały nas ok 100 zł miesięcznie, a tu proszę taka niespodzianka 🙂
Na „mokre chusteczki” wydawaliśmy ok 15 zł miesięcznie. Uważam, że to wcale nie jest wysoka kwota, a i komfort (mój i Oszczędnickiego) nieporównywalnie większy. Być może Junior byłby bardziej zadowolony z wacików nasączanych wodą, lub flanelowych szmatek, ale Rodzice też są ważni 😛 Jak widać mieliśmy epizod z płatkami kosmetycznymi, ale zupełnie się w naszym przypadku nie sprawdziły.
Kosmetyki to przede wszystkim krem bepanthen (stanowi ponad połowę ww. kwoty) kremy i płyny do kąpieli. Na początku Junior miał małe problemy skórne, ale używaliśmy tzw. krochmalu (kąpiele w mące ziemniaczanej) i obyło się bez korzystania z emolientów.

słoiczki & mm

90,1

akcesoria butelkowe

149,03

krzesełko

49

288,13

Za radą położnych kupiliśmy puszkę mleka modyfikowanego, która na szczęście nie była specjalnie potrzebna, bo Junior wiedział co dobre 🙂 Póki mam darmowe mleko (a nie zapowiada się, żeby zniknęło :P) będziemy z niego korzystać, aż Młodzieniec będzie mógł pić krowie mleko. Słoiczki kupowaliśmy sporadycznie, szczególnie przy okazji wyjazdów. Akcesoria butelkowe to również smoczki… kupiliśmy chyba wszystkie dostępne na rynku, jednak nasz syn nie był zupełnie nimi zainteresowany. Krzesełko z IKEA – najlepsze na świecie!

leki & witaminy

232,04

szczepienia

405

wizyty lekarskie

260

rehabilitacja

340

1237,04

Zdecydowaliśmy się na szczepienia 5w1, byliśmy też prywatnie u ortopedy i neurologa. Jeśli była możliwość (sensownych) wizyt na nfz, również z nich korzystaliśmy (tak Junior był dwa razy u laryngologa). Martwiliśmy się też o zwiększone napięcie mięśniowe naszego Malucha, dlatego nie obyło się bez kilku wizyt u rehabilitantki. Na szczęście nie było to nic poważnego i w większości ćwiczyliśmy w domu. Kategoria leki i witaminy to przede wszystkim witamina K i D. Kupiliśmy też dwa razy ibufen, maść na ząbkowanie oraz kropelki z dobrą florą bakteryjną (czy jak to się tam nazywa :P).

pieluchy do pływania

29,24

basen

90

zabawki

107,06

wyposażenie domowe

105,91

ubrania

258,87

inne

232,11

823,19

Byliśmy dwa razy na specjalnych basenowych zajęciach dla maluchów, które do najtańszych nie należą (45 zł za zajęcia). Później chodziliśmy na basen (ale już nie na zajęcia) korzystając z multisporta, a Junior wchodził za darmo. Połowa kwoty zabawkowej to książeczki.

 

Jak widzicie, dziecko wcale nie musi kosztować fortuny 🙂 Podliczając wszystkie wydatki (poniesione również przed jego urodzeniem), wydaliśmy łącznie niewiele ponad 3850 zł! Jeśliby doliczyć moje badania i wizyty ginekologiczne podczas ciąży, to kwota przekroczyłaby 4000 zł.

A jak to wygląda(ło) u Was? Daliście się złapać marketingowej machinie w sieci? Czy nie zauważyliście specjalnych zmian w Waszych domowych budżetach?

Oszczędnicka

  • Musze chyba też nieco podliczyc naszego synka… u nas tez na pewno nie będzie zbyt dużo 😉
    u nas zajęcia na basenie kosztują 25 zl, a miesięczny karnet wychodzi 20zl za zajęcia. tez przez jakiś czas chodziliśmy. ..

    • No nieźle, spora różnica… Na szczęście mam tego multisporta, bo basen fajna sprawa! 🙂

  • U nas pierwszy rok na szczęście wyszedł bardzo tanio, pogorszyło się później: o publicznym przedszkolu w mojej okolicy mogłam zapomnieć…

    • W mojej okolicy w ogóle nie ma publicznego przedszkola! jedno prywatne i to też dość daleko….

