Oszczędnicka poleca – Bogaty ojciec, Biedny ojciec

bogaty ojciec, biedny ojciec. Robert Kiyosaki

„Bogaty ojciec, Biedny ojciec” autorstwa Roberta Kiyosakiego to książka którą polecam, ale z pewną dozą sceptycyzmu. Na pewno nie traktujcie informacji w niej zawartych jako prawd objawionych. Spotkałam się nawet z opinią, że pan Kiyosaki dorobił się milionów, nie na nieruchomościach, jak twierdzi, ale właśnie na farmazonach jakie serwuje w tej książce. To prawda, że część porad jest oderwana od rzeczywistości… Niemniej jednak znalazłam w niej kilka bardzo ciekawych informacji, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Przypomnę tylko, że w serii „Oszczędnicka poleca” nie przedstawiam Wam klasycznych recenzji książek, a moje subiektywne przemyślenia i fragmenty, które uważam za wyjątkowo ciekawe i inspirujące :)

 

Zapewne słyszeliście hasło „Najpierw płać sobie”, jest to jedno z ważniejszych przesłań w tej książce. Chociaż sama nie stosuję tej metody, to uważam, że w wielu przypadkach się sprawdza. Szczególnie u osób, którym pieniądze przeciekają przez palce i potrzebują „mocniejszej motywacji”. Kiyosaki podkreśla, że jedyne co trzeba robić, by być bogatym,  to dbać o swoją kolumnę aktywów (a już w szczególności o „biznesy”, które nie wymagają naszej obecności- czyli tak zwany dochód pasywny) „Gdy raz już dolar się tu dostanie, nigdy nie pozwólmy mu się stąd wydostać.”

 

Podoba mi się:

  1. Jasne wyróżnienie czym różnią się biedni od bogatych (mentalnie). Ci pierwsi, gdy dostaną przypływ gotówki (szczególnie, gdy jest niespodziewany, czyli np. podwyżka lub premia) przeznaczają te pieniądze na konsumpcję. Bogaci natomiast przeznaczają je na inwestycje. Zauważcie, że nie chodzi tu o stan portfela, czy o wysokość zarobków. Można znaleźć biednych ludzi również wśród tych, którzy zarabiają wielokrotność średniej krajowej…
  2. Pomysł założenia spółki do wszystkich swoich działalności (chociaż nie do końca wiem, jak wygląda to legalnie w Polsce). Dlatego, że „spółka może regulować rachunki przed zapłaceniem podatków. Spółka zarabia, wydaje wszystko, co może, a opodatkowaniu podlega jedynie to, co zostało.” Niestety nie mam doświadczenia w tej dziedzinie, więc nie mogę się wypowiedzieć czy ma rację, czy nie. Niemniej jednak cały wywód brzmi bardzo ciekawie.
  3. Przekonanie, że najlepiej jest przeżyć załamanie biznesu przed 30. rokiem życia. „Ciągle masz jeszcze czas, aby się pozbierać.”
  4. Podejście do znaczenia słów i języka, jakim się posługujemy. Na przykład nie powinno się mówić „Nie stać mnie na to”. Zamiast tego należy zastanowić się „jak mogę to osiągnąć?”. Być może co niektórzy z Was (z wybitnie realistycznym podejściem do życia) machną ręką na takie rewelacje, ale wydaje mi się, że jednak coś w tym jest. Nie chodzi o tu fluidy, jakie do siebie przyciągamy, czy stanie przed lustrem, czekając na mannę z nieba. Ale nastawienie jest bardzo, bardzo ważne. Jeśli ktoś będzie myślał o sobie, że jest biedny, to zawsze będzie biedny, niezależnie od tego, jakimi środkami finansowymi będzie dysponował.
  5. Zależność 1-3-6. Czyli coś o czym bardzo często zapominamy chcąc „wyciskać maksymalnie wszystkie okazje”. Kiyosaki przypomina, że na 10 inwestycji: na 1 do 3 zarabia, na 5-6 nic nie zmieniają, na 2 lub 3 traci. 

