Dlaczego nie warto oszczędzać? 13 mocnych argumentów

nie_warto_oszczedzac

Niemal na wszystkich blogach finansowych pojawił się już temat oszczędzania. Każdy z autorów starał się użyć jak najbardziej obrazowych przykładów, żeby przekonać swoich czytelników do powagi sprawy. Postanowiłam jednak ugryźć temat z innej strony i podzielić się z Wami dzisiaj powodami, dlaczego nie warto oszczędzać. Wreszcie „uciśnieni i wytykani palcami rozrzutni” będą mieli jakieś argumenty w rękach (czy raczej słowach). Ciekawa jestem czy się ze mną zgodzicie.

Dlaczego nie warto oszczędzać?
  1. Oszczędzanie jest nudne.
    No właśnie, kto chciałby wieść nudne życie. Doskonale Cię rozumiem. Kontrolowanie swoich wydatków, szukanie obszarów do ich zmniejszenia, tropienie dodatkowych dochodów etc. To wszystko jest potwornie nużące… Szkoda tracić życie na takie smęty. Zresztą, po co komu taka wiedza? Czy wiedząc, ile wydajesz będziesz szczęśliwsza? Oj, może się nawet okazać, że Ci się podniesie ciśnienie i efekt będzie odwrotny. Także lepiej zupełnie sobie tym nie zaprzątać głowy. Poza tym lubisz ten dreszczyk emocji pod koniec miesiąca, kiedy nie wiesz, czy wystarczy Ci pieniędzy. A już o płaceniu kartą i zaciskaniu palców, żeby były środki nie wspomnę 🙂
  2. Oszczędzanie ogranicza.
    Po co na własne życzenie wprowadzać sobie jakieś utrudnienia? Trzeba mieć chyba nie po kolei w głowie, żeby samodzielnie decydować się na coś takiego. Już dosyć mamy ograniczeń „z zewnątrz”. Sztywne ramy zachowania, wymagania od społeczeństwa, od najbliższych. Kto normalny wprowadza więc sobie dodatkowe zakazy?
  3. Trzeba korzystać z życia.
    Życie jest jedno. Nie ma sensu skupiać się na oszczędzaniu. Co będzie, to będzie. Trzeba żyć tu i teraz. Nie ważne, że po drodze mogą się pojawić niekorzystne zdarzenia, jakoś sobie poradzisz. Zawsze sobie radzisz, dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Zmarnowanego na oszczędzanie i ograniczanie się czasu, nikt Ci przecież nie zwróci.
  4. Jeśli zdarzy się niespodziewany wypadek, na pewno ktoś Ci pomoże.
    Od czego są znajomi i rodzina? Jeśli coś nieprzewidzianego się wydarzy mają przecież obowiązek Ci pomóc, prawda? Jesteś dla nich ważna i na pewno Ci pomogą. Po to przecież oszczędzają, żeby w razie potrzeby się o Ciebie zatroszczyć. Dlatego nie ma sensu samemu odkładać pieniędzy na fundusz awaryjny czy poduszkę bezpieczeństwa, skoro możemy skorzystać z życzliwości innych.
  5. Nie ma sensu czekać na realizację marzeń.
    Ustaliliśmy już, że życie jest krótkie. Tylko nieudacznicy czekają z realizacją swoich marzeń. Po co odkładać je w czasie? Przecież na rynku jest tyle kredytów! Niektóre z nich są takie atrakcyjne (przynajmniej tak twierdzą szczęśliwi, spełnieni ludzie opowiadający o nich w reklamach). Jeśli masz jakieś marzenie, bierzesz kredyt i po sprawie. Nie ma co zaprzątać sobie głowy późniejszym spłacaniem rat, jakoś to będzie. A w razie czego przecież pomogą Ci najbliżsi.