    • Niestety… w dużych miastach jest z tym duży problem. U nas na szczęście i żłobki i przedszkola są w miarę osiągalne. Jak się cżłowiek ustawi w kolejce pierwszego dnia przyjęć to raczej szanse na miejsce są duże.

      Myślę, że koszty wraz z wiekiem rosną (szczególnie z uwagi na opiekę). Jestem ciekawa, jak będzie u nas wyglądał drugi rok życia kawalera 🙂

      • Drugi rok też był spoko 🙂 Teraz ma 3,5 roku. Największy wydatek to jednak przedszkole, ale jest naprawdę genialne – więc mam poczucie, że to dobra inwestycja, a nie zbędny wydatek.

        • To też inna perspektywa, mieć świadomość, że się te pieniądze dobrze wydaje 🙂

  • Oliwka

    A wydawałoby się, że wiąże się z dzieckiem tak wiele wydatków a jednak można nie dać się tej lawinie zakupów 🙂

    • Producenci zabawek i różnorakich gadżetów chcą, żeby rodzice tak myśleli. I w dużej mierze im sie to udaje 🙁

  • Nie liczyłam co prawda wtedy ile wydawaliśmy na dzieci, ale mam wrażenie, że największym wydatkiem były .. pieluszki. Wiele rzeczy dostaliśmy, dzieci do zabawy używały przede wszystkim garnków, kopert i innych domowych rzeczy. Dopiero teraz, gdy są starsze zaczynam odczuwać nieco bardziej wydatki. A jeszcze bardziej to odczuję, gdy pójdą do przedszkola..

    • A na co (jeśli mogę spytać) te wydatki, które najbardziej odczuwasz?

      • Teraz to już ubrania. I gdy trzeba było kupić rzeczy do szkoły dla syna(jesteśmy jeszcze w Anglii, syn chodzi od kilku miesięcy do zerówki). Czyli znowu ubrania☺ Ale to też nie są jakieś kolosalne kwoty. Tyle, że muszę już kupować już oddzielnie dla córki i syna. Wcześniej ona dziedziczyła po nim ☺Ale choć młodsza, to jest prawie tak duża jak on. No i chętnie też nosi sukienki☺ Więc dlatego piszę o odczuwanie wydatków. Wcześniej na pewno tyle ubrań nie kupowałam. Natomiast wiem, że po powrocie do Polski będzie mnie wiele kosztowało samo przedszkole.

        • To prawie jak bliźniaki 🙂 No tak sukienek „nie przeskoczysz” 😛
          Wtedy to dopiero trzeba kombinować i szukać promocji 🙂
          Zachęcam do dołączenia do grupy, jeśli jeszcze Cię tam nie ma rzecz jasna 😛 (https://www.facebook.com/groups/191440807879247/)

          Jeśli chodzi o przedszkole, to może uda się dostać do państwowego? Czasem zwalniają się też miejsca w ciągu roku.

  • Warto by zainteresować się tzw. wielorazowymi pieluchami. Koszty z Twojej tabelki to głównie „pampersy”. Ja osobiście nigdy nie założę czegoś tak toksycznego i tak zaśmiecającego środowisko własnemu dziecku na pupę, ale rozumiem mamy, które mówią, że inaczej nie da rady bo nie ogarniałyby prania (praca, etc, choć to kolejny temat – czy należy mieć dziecko jak się nie ma dla niego czasu? :-). Pierwsze co mi Google podsunął: bobolider. pl (nie chcę robić reklamy – chcę tylko wskazać, że tańsze i lepsze rozwiązania istnieją i może warto z nich skorzystać.