Nie podoba mi się:

  1. To, że autor zbyt natarczywie promuje swoiście rozumianą przedsiębiorczość. Uważa, że należy tworzyć pracę dla siebie samych i innych. Należy wyjść ze schematu pracy na etat, do którego jesteśmy przygotowywani od dziecka, w domu i w szkole. Według niego to zły scenariusz życiowy. Jednak chyba zapomina, że nie każdy ma w sobie „gen przedsiębiorczości” i nie każdy sprawdzi się „na swoim”. Poza tym, gdyby wszyscy stworzyli miejsca pracy dla siebie i dla innych, to co za „inni” by tam pracowali :)
  2. Zbyt duże zafiksowanie na dochód pasywny i przekonywanie, że wystarczy tylko zmienić myślenie, a pieniądze same do nas przyjdą.
  3. Lanie wody i częste powtórzenia. Jednak to przypadłość większości książek tego typu. Na dobrą sprawę treść dałoby się skrócić o co najmniej połowę. Chyba że te ciągłe powtórzenia mają na celu dosadnie wbić czytelnikowi poglądy autora :)

 

 Podsumowując, „Bogaty ojciec, Biedny ojciec” to lektura po którą warto sięgnąć, ale lepiej wypożyczyć z biblioteki niż stawać się jej posiadaczem :)
Jakie są Wasze wrażenia po przeczytaniu tej książki? Zgadzacie z moimi przemyśleniami? A może zwróciliście uwagę na inne rzeczy?

Oszczędnicka

  • Nie darzę zbytnią sympatią amerykańskich książek, bo treści tam przekazane dałoby się zapisać na 50-100 stronach. Zwykle musimy czytać pięć razy więcej :-(

    • To prawda. Ale może „w tym szaleństwie jest metoda”. Czyli powtórzyć 10 razy to samo, żeby czytelnik na pewno zapamiętał 😛

  • Jak dla mnie jest to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto dąży do wolności finansowej oraz poprawienia swojej sytuacji, aczkolwiek większość rad jest mocno przerysowana oraz oderwana od polskiej rzeczywistości. Każdy powinien przeczytać i sam ocenić ile z tych treści jest wartościowa.
    Jak dla mnie autor świetnie na swojej średniej książce zarabia. Mistrz marketingu.

    • Prawda, mistrz marketingu :) Też odniosłam wrażenie, że część porad jest oderwana od naszej polskiej rzeczywistości. Niemniej jednak nie zaszkodzi po książkę sięgnąć.

  • Ja dla mnie to pozycja obowiązkowa dla każdego kto zastanawia się co chce w życiu robić.Faktycznie mocno przerysowana i czasami poglądy Kiyosakiego są nazbyt jednokierunkowe. Jednak uważam, że absolutnie każdy wyniesie z tej lektury coś dla siebie. Ktoś potraktuje ją jako lekturę do poduszki i nie zrobi nic. Ktoś inny dzięki niej przynajmniej przyglądnie się swoim finansom. I wreszcie komuś idea wolności finansowej tak się spodoba, że zacznie ten temat drążyć i odkryje dla siebie ścieżkę, którą będzie chciał podążać. Nie jest to poradnik krok po kroku a bardziej spora dawka inspiracji. Pozdrawiam

  • Pozycja dla osób, które nigdy wcześniej nie myślały o finansach i o bogactwie. Otwiera oczy, idealna na prezent :) Ale ktoś kto już jest w temacie nie znajdzie w niej nic pożytecznego. Ja na szczęście sięgnąłem po nią w pierwszych latach liceum, przez co późniejsze życie mogłem ustawić z prawidłowym myśleniem. Zaryzykuję stwierdzenie, że powinna znaleźć się w kanonie lektur nieobowiązkowych w szkołach gimnazjalnych / średnich :)

  • Iwona

    Mateuszu, zgadzam się z Tobą w 100% – książka powinna znaleźć się w kanonie lektur nieobowiązkowych albo nawet idąc dalej, recenzja książki jako składowa oceny z zajęć przedsiębiorczości :)

    Co do samej treści książki, myślę, że bardzo ciężko jest odnieść „porady” w niej zawarte do polskich realiów. Tak jak mówi Oszczędnicka – przeczytać z dużą dozą sceptycyzmu i wyciągnąć co najlepsze 😉

    Pozdrawiam

  • Mi ta książka się podobała, dosyć nieźle się ją czyta. Co ciekawe – przeczytałem ją jak już stałem się wolny finansowo.

  • Potwierdzam, że tak się właśnie pisze treści poradnikowe „ciągłe powtórzenia mają na celu dosadnie wbić czytelnikowi poglądy autora” :)

    • Oszczędnicka

      Tylko czasami taka formuła, aż irytuje :) Bo ile można czytać to samo…

  • część porad przede wszystkim nie jest na nasz polski rynek 😉

    niedawno obił mi się o uszy taki żarcik.
    – jak drobić się milionów?
    – wydać książkę pod takim tytułem
    😉

    czytałam jakiś czas temu tę książkę i wrażenia raczej pozytywne. na pewno warto przeczytać. a później przeanalizować i dopasować do siebie.