  6. Emeryturę zapewni Ci ZUS.
    Małą, bo małą, ale pewną. Przecież emerytura to podstawowe prawo człowieka. Wszyscy powinni ją mieć zapewnioną. A może program 500+ tak podniesie dzietność w Polsce, że będzie więcej pracujących niż emerytów? Kto wie, dużo się jeszcze może wydarzyć. Zresztą tyle jeszcze czasu do przejścia „w stan spoczynku”. Jak się okaże, że jednak nie będzie tak kolorowo, zawsze możesz pomyśleć o tym później. W ostateczności, od czego jest przecież rodzina (a w szczególności dzieci! – wychowałaś je, więc coś Ci się od nich chyba należy, prawda?).
  7. Dzieci powinny same się o siebie zatroszczyć.
    Nie masz przecież obowiązku zapewnienia im przyszłości. Zresztą już dość pieniędzy na nie wydałaś. Niech sobie same radzą w życiu. Nie muszą iść przecież na studia, mogą od razu do pracy. No dobra, nawet jeśli uważasz, że studia są niezbędne, to przecież mogą iść na zaoczne, a w tygodniu pracować na swoje utrzymanie. W ostateczności możesz im trochę finansowo pomagać, ale nie ma potrzeby planowania tych wydatków dużo wcześniej. Przecież jakoś to będzie. Jak się pieniędzy potrzebuje, to na pewno się znajdą.
  8. Skoro nie znamy przyszłości, to po co próbować ją planować.
    Nie wiadomo, czy jutro nie wpadniesz pod samochód, także tworzenie jakichś strategii i planów jest zupełnie bez sensu. Zgadzam się całkowicie.
  9. Nie masz z czego oszczędzać.
    Z tym argumentem ciężko nawet polemizować. Nie masz z czego, to nie masz z czego. Z pustego nawet i Salomon nie naleje… Nie ma sensu szukać dodatkowych pieniędzy (w formie podwyżki, dodatkowej pracy czy oszczędności). Nie masz, to nie masz, koniec kropka.
  10. Oszczędzanie jest dla frajerów.
    Znasz jakąś osobę, która oszczędza i jest „normalna”? No właśnie. Tylko frajer planuje przyszłość (której się przecież nie da przewidzieć), sam sobie nakłada ograniczenia, odkłada realizację marzeń, zbiera fundusze na swoją emeryturę i wsparcie dla swoich dzieci.
  11. Oszczędzanie jest nieopłacalne.
    Po co szukać jakichś małych oszczędności? Co takie kwoty zmienią w Twoim życiu? Czy jest sens oszczędzać 100-200 zł w miesiącu? Jeśliby już zabierać się za to nudne oszczędzanie, to porządnie. A nie tak się rozdrabniać.
  12. Rozmowy o finansach są trudne.
    Założę się, że już masz jakieś newralgiczne tematy w swoim związku. Po co więc dokładać sobie kolejne problematyczne zagadnienia? Lepiej o tym wcale nie rozmawiać, może wszystko się jakoś ułoży. Samo. Przecież jakoś to będzie. Nie ma sensu się wysilać i próbować dojść do porozumienia w sprawie finansów.
  13. Większość ludzi nie odkłada na przyszłość, a jakoś żyją.
    Po przecież nie zależy Ci na „dobrym” życiu. Wszystko jakoś się ułoży. Zresztą są ważniejsze w życiu rzeczy od pieniędzy. Walka od pierwszego do pierwszego jest przecież codziennością większości ludzi. Taki znasz schemat i nie widzisz potrzeby wychodzenia poza niego.