    • To nie na moje nerwy – serio 🙂 Wiem, wiem, że „pampersy” to samo zło. Wolę nie myśleć o ich wpływie na naszą Planetę (i to jak długo się rozkładają etc.)…

      Jesteś bardzo radykalna 🙂 Ciekawe czy Ci się zmieni, jak się Młody Obywatle pojawi na świecie 🙂 Przez pierwsze dwa miesiące Junior zużywał ok 20 pieluszek na dobę, poza tym nonstop się darł (przepuklina i zwiększone napięcie mięśniowe) tzn. albo spał albo jadł albo się darł… i ciągle go nosiliśmy na rękach (jak nie spał/jadł). Więc nie wyobrażam sobie, żeby jeszcze znalźć czas na przepieranie pieluszek. Poza tym użytkowanie pieluch wielorazowych wcale nie jest proste (będąc w ciąży byłam nakręcona na ekopieluszki i dużo się naczytałam 🙂 ani tanie 🙂

      hehehe gdybyś zobaczyła, ile kosztują emolienty (których wg mnie zupełnie bez sensu używa bardzo wielu rodziców) to dopiero byś się za głowę złapała. Przy jednorazówkach jednak musi być jakiś krem do pupy. Bepanthen do najtańszych nie należy, ale ma bardzo dobry skład. Próbowałam oleju kokosowego i olejku migdałowego, ale jakoś się nie polubiliśmy. No i krem przeciwsłoneczny dla takiego maluszka kosztuje ok 40 zł 🙂

  • Marcin

    Pozwolę sobie skopiować mój komentarz do Twojego gościnnego występu na blogu Marcina Iwucia, bo w sumie jest na temat, a szczegółowego raportu raczej nie będę miał ochoty robić 😉

    Nasz mały (pierwsze dziecko) był karmiony piersią, później kupowaliśmy
    obiadki lub gotowaliśmy sami. Dużo ubranek dostaliśmy, zabawek też dużo
    nie kupowaliśmy, największym kosztem było kupno wózka, fotelika
    samochodowego, łóżeczka turystycznego, fotelika do karmienia, chusteczek
    nawilżanych, pieluch oraz dodatkowe szczepienia. Ogólnie wydaliśmy w pierwszym roku na dziecko około 10500 zł (średnio 875 zł miesięcznie).

    • Na moje standardy to dość sporo, ale z drugiej strony sam wózek kosztuje min. 1000 zł (chyba, że z drugiej ręki), fotelik samochodowy musi być nowy, tu pewnie ok 500 zł… i tak się zbiera 🙂
      Fotelik ikeowski polecam wszystkim! Nawet nie patrząc na jego cenę. Świetnie się myje i jest mega poręczny 🙂

      • Marcin

        Jak tylko znajdę chwilę przygotuję zestawienie porównawcze 🙂 Musisz uwierzyć, że wcale nie szarżowaliśmy, ale prawie wszystko tak naprawdę musieliśmy kupić…

        • Jasne,
          napisałam, że sporo, bo my nie szczepiliśmy (oprócz 5w1) dodatkowo, wózek (gdybyśmy sami kupowali) kupilibyśmy używany, tak samo jak inne akcesoria. Dziewczyny sprzedają na grupach facebookowych rzeczy za przysłowiową czekoladę. Bo wiadomo, że większość rodziców woli kupić nowe rzeczy, tym bardziej jeśli to pierwszy potomek.
          Ale przecież, jeśli ktoś chce kupić nowe rzeczy i ma na to pieniądze, to czemu nie? Gorzej, jeśli kupuje wszystko nowe i „najlepsze” dla dziecka i płacze, że to kosztuje fortunę i będzie jeść „chleb z pasztetem” 🙂

          Poza tym to przecież nie jest konkurs, kto mniej wydał na dziecko 🙂 Jeden potrzebuje wózka za 3000 zł, a innemu wystarczy taki za 1200 zł 🙂 Ale warto uzmysławiać rodzicom, że dziecko może kosztować (jeśli tak będą chcieli), ale nie musi 🙂

  • Jeszcze nie myślę o dzieciach, ale na pewno zapiszę sobie gdzieś ten artykuł, bo będzie bardzo pomocny 🙂 Też mi się wydaję że tak naprawdę dziecko nie kosztuje nie wiadomo ile, oczywiście o ile nie jest jakoś poważnie chore, raczej to rodzice (niepotrzebnie) wydają pieniądze na różne gadżety i bajeranckie ciuchy ^^