    • Oszczędnicka

      Myślę, że w tym żarcie jest dużo prawdy :) Może trzeba napisać taką książkę osadzoną w polskich realiach 😛
      Najlepsze jest to, że porady w różnych tego typu poradnikach wzajemnie się wykluczają :)

  • Czytałam kiedyś tę książkę. Tym co wyciągnęłam z niej dla siebie było uświadomienie sobie, jak duży jest wpływ naszego myślenia na temat pieniędzy na to ile ich mamy.

  • ja także słyszałem, że R.K. ściemnia z tymi nieruchomościami, ale fajnie, że szerzy świadomość finansową i, że robi to w całkiem przystępnej formie.

    • Oszczędnicka

      Dokładnie :) Trzeba wyciągnąć wartościowe dla siebie informacje, a na resztę przymknąć oko :)

  • bpw

    Książki Roberta T. Kiyosakiego to literatura beletrystyczna, czyli mająca charakter rozrywkowy. Jego książki to fikcja literacka. Ze względu na to, że były tak promowane, to przeczytałem właśnie Bogatego Ojca (właściwie, to zmusiłem się aby przebrnąć do końca).

    Co do poszczególnych punktów:
    1. Od ponownego definiowania znanych pojęć zaczyna się problem tej książki. Zaczyna od nowej definicji „bogatego i biednego”, po czym przechodzi do definiowania na nowo „aktywów i pasywów”. Kończy się to tym, że osoby, które uwierzyły w to, że są „bogate” łatwo ulegają późniejszej manipulacji różnej maści sprzedawców i naganiaczy (m.in. na kredyty i nieruchomości). Do tego nie są w stanie przyswoić najprostszych pojęć, bo Bob im powiedział, że mieszkanie w którym mieszkają, to pasywo. Podobnie posiadane akcje, to raz aktywo, a innym razem pasywo.
    2. Pomysł Boba ze spółką był inny. Chodziło o wyprowadzanie pieniędzy ze spółki (wakacje w tropikach jako spotkania biznesowe), fałszowanie ksiąg rachunkowych (wrzucanie w koszty prywatnych wydatków) i łamanie postanowień umów (uzależnianie zawarcia umowy z kontrahentem od decyzji wspólnika, którym niby był kot; jako że koty nie mają zdolności do czynności prawnych, to zgodnie z warunkami umowy z kontrahentem Kiyosaki powinien wywiązać się z zawartych postanowień, ale tego nie robił, tłumacząc się decyzją nieistniejącego wspólnika).
    3. Aż witki opadają – teoria Boba dotycząca załamania biznesu…
    4. Patrz pkt. 1. W Amway’u to może i działa.
    5. Jest jakieś źródło tych statystyk? Jakaś informacja dotycząca próby badawczej, osoby inwestora, rodzaju inwestycji?

    Więcej można poczytać tutaj:
    http://johntreed.com/blogs/john-t-reed-s-real-estate-investment-blog/61651011-john-t-reeds-analysis-of-robert-t-kiyosakis-book-rich-dad-poor-dad-part-1

    Osoby, które mają zamiar działać w biznesie (szczególnie w nieruchomościach) zachęcam do skorzystania z innych źródeł wiedzy niż książki, szkolenia i gry planszowe pana Kiyosakiego.

    • Oszczędnicka

      Dzięki za link, chętnie przeczytam :)
      A mi się tam podoba teoria, żeby załamanie biznesu przeżyć przed 30 😛 Najlepiej wcale nie przeżywać, ale lepiej wcześniej niż później. prawda? :)
      Z określeniem aktywów i pasywów być może masz rację, ale definicja bogatych i biednych do mnie przemawia :) bo „jeśli ktoś będzie myślał o sobie, że jest biedny, to zawsze będzie biedny, niezależnie od tego, jakimi środkami finansowymi będzie dysponował”.

  • To jedna z ciekawszych pozycji, które uczą podstaw wolności finansowej i przedsiębiorczego myślenia. Co prawda z reguły nie lubię czytać książek amerykańskich pisarzy o finansach bo w USA panują inne warunki niż w Polsce, ale ta jest napisana z pomysłem i jeżeli ktoś szuka lektury wprowadzającej w niezależność finansową to ta książka jest w sam raz.Osobom myślącym o wolności finansowej opartej o nieruchomości polecam przeczytać książkę Sławka Muturiego ,,Fridomia”. :-)

    • Oszczędnicka

      Dzięki za polecenie książki. Na pewno będzie bardziej pomocna dla osób myślących o takiej działalności, bo jest oparta na polskich realiach.