 

Jestem przekonana, że znalazłoby się jeszcze kilka lub nawet kilkanaście powodów, dla których nie warto oszczędzać. A Wy jakie macie?

Oszczędnicka

  • Dorota Para

    mnie się nigdy nie trzymały pieniadze. Teraz wlasnie to zmieniam – oszczędzam na pierwsze wakacje za granicą 🙂

    • Warto też oszczędzać na inne cele 🙂 Ale dobrze, że odkładasz na wyjazd zamiast posiłkować się kredytem 🙂

  • Ciekawy punkt widzenia 😉

    Jednak co do dzieci to trochę w tym jest racji. Zgadzam się z postulatem aby same nauczyły się zarabiać. Jednak wydaje mi się, że za plecami dzieci warto odkładać na nie/ich przyszłość (np. wesele, które często jest dla rodziny, czy by wspomóc wkład własny przy zakupie mieszkania).

    Spodziewałam się raczej zestawienia z gatunku: nim postanowisz zaoszczędzić na tańszych produktach, sprawdź, czy droższe nie jest jakościowo lepsze co zaoszczędzi Twój czas (ja ostatnio postanowiłam oszczędzić na pieczywie i serze do tostów i skończyło się tym, ze 3 dzień z rzędu czyszczę toster).

    • Zgadzam się w temacie dzieci. Ja praktycznie od skończenia szkoły średniej zaczęłam pracować, studiując jednocześnie. Szybko także wyprowadziłam się z domu, ponieważ zarabiając własne pieniądze chciałam być niezależna. Uważam, że to była najlepsza lekcja w moim życiu.

      • Nie we wszystkich przypadkach taki scenariusz się sprawdzi. A jak Twoje dziecko będzie chciało studiować np. medycynę? Ciężko będzie mu się samodzielnie utrzymać i jednocześnie zaliczać wszystkie egzaminy (chyba, że będzie takie zdolne :P).

        Fajnie, że u Ciebie taka wczesna samodzielność zdała egzamin 🙂
        Ale ja jestem wdzięczna moim rodzicom, za to, że nie musiałam się martwić o pieniądze na studiach i mogłam poświęcić się nauce i poszerzaniu horyzontów. Oczywiście również pracowałam, ale nie więcej, niż na pół etatu. No i dzięki temu, że miałam czas na naukę i działalność studencką, uzyskałam Stypendium Ministra (dwa razy :)).

    • Bez dwóch zdań 🙂 Czasem nie warto oszczędzać na tańszych produktach (ale nie zawsze :P, czasem tańsze produkty są równie dobre, co te super-drogie-markowe).

      Zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o wsparcie dzieci. Nie można oczywiście podać im wszystkiego na talerzu, ale jeśli ma się taką możliwość to fajnie trochę im pomóc 🙂

    • Ruda

      W kwestii dzieci, które mają na siebie zarabiać… W „Przeminęło z wiatrem” jest taka scena (albo wynika to z opisu – nie pamiętam, dawno temu czytałam), gdzie Rhett Butler mówi, że lubi pomagać Scarlett, ponieważ ona sobie sama dobrze radzi. I tak samo jest z pomaganiem własnym dzieciom: aż chce się pomagać, kiedy widzimy, że dziecko samo oszczędza z sukcesami, np. na mieszkanie. Wtedy widać, że pieniądze nie pójdą na marne.

  • Wszystkie oszczędności, jakie uda mi się zgromadzić przeznaczam na spełnianie marzeń lub rozwijanie pasji. Myślę, że to najlepszy sposób na wydawanie kasy 🙂

    • Spełnianie marzeń i rozwijanie pasji są baaaaardzo ważne. Nie da się zaprzeczyć, ale… warto jednak pomyśleć o zabezpieczniu przyszłości i nieprzewidzianych sytuacjach 🙂

  • Uważam się za osobę oszczędną. Porównuję produkty przed zakupem (jakość vs cena), nie wydaję pieniędzy na zbędne gadżety, ograniczam jedzenie poza domem do minimum etc. Są jednak rzeczy, których nie mogę sobie odmówić i zaoszczędzone pieniądze właśnie na nie wydaje. Są to podróże.

    • Przecież życie nie polega tylko i wyłącznie na „oszczędzaniu”. Trzeba zachować równowagę. Zresztą, zawsze powinno oszczędzać się „na coś” 🙂

      A podróże są przecież jak inwestycja 🙂

  • przekonałas mnie 😉

    co do studiów to moi rodzice mają zasadę, że utrzymują dzieci dopóki te się uczą. a studia niejako były obowiązkiem w naszym przekonaniu. a i gdy zaczęłam pracować i mieszkałam u rodziców to po prostu zarabiałam na swoje potrzeby. ale być może dlatego też, że rodzice wiedzieli, że odkładam na przyszłość, czyli prawko, dodatkowe studia, wesele.
    u mojego męża tak nie było, ale wymusiłam na nim jeszcze przed ślubem układ, że dziecko będzie na naszym utrzymaniu dopóki będzie się uczyło. nie wybaczyć abym sobie, gdyby chciało studiować a nie mogłoby by nie byłoby w stanie na nie zarobić. taki jest mój obowiązek jako rodzica by odpowiednio przygotować go do życia. ja to tak widzę.