    • Super! Będziesz w przyszłości świadomym rodzicem 🙂

  • Ja trochę żałuję, że gdzieś w międzyczasie przestałam prowadzić dzieciowe zestawienie kosztów, bo lubię takie życiowe statystyki 😉 Też praktycznie nie kupowaliśmy ubranek, nie mówiąc o zabawkach (Maja ma je wszystkie w nosie). Do 13 miesiąca karmilismy się naturalnie i pieluchowalismy wielorazowo, więc naprawdę ponieśliśmy minimalne wydatki na dziecko. Teraz gdy córka skończyła półtora roku wydajemy trochę więcej, bo dobre buty kosztują, a dziecko pożera książki, ale też nie są to jakieś cuda. Mam nadzieję, że nadal tak będzie 😉

    • Chodzi mi teraz po głowie przejście na wielorazówki, podobno wtedy łatwiej odpieluchować… (i podobno jest sens przechodzić tak późno[?!] :P)
      Nooo na karmieniu piersią to się grube tysiące oszczędza 🙂

      Właśnie o to chodzi, żeby wydawać na rzeczy ważne (jak np. buty), a nie płakać, że dziecko „kosztuje fortunę” wyciagając porftel, żeby kupić kolejną zabawkę czy dizajnerskie ubranka 🙂

  • Gratuluje pięknego wyniku. Na Twoim przykładzie widać, że utrzymanie dziecka wcale nie musi kosztować zbyt wiele pieniędzy.

    Z moich doświadczeń (o czym zresztą podobnie piszesz), to uświadomić rodzinę i przyjaciół jakie są rzeczywiste potrzeby nas i naszego dziecka. Że czasami zamiast kolejnej zabawki czy grzechotki, warto kupić pieluchy albo ubrania.

    • Na razie to wyniki z pierwszego roku, zobaczymy jak będzie dalej 😛

      Co do uświadamiania rodziny. To wiem, że niektórzy mają opory, żeby powiedzieć, że czegoś potrzebują. Z mojego doświadczenia wynika, że zupełnie niepotrzebnie 🙂 Bo nikt się przecież „nie obrazi”, że się zaproponuje jakiś prezent. Ale warto o tym pisać/mówić, żeby ludzie się do tego przekonali 🙂

  • Wow, niezły arkusz kalkulacyjny 🙂 To już teraz przynajmniej wiem, ile wydałam na moje dziecko w pierwszym roku. Muszę to synowi pokazać, jak już będzie starszy. Kurde, te pieluchy naprawdę drogo wychodzą. Jeżeli chodzi o ciuchy to strasznie się cieszyłam, że dużo ich dostałam. Jak tak teraz na to patrzę to się mocno zastanawiam, czy stać nas na drugie.

    • Hmmm podobno do pewnego momentu, im starsze dziecko, tym wydatki większe…

      55 zł miesięcznie na pieluchy to jest dużo? Według mnie baaaardzo mało. Gdyby nie pieluchowe prezenty… ta kwota byłaby znacznie wyższa.

  • To i ja się wypowiem:-) Nasza panienka skończyła niedawno 13mcy. Też jesteśmy oszczędnymi i racjonalnymi rodzicami. Karmiłam piersią 10mcy a w międzyczasie i później dokarmiałam mm-polecam mleko Babydream z Rossmana, regularnie kosztuje około 17zł, w promocji 14zł za 500g. Skład porównywałam z innymi a nasza córka to już trzecie dziecko wśród naszych znajomych karmione tym mlekiem. Płyn do kąpieli również Babydream jedna butla starczyła nam prawie na rok! Co do wielorazówek ja bym nie dała rady. Może teraz bo mam dwa otulacze i przymierzam się do zakładania ich bo chciałabym próbowac już ją odpieluchowywać. Na nocnik już wysadzamy. Wydatków na ubrania nie odczuwamy bo sporo ma z sh i uszytych przeze mnie. Krzesełko z ikea też polecam jest świetne! Wanienka też. Szczepiłam zwykłymi szczepionkami ale myślę o pneumokokach jak będzie szła do żłobka. Wózek mamy używany a w czerwcu odkupują go od nas znajomi 🙂 U córki też była przepuklina ale trzeba było zoperować jak miała 8 tygodni bo nie dało się odprowadzić uwięźniętego jajnika. Z pozostałych zakupów łóżeczko z materacem było nowe a pościel i kocyki szyłam sama. Poza tym ja nie mam oporów przed mówieniem rodzinie co bym chciała dla dziecka więc zarówno na chrzest, święta czy roczek dostała fajne i praktyczne prezenty a rodzina zadowolona 🙂 Pozdrawiamy!

    • Też jestem fanką Babydream! 🙂 U nas jednak jeden płyn nie wystarczył na cały rok, musieliśmy kupić drugą butelkę 😛 Widzę, że myślimy o podobnym sposobie na odpieluchowanie… nie wiem tylko czy starczy mi cierpliwości do tych wielorazówek…. Ale jestem prawie zdecydowana!

      O rety! Operacja takiego maluszka 🙁 Dobrze, że już wszystko ok! Przesyłam oszczędne całusy dla córci :* pozdrawiam serdecznie! 🙂

  • Ewa

    W pierwszych trzech latach życia moje dzieci praktycznie nie generowały kosztów. Schody zaczęły się kiedy poszli do przedszkola, a potem do szkoły. Samo przedszkole kosztowało nas ponad 1000 zł miesięcznie (i był to koszt w placówce państwowej, jeszcze przed reformą i zmniejszeniem opłat). Do tego doszły koszty cotygodniowych zajęć typu teatrzyki, wyjścia do kina, warsztaty, płatna rytmika, angielski, szachy itd.
    Teraz w szkole jest trochę lepiej, bo obydwoje dostali darmowe podręczniki, ale sama wyprawka to koszt 200-300 zł na jedno dziecko (mundurek, plecaki, piórniki, kredki, bloki itd.). Co miesiąc są jakieś wycieczki lub wyjścia do kina czy teatru. Zielone szkoły, składki klasowe i zajęcia dodatkowe to kilka tysięcy rocznie za tylko jedno dziecko (sama piłka nożna kosztuje w naszej szkole 130 zł/m-c, angielski 160 zł/m-c). Do tego dochodzą ubrania, które dzieci szkolne niszczą koszmarnie (np. spodnie potrafią się przedrzeć na kolanach w niewyjaśnionych okolicznościach, po miesiącu użytkowania ;)).
    Do tego syn, który ma już ponad 10 lat, je więcej ode mnie i męża razem wziętych.
    W tej chwili moje dzieci generują koszty dużo większe niż ja sama 😉
    Starsze dzieci niestety kosztują dużo więcej niż niemowlaki, ale nie zmienia to faktu, że nie zamieniłabym ich na żadne pieniądze :D.

    • OMG! 1000 zł na państwowe przedszkole?! To jakiś obłęd! Zdaję sobie z tego sprawę, że opieka malucha przez jakiś czas będzie sporo kosztować… chociaż myślę, że uda nam się dostać do państwowego przedszkola (nie wiem czy zdecydujemy się na żłobek).

      Jasne, że im starsze dziecko, tym ma większe potrzeby i koszty rosną – czy to na ubrania, czy na jedzenie 😛 Ale spotkałam wielu rodziców, którzy już w pierwszym roku dziecka wydali kilkanaście tysięcy… według mnie zupełnie bez sensu 🙂

      Nie chcę nikogo przekonywać, że dziecko „nic nie kosztuje” chodziło mi tylko, żeby pokazać, że warto racjonalnie przyglądać się tym wydatkom i przeznaczać pieniądze na rzeczy, które są naprawdę ważne 🙂

  • Nie popiszę się w tym temacie. Już prawie 3000 zł, a Mała przyjdzie na świat dopiero w czerwcu. Największy koszt stanowiło łóżeczko i wózek. Teraz mamy nadzieję, że pójdzie już z górki 🙂 Też zamierzamy szukać okazji, a niekoniecznie kupować z pierwszej ręki. Zobaczymy 🙂
    Twoje zestawienie jest bardzo pocieszające 🙂 Szczerze mówiąc myślałam, że wydatki na dziecko wychodzą dużo wyższe. Niedługo będę mogła przekonać się na własnej skórze 😉 Nie sądzę, żeby udało mi się osiągnąć wynik porównywalny do Twojego, ale spróbuję 😛 Na pewno wyjdę na tym lepiej niż nie planując 😉