    • Zgadzam się z Tobą 🙂 My już odkładamy „na przyszłość” Juniora 🙂
      Fajnie, że przekonałaś męża!

  • Ciekawy post – spowodowałaś, że się uśmiechnęłam od rana, bo spodziewałam się zupełnie czegoś innego po tytule 🙂 A najlepsze jest to, że widzę, jak wiele osób tak myśli i tak żyje 🙂 Hmmmm….
    Ja jednak będę uparcie przekonywać, by oszczędzać (a nawet by inwestować), ale oczywiście w granicach rozsądku, by nadal mimo wszystko korzystać z uroków życia 🙂

    • No właśnie 🙂 Tyle osób używa tych argumentów „na serio”, że może powinnyśmy się zastanowić, czy obrana przez nas droga jest właściwa 😛
      Większość nie może się mylić! 😛

  • Zamiast zaciskać pasa lepiej po prostu zarabiać więcej (tutaj puszczam oczko) 😉

    • E tam! Po co? Wtedy wytrącasz sobie z rąk argument numer 9. Chociaż z drugiej strony, zawsze można się posiłkować inflacją życia i znowu „nie będzie z czego oszczędzać” 😛

  • Świeżak

    Zabawna sytuacja bo większość tych argumentów kojarzy mi się z ludźmi, którzy bardzo by chcieli ale nie mogą, albo im się nie chce. Wiara w ZUS, brak oszczędności, płytkie w ich wykonaniu „liczy się tu i teraz”, poleganie na innych… Idealne dopasowanie do tych na których patrzę z „politowaniem”, bogaczy spod sklepu bądź innych geniuszy którym bogactwo kończy się 2 tygodnie po wypłacie… Tylko skąd oni mogą wiedzieć że 3/4 najbogatszych jest dużo bardziej oszczędnych od nich..
    Jak dla mnie w tym poście 13 anty-argumentów dla człowieka świadomego i trzeźwo myślącego o swoim życiu. Pozdrawiam 🙂

    • Dobra, dobra – ci bogacze po prostu mają z czego oszczędzać 😀

      Ale sam przyznaj, że nie raz spotkałeś się z takimi argumentami… i ludzie wypowiadali je „na serio”! 🙂 Przecież niektórzy naprawdę w nie wierzą…

      • Świeżak

        Nie raz to mało powiedziane, słyszę je bardzo często ale zawsze od tej samej „kategorii” ludzi. Jakoś nikt komu w miarę się powodzi, rozwija się i pnie do przodu oszczędzanie nie utrudnia życia, a w kwestii ZUSu jedyną jego reakcją jest śmiech.

        Moim zdaniem chodzi o mentalność ludzi, niektórzy zrozumieli pewne zasady i mają świadomość ich sposobu działania, a inni mają to „w dupie” i żyją według własnego widzimisię. Tylko teraz pytanie którzy są bardziej szczęśliwi…

  • Oczywiście, że się z Tobą (nie)zgodzę 😉 a najbardziej z punktem 11 😉 Problem tylko w tym, że jak nie potrafimy zaoszczędzić stówki to trudniej będzie oszczędzić większą sumę.