    • To też nie chodzi o to, żeby jak najmniej wydać 🙂 Chodzi o to, żeby robić to świadomie. Jeśli uważasz, że absolutnie musisz mieć np. wózek za 2000 zł, czy jakiś gadżet (np. szumisia) i masz na to pieniądze, to spoko 🙂
      Warto planować i warto wiedzieć dlaczego dane rzeczy kupujemy 🙂

  • Marta Ostrowska-Bies

    Świetne zestawienie!
    Zrobiłam finansowy rachunek sumienia i wyszło mi, że oszczędni wobec dziecka nie jesteśmy, ale często bywam ☺ na swoje usprawiedliwienie dodam, że to nasz długo wyczekiwany pierworodny ☺
    Pieluchy tylko pampers premium care, bo po innych wysypka, ale polują na okazję da się kupić je nie rujnuje portfela.
    Do tyłka waciki, a bepanthen na zmianę z babydream, bo też ma pantenol. Na oparzenia pomógł kochał i maść nagietka za 3 zł. Do generałów linomag, żeby genitaliow nie przegrać ☺
    Ubranek dostaliśmy trochę w dzierżawę, ale sporo musiałam kupić, bo młodzieniec ulewa i albo mogłam wydać na ubrania albo na pranie dwa razy dziennie. Jestem estetką i lubię, jak dzieć wygląda ładnie, więc kupiłam nowe, ale wszystko z wyprzedaży, więc czasem wyszło w cenie używanych.
    Miałam nie kupować nic z edukacyjny w nazwie, ale złamała się i mamy używana mate w dobrej cenie i pałąk z Ikei.
    Z kaprysów mam kosz Mojżesza, ale używany i tani ☺, poduszkę do karmienia poproszoną jako prezent gwiazdkowy i droga torbę do wózka, bo wózek był używany tani ☺
    Dużo wydaliśmy na lekarza i rehabilitację, bo były problemy, a tata dziecia przewrazliwiony 😉
    Na sumieniu mam też kilka niewinnych nietrafione zakupów typu rożek, ale kupiłam je jeszcze w czasie ciąży, więc jestem usprawiedliwiony 😉
    Więcej grzechów finansowych nie pamiętam, przy kolejnym potomka się poprawię ☺

    • Hehehe 🙂 przy kolejnym potomku dużo rzeczy nie będzie trzeba już kupować.
      U nas na szczęście rehabilitacja tylko sporadycznie, ale Oszczędnicki równie przewrażliwiony 😛

      Witaj w klubie ulewających maluchów… u nas przez pierwsze kilka miesięcy zmienialiśmy stroje Juniora kilka (a czasami niemal kilkanaście) razy dziennie!

      Sprawdzę krem babydream (my do tej pory używaliśmy bepanthena), bo podejrzewam, że cenowo atrakcyjny 🙂

  • Moja wyprawka jest minimalistyczna, chociaż kwota może być spora, bo to 1031 zł (na chwilę przed porodem :D), ale zawiera kilkanaście pieluch wielorazowych i wózek używany oraz materac do łóżeczka i jeszcze kilka drobiazgów. Błogosławię znajomych, którzy podrzucili nam sporo przydatnych rzeczy!

    • Z pieluchami wielorazowymi to zupełnie inna sprawa. Wiadomo, że to duży początkowy wydatek, ale potem nie będzie takich pieluchowych kosztów 🙂

  • Bardzo dobry post. Też nie uważam, że „dziecko musi drogo kosztować” i że moje musi mieć wszystko super drogie i nowiutkie. Nasze obie wyprawki (dzieci dzieli 11 lat różnicy) były minimalistyczne i ograniczały sie jedynie do totalnie niezbędnych rzeczy. Sporo ubranek na początku kupowałam na kiermaszach dla dzieci (są bardzo popularne w Niemczech, gdzie mieszkam). Kupiłam używane, ale za to bardzo dobre nosidło itp. Jedynie wózek był nowy, bo chciałam, żeby był bardzo lekki w trosce o mój kręgosłup 🙂 Do tej pory (a dzieci maja 14 i 3.5) staram się minimalizować koszty dotyczące ich, a zwłaszcza też ich zachcianek 🙂 Nie oszczędzam natomiast nigdy na dobrej jakości jedzeniu i na kosztach dotyczących ich rozwoju, ich hobby i edukacji.

    • I właśnie o to chodzi w racjonalnym zarządzaniu budżetem domowym – żeby wydawać pieniądze świadomie, na to co jest dla nas ważne (a nie na to co inni nam wmówili) 🙂

      • Mam takie wrażenie, że kiedy dziecko jest małe to wydatki są dosyć proste do ogarnięcia i minimalizowania, jeśli mamy choć trochę świadomość budżetowania. Najlepsze przychodzi później, kiedy dziecko nie zawsze ma ochotę ubrać, co mu się kupi! Przerobiłam już taki problem jakiś czas temu (póki co mam wrażenie, że wyszłam z wygraną), a mianowicie: ubrania markowe. Jakoś tak trafiamy, że i w podstawówce i teraz w gimnazjum, są dzieci z dosyć majętnych rodzin, więc siłą rzeczy porównywanie i rzeczy i ubrań następuje i jest ważne dla nastolatków. I jak wytłumaczyć dziecku, że t-shirt za 50 euro wcale nie musi być lepszy? I że wartość ma logo głównie? I że ciuchy z sieciówki nie są beee? 🙂 Nasza w tym rola (jeśli oczywiście mamy takie zdanie) dać dziecku takie poczucie własnej wartości i taką świadomość pieniądza i rynku, żeby oceniało innych, a siebie nie dowartościowywało poprzez MIEĆ. Nie pochodzę z majętnej rodziny i umiem oszczędzać, ale nawet jeśli mnie teraz stać na wiele, to uważam, że kupowanie dzieciom (inną sprawą jest kwestia naszych ubrań do pracy, które ponosimy latami, sprzętów itp) ubrań przesadnie drogich nie ma dużego sensu. Dużo mogłabym pisać na ten temat 🙂 Może dlatego stać mnie na inwestowanie 🙂 Temat na post, co?:)

        • O tak! Takie atrakcje jeszcze przede mną 🙂

          Zastanawiałam się nad tym ostatnio, czy wychowaniem da się tak ukształtować młodego człowieka, żeby nie zwracał przesadnie uwagi na takie rzeczy. Czy presja rówieśnicza jest tak silna? Ja ze swoich nastoletnich lat zupełnie nie pamiętam takich problemów, ale „czasy się zmieniają”.

          Chociaż z drugiej strony ostatnio obserwuję, że rodzice mówią jedno, drugie robią. Z jednej strony mówią dziecku, że pieniądze, stan posiadania etc są nieważne, a z drugiej pokazują coś zupełnie innego…

  • Jak dobrze że są takie wpisy! Jako planująca kiedyś dziecko jestem zmotywowana że jednak można sobie poradzić w miarę po kosztach 🙂 a wiadomo czas z dzieckiem jest bezcenny! 🙂

    • Oczywiście, że można!
      Jeśli dziecko jest zdrowe, to niczego do szczęścia nie potrzebuje (za wyjątkiem Rodziców, suchej pieluszki i pełnego brzuszka… i żeby mu zimno nie było). Koniec! 😀 Wszystkie gadżety i inne takie kupujemy dla siebie 🙂

  • Asia

    A kwota obniżenia wynagrodzenia w zw. z urlopem macierzyńskim (ew. ojcowski, przy bardziej partnerskich związkach)? Bo to chyba też trzeba uwzględnić?

    • Jako korzyści utracone? 🙂 Nawet o tym nie pomyślałam.