    • Hehe, ale co jedna „stówka” zmieni w życiu?
      Przecież szkoda czasu na takie rozdrabnianie się. „Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony. ” „Jak oszczędzać…. eee niech ktoś inny za nas oszczędza, a potem poratuje w biedzie” 😛

      • No w sumie trudno się nie zgodzić 😉

  • Czytam już drugi raz i gdzieś tam w duszy trochę kwiczę ze śmiechu 😀 Gratulacje za dystans, ironię i pomysł 😀 😀 😀

    • Łukasz, nieładnie się śmiać z czyichś przekonań 😛
      Przecież zgodnie z ostatnim raportem o stanie oszczędności Polaków, to ponad połowa obywateli naszego pięknego kraju korzysta z któregoś (albo z większości) tych argumentów!

      Ale dziękuję za miłe słowa 🙂

      • Wiem, że nieładnie, ale nie mogłem się powstrzymać 😀 A co do stanu oszczędności (i wiedzy) Polaków – to prawda. Niestety jest dramatycznie 🙁

        • Jak pokazuje fundacja Kronenberga z roku na rok jest coraz lepiej.

  • Fajny wpis, zabawny – chyba sobie wydrukuję 🙂

  • W końcu jest i druga strona medalu. Ja myślę, że zarówno w jednym jak i w drugim trzeba mieć umiar 🙂

  • Dobre, dobre 🙂 zawsze ciekawila mnie taka postawa, dla mnie oszczędzanie jest naturalne i nie zauważam, żebym jakoś gorzej żyła z tego powodu 😉

  • E tam…Oszczędzanie jest nudne, niefajne, bo przecież ten, kto oszczędza to sknera, ale oszczędzać warto, a te przewrotne argumenty do mnie absolutnie nie przemawiają 😉

  • ariwle

    Ja tam, najbardziej jeżeli chodzi o oszczędzanie boje się dwóch scenariuszy: 1. hiperinflacja, 2. upadku banku (przy upadku kilku na raz BFG może nie być na tyle wydolny, żeby wypłacić pieniądze)

    • Dlatego trzeba starać się dywersyfikować swój „porftel oszczędnościowy” 🙂 Równie dobrze można obawiać się trzeciej wojny światowej (bo przecież jakieś prawdopodobieństwo istnieje). Różne scenariusze mogą się wydarzyć 🙂

  • Bardzo dobry wpis! Każdy, kto ma tendencję do rozrzutności powinien go przeczytać!

  • Hahaha, bardzo przewrotnie napisane, gratuluję 😉 Aż się człowiek rumieni na myśl, że jeszcze półtora roku temu używał tych samych argumentów. Teraz, kiedy to czytam, widzę, jak bardzo byłam naiwna 🙂 Pozdrawiam!

  • Zabawny artykuł. Tylko niestety mniej śmieszne już mi się wydaje to, że ludzie jednak tymi powodami się zasłaniają, by tylko nie przyjrzeć się swoim finansom. Sama też je słyszałam od rodziny i niestety kiedyś nawet argumentem nr 9 się posiłkowałam. A potem okazało się, że jednak można. I to nawet nie trzeba było więcej zarabiać, wystarczyło po prostu przejrzeć wydatki i uciąć te zupełnie nieptrzebne. I to wcale nie było takie trudne, tylko może nieco bolesne, że taka oszczędna osoba jak ja jednak jest rozrzutna 🙂 Ale większość ludzi chyba po prostu nie chce sobie tego uświadamiać. Pozdrawiam

    • Oj pewnie, że się zasłaniają 🙂 I jeszcze wydaje im się, że to są świetne, racjonalne powody, żeby nie starać się panować nad swoimi finansami. No przecież się nie da 🙂

      Cieszę się, że już nie posiłkujesz się argumentem nr 9 🙂 (ani żadnym innym :P)

  • Trafiłaś w sedno. Jak rozmawiam ze znajomymi to często stawiają mi podobne zarzuty i naprawdę ciężko mi je przekonać do mojego punktu widzenia. To takie frustrujące. Mam nadzieję, że przynajmniej na blogu pomogę komuś ogarnąć finanse osobiste 🙂

    • Oby! 🙂 Zadziwia mnie, że ludzie posiłkują się takimi argumentami „na serio”. Przecież wystarczy je napisać, wypowiedzieć i już widać, że to banialuki 🙂 Jak można w to wierzyć?