      Nie traktuje tego jako kosztów, bo co w przypadku, gdybym nie miała pracy? Jeszcze bym „zarobiła”, bo przecież teraz dla wszystkich matek jest gwarantowane 12 tys (1 tys. miesiecznie przez pierwszy rok zycia). A gdybysmy się łapali na 500+…. 😛

      Ale masz rację, w naszej sytuacji stracilismy 20% mojej rocznej pensji 🙂

  • Aga Bielik

    Nasza Gwiazda kończy jutro pół roczku. Nie mam konkretnych zestawień ile na nią wydaliśmy, bo prowadzimy rodzinny bilans finansowy, bez rozdzielania jakie koszty na kogo. pieluchy często dostajemy w prezencie, więc sami kupiliśmy przez ten czas raptem kilka opakowań. z chusteczkami nawilżanymi podobnie. kosmetyki czy detergenty do prania nie są może najtańsze, ale to jest nieprawdopodobnie wydajne. z rzeczy do prania mamy nadal to co kupiliśmy do wyprawki, z kosmetykami w większości też, chyba tylko ze dwa razy kupiłam krem do pupy i jeden szampon. mleko modyfikowane niestety jest w użyciu od miesiąca (niestety w piersiach się skończyło, a miałam ogromne marzenie długo karmić, więc swoje już wypłakałam z tego powodu, a nadal czuję straszny smutek i pretensje do siebie, że może to moja wina) i kupujemy bebiko w biedronce za 14,99 starcza na tydzień. słoiczek za 3 zł starcza na 2 dni lub za 5 zł na 3. jakoś póki co nie mam zaufania do sklepowych warzyw i owoców, żeby je dać takiemu maluchowi. kaszka za 5-6 zł starcza na mniej więcej tydzień. na początku jadła droższe, za 20 zł, ale na szczęście już może te tańsze. butelki i smoczki dostaliśmy w prezencie, z tej kategorii nic nie dokupowaliśmy i nie zanosi się na to, żebyśmy musieli. jedynie łyżeczkę kupiłam, za którą dałam chyba 5 zł. krzesełka do karmienia jeszcze nie mamy, karmimy ją na kolanach, albo w leżaczku, który dostała od dziadków. z leków jest witamina K i D (ok. 20 zł na miesiąc) oraz probiotyk, który zalecono jej po pobycie w szpitalu związanym z problemami z brzuszkiem (ok. 30 zł na miesiąc) + żel na ząbkowanie za 15 zł i paracetamol na gorączkę za 8 zł, które ma do tej pory. termometr bezdotykowy (polecam!) dostała w prezencie. szczepienia 5 w 1 i pneumokoki mamy za darmo, ze względu na to, że urodziła się z niską masą urodzeniową. wszystkie potrzebne wizyty lekarskie jak i rehabilitację ze względu na obniżone napięcie mięśniowe mieliśmy na NFZ. zabawek nie kupowaliśmy żadnych, wszystkie które ma to prezenty. to samo z ubrankami, kupiliśmy do tej pory trzy sztuki po kilka złoty. za łóżeczko używane daliśmy 180 zł, za wózek nowy 400 (opłaca się mieć znajomości ^^), wanienkę i przewijak z ogłoszeń na OLX za darmo (uwielbiam ten dział, w naszym mieszkaniu jest masa świetnych rzeczy, które ktoś chciał oddać za darmo!). za kosz na zużyte pieluszki używany daliśmy 30 zł, plus wkłady do niego za 30 zł starczają na dwa miesiące (wbrew jednemu z komentarzy uważam, że to świetny wynalazek). nosidełko kupiliśmy za 20 zł, pościel dostaliśmy w prezencie, kocyki ma moje z dzieciństwa, mama sprawiła mi niesamowitą radość tym, że je zachowała z myślą o moich dzieciach nic mi o tym wcześniej nie mówiąc 😉 za jakieś drobne rzeczy do wyprawki wyszło nam kilkaset złoty, ale to były jednorazowe wydatki. bardzo duże zaoszczędziliśmy dzięki rodzinie i przyjaciołom. prawdę mówiąc ja jakoś nie odczuwam narazie tych wydatków, których ponosimy niewiele, tym bardziej, że załapaliśmy się na 500+, więc w zasadzie to co dostajemy wystarcza nam dla niej

  • My mamy na razie 5 miesięcy, ale początkowe wydatki wydają się być podobne. Podliczymy wszystko na koniec. Na pewno będziemy mieli więcej za szczepienia i wizyty lekarskie, bo robiliśmy też USG brzuszka i główki. My mamy to szczęście, że większość rzeczy dostaliśmy od rodziny albo po starszych kuzynach naszego malucha 🙂